Serdecznie zapraszam do korzystania z funkcji "Zapytaj Postaci" o TU. Kocham Was!

czwartek, 21 lutego 2013

Rozdział 03: Skradłeś moje serce i jesteś jedyny, którego winię.


Kiedy się obudziłem, musiał być już ranek. Mama krzątała się po kuchni robiąc śniadanie - wyraźnie słyszałem odgłos obijanych talerzy. Na dworze śpiewały ptaki, tak mi się przynajmniej zdawało, że słyszałem ćwierkanie za oknem. Uniosłem się na łokciach i przetarłem buzię dłońmi. Czułem wyraźnie zapach, który działał na mnie uspokajająco, jednak teraz przysporzył mi niemal zawału serca. Harry. Wysunąłem dłoń w stronę gdzie jeszcze wczoraj pod wieczór leżał chłopak i czytał mi książkę, jednak nie było go tam. Złapałem dłonią za materiał na swoim torsie, wyraźnie nie była to zwykła koszulka w jakiej sypiałem, a więc musiałem zasnąć na czytaniu. Westchnąłem cicho, zaciskając pięść na jego bluzie i uśmiechając, kiedy ponownie dotarł do mnie jego słodki zapach. Pachniał specyficznie - jabłkami i cynamonem. Inaczej niż Niall - on pachniał miodem i mlekiem. Powoli zsunąłem stopy na panele i przeciągnąłem się. Nie zdążyłem wstać, kiedy do drzwi zapukała mama i otworzyła je.
- Dzień dobry, Louis.
Przywitała się, odsłaniając mi okna w pokoju. Uśmiechnąłem się jeszcze lekko zaspany i potargałem swoje włosy paluszkami.
- Dzień dobry, mamo.
- Harry powiedział, że jeśli chcesz, to może dzisiaj do Ciebie przyjść. Zostawił swój numer. Chcesz do niego zadzwonić?
Zapytała a ja zagryzłem dolną wargę, nie wiedząc jak postąpić. Powinienem mu jednak oddać bluzę i przeprosić go za to, że zasnąłem. To było niegrzeczne.
- Która godzina?
Spytałem cicho. Nie chciałem go zrywać z łóżka, to byłoby niefajne.
- Dochodzi dziesiąta.
Powiedziała cicho, a ja pokiwałem głową.
- Dobrze, to może po śniadaniu? Znajdziesz mi ubrania?
Poprosiłem cicho, a słysząc jak otwiera szafę, podszedłem bliżej i wziąłem to co mi podała. Ruszyłem prosto do niewielkiej łazienki, gdzie wszystko miało swoje stałe miejsce, abym się nie pogubił i np. nie umył włosów pastą do zębów. Lub odwrotnie - zębów szamponem. Odkręciłem wodę pod prysznicem i zdjąłem powoli z siebie ubrania. Bluzę odłożyłem na sam wierzch na koszu na pranie aby ją jak najszybciej wyprać i mu oddać, po czym wkroczyłem powoli do kabiny. Szybko namydliłem ciało wiśniowym żelem i uśmiechnąłem lekko czując słodki zapach. Następnie umyłem włosy szamponem, który według producenta miał być miętowy, ale bardziej podchodziło mi to pod trawę lub zapach deszczu. W każdym bądź razie lubiłem ten zapach. I miałem po nim fajne włosy, były takie miękkie i nie oklapywały  Po kilku minutach wyszedłem spod prysznica i wytarłem się dokładnie miękkim ręcznikiem. Sięgnąłem na szafkę gdzie zostawiłem ubrania i powoli się ubrałem.
- Louis śniadanie!
Do drzwi zapukała mama. Uśmiechnąłem się, obciągając jeszcze raz koszulkę.
- Tak, idę.
Mruknąłem, wychodząc i powoli ruszyłem do kuchni. Usiadłem na krześle, a do moich nozdrzy dotarł słodki zapach gofrów wraz z bananami i sosem czekoladowym. Uśmiechnąłem się mimowolnie, biorąc ciepły placek między palce i ugryzłem kawałek.
- Pycha.
Powiedziałem z pełnymi ustami, a w odpowiedzi poczułem jak mama targa moje włosy. Uśmiechnąłem się ponownie i przełknąłem słodki wypiek, od razu biorąc kolejny. Co jak co ale uwielbiałem wypieki mamy, była dla mnie mistrzynią kuchni. Po kilku minutach pochłonąłem już dwa słodkie gofry z owocami oraz wypiłem szklankę pomarańczowego soku.
- Louis... Chciałbyś zadzwonić do Harry'ego?
Zapytała mama stając za mną, a ja znów się zamyśliłem, nieco przerażony tą wizją. Nerwowo zacząłem bawić się rąbkiem koszulki, kiedy mama wciąż czekała na odpowiedź.
- Lou? Czy coś się dzieje?
Zapytała, a ja zagryzłem dolną wargę, opuszczając głowę. Jak miałem powiedzieć mamie to o czym myślałem?
- Eeem.. Nie, nic się nie dzieje.
Skłamałem, jednak moje zawahanie musiało wszystko zdradzić. Czułem się z tym źle i nie wiedziałem co mam robić.
- Louis... Lubisz go, prawda?
Niepewnie skinąłem głową. Ta kobieta potrafiła mnie rozgryźć jak nikt inny. Czasami było to nawet nieco przerażające, nie umiałem przed nią niczego ukryć. ZNów nerwowo szarpnąłem palcami za nitkę, która odeszła od brzegu bluzki.
- Heej... mały, wszystko okej.To nic złego, lubić kogoś.
- Ale... Ja się boję mamo... Bo... On tak na prawdę był ze mną, bo Niall go o to poprosił. No i zasnąłem. Pewnie teraz uważa mnie za nieudacznika, czy coś.
Szepnąłem cicho, nieco drżącym głosem. Na prawdę bałem się, co teraz myśli o mnie Harry.
- Boo... Nie martw się tym. Gdyby uważał, że jest z tobą coś nie tak, nie zostawiłby Ci swojego numeru, prawda? Wydaje się miłym chłopcem. Chcesz zadzwonić i z nim porozmawiać?
Zapytała ponownie, delikatnie łapiąc moją dłoń w swoje. Zagryzłem dolną wargę i sztywno ponownie skinąłem głową, nie wiedząc co mam robić. Mama powoli wystukała na telefonie numer, a ja wziąłem sprzęt w drżące palce i przystawiłem do ucha. Zagryzłem wargę, oczekując na odpowiedź. Odebrał dopiero po trzech sygnałach.
- Tak?
Zachrypnięty i nieco niewyraźny głos uświadomił mnie w tym, że właśnie obudziłem Harry'ego. Westchnąłem niesłyszalnie, przeklinając w duch. Przecież już jedenasta!
- Cześć, Harry... Tu Louis. Przepraszam, że Cię obudziłem.
Szepnąłem do telefonu cicho, a po drugiej stronie usłyszałem jakiś ruch, nagły huk i przeciągły jęk. Czy Harry właśnie spadł z łóżka?
- Louis, cześć! Nie szkodzi, w zasadzie już późno, prawda? Cieszę się, że zadzwoniłeś.
Powiedział po chwili a ja mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Taaak... Wiesz... Wciąż mam Twoją bluzę  Oddam Ci ją, jak tylko wypiorę, dobrze? Nie chcę Ci jej oddawać takiej znoszonej.
Mruknąłem cicho, na co usłyszałem cichy chichot chłopaka po drugiej stronie. Na ten dźwięk zarumieniłem się nieco, jego śmiech był... Taki cudowny, jak śpiew ptaka. Zagryzłem dolną wargę, chcąc ponownie coś powiedzieć, ale Harreh mi przerwał.
- Nie ma sprawy, Louis. Możesz ją nawet zatrzymać, nie chodziłem w niej zbyt często.
Powiedział cicho, a ja lekko skinąłem głową.
- I... Chciałem Cię przeprosić. No wiesz, że zasnąłem. To było niegrzeczne. Przepraszam.
Znów zacząłem się plątać w słowach, nie wiedząc jak mam go za to przeprosić. Po drugiej stronie ponownie dało się słyszeć słodki śmiech chłopaka, przez który moje policzki zapiekły jeszcze bardziej, a mama stłumiła chichot, stojąc przy oknie. Westchnąłem cicho i potargałem włosy paluszkami.
- Louis, nie przejmuj się tym. Widziałem, że jesteś zmęczony, na prawdę nic się nie stało. Wiesz, słodko wyglądasz jak śpisz.
Dodał, a ja zawstydziłem się ponownie i oparłem czoło o ścianę obok.
- Nie... Nie wyglądam słodko.
Wymruczałem cicho i pokręciłem głową.
- Louis? Masz może czas dzisiaj po południu? Bo wiesz, umówiłem się z Zaynem i Niallem na pizzę... Może chcesz pójść ze mną?
Zapytał cicho, jakby nie pewnie, a ja nie wiedziałem znowu co powiedzieć. Z jednej strony perspektywa spotkania sie z Harrym ponownie była bardzo kusząca. Z drugiej nie chciałem być przysłowiową kulą u nogi dla chłopaka.
- Nie wiem... Nie chciałbym wam przeszkadzać.
Mruknąłem po chwili, ledwo wyraźnie. Na ramieniu poczułem dłoń mamy. Przekrzywiłem głowę tak, że teraz opierałem skroń o chłodną ścianę. Zamknąłem delikatnie oczka, czekając na słowa kolegi.
- Boo. Jakbyś miał przeszkadzać, nie zaprosiłbym Cię, prawda?
Zapytał retorycznie, ale mi w głowie bardziej zawojował inny aspekt tej wypowiedzi. Boo. Nie Louis, nie Lou. Boo. Zapamiętał. I w jego ustach brzmiało to... Ojej, nie miałem nic przeciwko.
- Mogę tak do Ciebie mówić?
Zreflektował się, kiedy już chciałem coś powiedzieć. Znów zamknąłem usta, a na moje usta wpłynął delikatny uśmiech.
- Tak, oczywiście.
Szepnąłem cicho, z nutką radości w głosie. Na prawdę mnie to radowało, wiedziałem już, że chcę, aby mnie tak nazywał. Jak dziwne to było?
- Więc? Masz ochotę iść ze mną? Oni i tak pewnie będą się lizać, a mi będzie raźniej. No i nie będziesz siedział sam w domu. No proszę...
Jęknął, na co się uśmiechnąłem ponownie.
- Dobrze. Z chęcią pójdę.
Mruknąłem w końcu, wesoło się uśmiechając i przeczesując palcami włoski.
- Świetnie! Na prawdę, bardzo się cieszę. Przyjadę po ciebie około trzeciej, dobrze, Boo? Chcesz jechać samochodem, motorem czy iść pieszo? Obojętne mi to.
Zaczął mówić, a ja znów zagryzłem wargę. Zauważyłem, że w kontaktach ze Styles'em bardzo często to robiłem.
- Mi też. Jak Tobie będzie wygodniej. Będę czekał, dobrze?
Upewniłem się cicho, przeczesując palcami włosy.
- Tak, świetnie. Narazie, Boo.
- Pa, Harreh.
Uśmiechnąłem się, rozłączając i odetchnąłem głęboko, czując jak na moje policzki powraca gorący rumieniec.
- Boo.
Powtórzyłem cicho, przysuwając wyłączony telefon do piersi i uśmiechając lekko. Czułem się jak zakochana nastolatka z jednego z tych dennych seriali, jakie Niall oglądał w piątkowe wieczory, kiedy leżałem mu z głową na kolanach i przysypiałem. Z boku dotarł do mnie cichy śmiech mamy, na co wywróciłem oczami.
- Zabawne, prawda?
Zapytałem wciąż szeroko się uśmiechając. Oddałem jej komórkę i ruszyłem do pokoju, podchodząc do szafy. Potarłem dłonią kark, marszcząc zabawnie nos.
- Mamo!
Zawołałem kobietę, która od razu pojawiła się przy mnie, nie wiedząc czemu nagle podnoszę alarm.
- Tak, Louie?
- W co ja mam się ubrać?
Mój głos mimowolnie zabrzmiał nieco histerycznie, co mama ponownie skwitowała śmiech.
- Ohh Louis...Nie sądziłam, że do tego dojdzie. Zaraz ci pomogę  dobrze? Zobaczymy co ty tu masz... O! W tym będzie ci dobrze.
Podała mi jakąś koszulkę i spodnie. Pokiwałem głową i wszedłem do łazienki, przebierając się. Po chwili usłyszałem jak mama wchodzi do środka.
- Mogę?
Zapytała, a ja skinąłem głową, zapinając ostatni guzik koszuli. Po chwili poczułem jak poprawia mi włosy.
- Mamo, Harry będzie za ponad trzy godziny, zdążą oklapnąć.
- Masz rację. Przepraszam. A gdzie sie wybieracie?
Zapytała, prowadząc mnie ponownie do pokoju. Usiedliśmy na łóżku, po czym oparłem się plecami o chłodną ścianę.
- Na pizzę. Będzie też Niall i Zayn. Wiesz, jego chłopak. Mówiłem ci o nim, prawda?
Upewniłem się cicho, wyłamując palce, a kiedy przytaknęła, kontynuowałem.
- Poznałem go wczoraj na zawodach. Niall mnie tam zaciągnął. No wiesz, on jeździ na motocrossach. Znaczy Zayn, nie Niall. I Harry. On też jeździ.
Uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Czyli... Harry jest przyjacielem Zayna i razem trenują, tak?
Pokiwałem głową, uśmiechając się mimowolnie. Wciąż czułem na opuszkach palców jego delikatną skórę i wąskie wargi. Byłem wręcz pewny, że są jasne, chociaż nie wiedziałem jak dokładnie wyglądają. Cały czas czułem w powietrzu jego jabłkowo - cynamonowy zapach.
- Podoba Ci się, prawda?
- Co? Skąd...
- Uśmiechasz się, kiedy o nim mówisz, zagryzasz nerwowo wargę i kiedy rozmawialiście przez telefon cały czas miałeś rumieńce na policzkach i błyszczące oczy.
- Ummm...
Spuściłem głowę, odwracając ją w stronę przeciwną, gdzie była moja rodzicielka. Wyczułem że wstała z łóżka i kucnęła przy moich nogach, ponownie łapiąc w swoje moje dłonie.
- Louis. To nic złego. Spójrz na mnie, proszę.
Odwróciłem głowę, a moje oczka spoglądały gdzieś ponad jej ramieniem.
- Troszkę niżej Lou. I nieco bardziej w prawo.
Powiedziała a ja wykonałem posłusznie jej polecenie, lokując wzrok na jej - jak podejrzewałem - zmartwionej twarzy. Po chwili kontynuowała swój wykład.
- To nic złego, że podoba Ci się Harry. Wbrew temu, co mówi większość ludzi, to normalne, Louie. Każdy chce być kochany. Ty chcesz być kochany przez Harry'ego i to dobrze. Myślę, że on też będzie chciał być kochany przez ciebie. Ale musicie lepiej się poznać. Nie wstydź się ze mną o tym rozmawiać. Pomogę Ci, przecież wiesz, prawda?
- Wiem.
Szepnąłem  wtuliłem się w jej ramiona, uśmiechając lekko. Mama lekko pogładziła mnie po plecach, całują w skroń. Czułem się teraz jeszcze szczęśliwszy niż kiedy rozmawiałem z Harrym.

|TWIF|

- Tak, świetnie. Narazie, Boo.
Uśmiechnąłem się, a moje serce podskoczyło, kiedy usłyszałem jak zmiękcza moje imię  Boże, powiedział do mnie Harreh. Nacisnąłem czerwoną słuchawkę, na wargach wciąż mając szeroki uśmiech, niemalże psychiczny.
- Harry? Wszystko okej?
Dotarł do mnie głos mamy. W tej chwili ogarnąłem, że wciąż leżę na ziemi z nogami na materacu i zamotany w kołdrę, z chorobliwym uśmiechem na ustach. I wszystko było okej.
- Tak.
Powiedziałem cicho, odkładając przyciskaną do piersi komórkę i uśmiechnąłem się ponownie, wygrzebując z pierzyny. Niedbale cisnąłem nią na łóżko i podszedłem do szafy, przeczesując palcami włosy. Nie miałem pojęcia co mam na siebie założyć. Znaczy... Lou i tak nie mógł mnie zobaczyć, ale... chciałem dobrze wyglądać. W końcu postawiłem na białą koszulkę, czarne rurki i tego samego koloru skórzaną kurtkę. Dwie pierwsze rzeczy zgarnąłem wraz z białymi bokserkami i ruszyłem do łazienki. Odkręciłem wodę pod prysznicem i zrzuciłem z siebie to, w czym aktualnie spałem... To znaczy wczorajsze bokserki i wślizgnąłem się pod ciepły strumień wody. Przez chwilę pozwoliłem kroplom wody masować moje ciało, po czym sięgnąłem po jabłkowy żel pod prysznic. Dokładnie się umyłem, po czym wyszedłem z zaparowanej kabiny. Dokładnie wytarłem swoje ciało puchowym, czarnym ręcznikiem i stanąłem przed ogromnym lustrem. Uważnie przyjrzałem się sobie. Czekoladowe loki teraz wilgotne i oklapnięte, jednak mimo to wciąż zawijające się do góry. Zielone, duże oczy i wąskie, kobiece usta, których nie lubiłem. Były zbyt kobiece i takie... delikatne. Prześlizgnąłem wzrokiem dalej, na szerokie barki, wystające obojczyki i umięśnioną klatkę piersiową. Następnie ładnie zarysowany brzuch, wąska talia i biodra z wystającymi kośćmi. Uważniej przyjrzałem się Elliotowi, który lekko uniósł się pod wpływem temperatury. Był spory, chociaż jeszcze nigdy nie zrobiłem z niego takiego użytku, wiedziałem, że może wiele zdziałać. Zarumieniony własnymi myślami spojrzałem na swoje smukłe nogi i westchnąłem. W swoim mniemaniu? Nie byłem ani trochę atrakcyjny. Powoli wsunąłem na siebie bieliznę i spodnie, które idealnie opinały moje wypchane krocze a także lekko zsuwały z bioder. Obciągnąłem na nie koszulkę, która lekko przylegała do moich ramion i klatki piersiowej, po czym psiknąłem się ulubionymi perfumami od Hugo Boss'a i wyszedłem z zaparowanej łazienki. Rzuciłem spojrzenie na zegarek, zaraz pierwsza a ja jeszcze nic nie zjadłem. Za niedługo  jednak miałem iść na pizzę, więc jeść teraz nie miałoby sensu. Zszedłem do kuchni i spojrzałem na mamę, która uważnie mi się przyjrzała.
- Umówiłeś się z kimś?
Zapytała podpierając dłonie na biodrach. Uśmiechnąłem się lekko i potargałem jeszcze wilgotne włosy palcami.
- Tak, idę na lunch z przyjaciółmi.
- Jakimi?
Pokręciłem lekko głową. Jakbym miał ich tysiące.
- Z tymi co zawsze. Z Niallem i Zaynem. No i... Louis z nami idzie.
Mruknąłem, rumieniąc się na dźwięk jego imienia. Uwielbiałem to, jak moje serce wariowało, kiedy wymawiałem te pięć liter.
- Harry...
Jęknęła kobieta, opadając na krzesło, a ja założyłem ramiona na piersi, opierając się biodrem o ladę. Spojrzałem na nią, unosząc pytająco brew, chociaż wiedziałem, o czym teraz będzie gadka.
- Wiesz, że nie podoba mi się Twoja zabawa w geja.
Powiedziała prosto, a ja zacisnąłem pięści oraz szczękę. Zabawa. W. Gejostwo?
- Nie bawię się, mamo. Jestem gejem. Powiedziałem ci to ponad rok temu, zaakceptowałaś to. Jak chcesz, wyniosę się stąd i będziesz miała spokój. I ty i ja. Mam wystarczająco dużo kasy żeby utrzymać jakieś małe mieszkanie.
Zauważyłem, mówiąc nieco niemiłym tonem. Kobieta westchnęła, kręcąc głową.
- Myślę... Że jeśli myślisz na poważnie o tym... Louis'im... To możesz zacząć czegoś szukać.
Powiedziała, wstając i wychodząc. Stałem tam jeszcze chwilę i wpatrywałem się w miejsce, gdzie zniknęła jak wryty. Czy ona właśnie kazała mi wynieść się z domu? Nie wiele myśląc wziąłem swoją kurtkę, zakładając ją na ramiona i porwałem kluczyki od ścigacza. Wsunąłem swój kask na głowę, biorąc drugi dla Louis'ego i głośno trzaskając drzwiami wyszedłem z domu. To nic, że miałem jeszcze godzinę do ustalonego czasu. Wsiadłem na ukochany pojazd i ruszyłem przez miasto. Musiałem chwilę odreagować. Wyjechałem za miasto i na pustym, prostym odcinku nieco nagiąłem prędkość, czując jak ulatuje ze mnie dzięki temu presja, a zastępuje je adrenalina. Niemal położyłem się na jezdni na zakręcie i objechałem miasto dookoła pustymi drogami. Zwolniłem przed terenem zabudowanym i dojechałem już spokojnie do domu Louis'ego. Zsiadłem z Blake'a i ruszyłem do dużych drzwi, pukając w nie kilka razy. Po chwili otworzyła mi mama chłopaka, a za nimi czaiły się dwie psotne istotki, które miałem przyjemność poznać wczoraj. Uśmiechnąłem się lekko i poprawiłem kurtkę.
- Dzień dobry... Ja po Louis'ego przyjechałem.
Zacząłem, a kobieta z miłym uśmiechem wpuściła mnie do środka.
- Wiem, ale nie miałeś być o trzeciej?
Zapytała, a ja zmieszałem się nieco.
- Ymmm tak...
- Spokojnie, Harry, nie mam nic przeciwko.
Powiedziała wesoło kobieta, na co odetchnąłem cicho i przeczesałem palcami włosy.
- Lou jest u siebie w pokoju, możesz do niego wejść. Przyniosę wam soku, co?
Nim zdążyłem odpowiedzieć, pani Tomlinson weszła do kuchni. Westchnąłem cicho i ruszyłem do pokoju Lou, pukając cicho.
- Kto idzie?
Uśmiechnąłem się na widok tego, jak słodko marszy nosek i próbuje zlokalizować nowego przybysza swoimi morskimi tęczówkami. Miał na sobie granatową koszulę z białym kołnierzykiem oraz czerwone spodnie. Całość dopełniały białe szelki w dwa granatowe i jeden czerwony cienki pasek oraz standardowo uroczy i niesamowicie seksowny nieład na głowie. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Harry. Mogę wejść?
Widziałem, jak na dźwięk mojego głosu uśmiecha się szeroko i gwałtownie kiwa głową. Sam uniosłem kąciki ust ku górze, podchodząc bliżej i delikatnie kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Fajnie... Fajnie wyglądasz.
Powiedziałem, na co chłopak się zarumienił.
- Co mam na sobie? Mama mówiła, że jest okej..
Zaczął się jąkać, chyba biorąc moje słowa za ironię. Westchnąłem i delikatnie uścisnąłem jego ramię, aby się uspokoił i nie denerwował.
- Louis, mówię, że jest dobrze. Masz na sobie granatową koszulę, czerwone spodnie i białe szelki. Wyglądasz bardzo dobrze.
Powiedziałem, siadając na łóżku zaraz obok niego. Dotarł do mnie jego delikatny zapach, jakby skoszona trawa i słodka wiśnia. Uwielbiałem ten zapach, wymieszany z dezodorantem, chyba Adidasa. Po chwili do sypialni weszła mama chłopaka, stawiając nam dwie szklanki soku pomarańczowego i wesoło się uśmiechając. Odwzajemniłem uśmiech i delikatnie, niepewnie złapałem za dłoń Lou, potrzebując jego bliskości w tym momencie.
- Louis?
Zapytałem, kiedy drzwi się zamknęły,
- Tak, Harry?
Odpowiedział, zaniepokojonym głosem. Odetchnąłem cicho, chrząkając i skupiając wzrok na jego palcach w moich.
- Czy... Mogę Ci coś powiedzieć?
- Oczywiście, Harry. Zawsze możesz.
Znów westchnąłem, przenosząc spojrzenie na widok za oknem, a serce w piersi łomotało mi tak, że bałem się o stan moich płuc. Nie wiedziałem jak mam zacząć to, co chciałem mu powiedzieć. Chyba po prostu... chciałem się wygadać.
- Mama mnie wyrzuciła z domu.
Poczułem jak jego palce wokół moich najpierw rozluźniają się w zaskoczeniu, by za chwilę ścisnąć je mocniej. Jego głowa odwróciła się w moją stronę i to nic, że nie patrzył na mnie, ważne było, że się zainteresował.
- Jak to? Wczoraj było... dobrze, prawda?
Zapytał, a ja pokiwałem głową. Zagryzłem nerwowo wargę i przymknąłem powieki. Dłonie mi drżały, więc Lou ukrył je w swoich, jakby chciał mnie uspokoić. Oparłem czoło o jego ramię i ponownie westchnąłem.
- Dzisiaj... Dzisiaj rano... Zrozumiała, że nie żartowałem. To znaczy... Wtedy, kiedy jej mówiłem, że jestem gejem. Że to nie był żart, na prawdę wolę... chłopców.
Powiedziałem drżącym głosem. Wiedziałem, że mnie nie odrzuci z tego powodu, przecież Niall też był homoseksualny, nie powinno mu to więc przeszkadzać. Po chwili Lou odsunął się tylko po to, by objąć moje barki swoimi ramionami i poczułem jego usta na swoich włosach. Objąłem go w pasie, chowając buzię w zagłębieniu jego szyi.
- Masz gdzie się przenieść?
- Tak, znaczy... Mam trochę kasy z wyścigów. Dam radę za to wynająć jakieś mieszkanie, przynajmniej dopóki nie znajdę stałej pracy.
Szepnąłem, a chłopak mocniej mnie przysunął do siebie. Po chwili nawet nie zauważyłem kiedy, zmieniliśmy pozycję na nieco wygodniejszą. Pokierowałem Lou tak, że usiadł mi na kolanach, przytulając mnie do siebie, a ja obejmowałem jego ciało czule, chowając buzię w jego szyi i mając zamknięte oczy. Jego bliskość zdecydowanie mi odpowiadała. Czułem się teraz spokojny, bezpieczny. Działało to na mnie o wiele bardziej niż szaleńcza jazda na ścigaczu, co mnie chyba też zaczęło przerażać, ale nie miałem na to większego wpływu.
- Dziękuję.
Szepnąłem, a w odpowiedzi dostałem kolejnego buziaka we włosy i czuły uśmiech chłopaka. Tak, zdecydowanie czułem się dobrze, tak jak powinno być. Pozwoliłem mu zsunąć się z moich kolan i usiąść na materacu obok, nie wypuszczając z uścisku jego dłoni.
- Która godzina?
Zapytał cicho, a ja przelotnie zerknąłem na komórkę.
- Mamy jeszcze dwadzieścia minut do wyjścia. Louis...
- Tak?
- Cieszę się, że idziesz ze mną.
Szepnąłem, cicho się śmiejąc  kiedy poczułem na ramieniu jego buzię. Tym razem ja musnąłem wargami jego główkę, uśmiechając się wesoło. Chciałem przy nim być. Chciałem być z nim. Chciałem mu pomagać, kiedy nie będzie mógł czegoś zrobić, chciałem być tym, który czyta mu książki, chciałem móc zasypiać obok niego i rano budzić się przy nim. Nigdy nie czułem tego, nie po tak krótkim czasie jaki się znaliśmy. Kompletnie mnie miał. I chciałem, żeby mnie miał. Cholera. Przepadłem.
- Harry...
Zaczął cicho, a ja ponownie na niego zerknąłem. Delikatnie zatoczyłem kciukiem kółko na wierzchu jego dłoni, dając mu tym samym znak, że słucham. Chłopak chwilę wyglądął, jakby się nad czymś zastanawiał, po czym po prostu się do mnie przytulił. Objąłem go ramionami, gładząc lekko jego plecki i uśmiechając się.
- Idziemy?
Zaproponowałem, a kiedy pokiwał głową, uśmiechnąłem się lekko. Podniosłem się, splatając palce z jego i ruszyłem w stronę drzwi.
- Mamo, ja wychodzę, dobrze?
Pozwoliłem mu jeszcze zatrzymać się w kuchni. Po chwili Daisy i Phoebe przyleciały i przytuliły się do jego nóg. Chłopak kucnął i przytulił każdą, całując w policzek na pożegnanie.
- Dobrze, Lou. Harry?
- Tak?
Spojrzałem na nieco niższą kobietę, lekko się uśmiechając.
- Jedź ostrożnie i opiekuj się nim, dobrze?
Poprosiła, a ja uśmiechnąłem się lekko, skinając posłusznie głową.
- Zawsze i wszędzie, pani Tomlinson. idziemy, Boo?
Widziałem uśmiech, jaki wkradł się na jego wargi, kiedy wymówiłem tą nazwę. Sam uniosłem kąci ust w górę, ukazując dołeczki w policzkach i objąłem go w pasie. Wyszliśmy z domu, stając koło mojego biało - czerwonego Suzuki. Wziąłem drugi kask i powoli nałożyłem na głowę chłopaka. Pomogłem mu wsiąść, samemu siadając przed nim. Chłopak ponownie zacisnął palce na przodzie mojej kurtki co skomentowałem cichym 'spokojnie' i odpaliłem silnik. Wsunąłem swój kask i ruszyliśmy w stronę pizzerii Ben&Holly. Droga przez korki w mieście zajęła nam niecałe piętnaście minut. Zatrzymałem się na parkingu blisko wejścia i zsiadłem, pomagając zejść chłopakowi. Zdjęliśmy kaski, przez szybę widziałem już Zayna i Nialla przytulonych przy jednym z większych stolików.
- Chodź, już czekają.
- Harry... Powiedziałeś im, że przyjdę?
Zapytał, a ja walnąłem się z otwartej dłoni w czoło. No oczywiście, wiedziałem, że czegoś nie zrobiłem!
- Nie, ale jestem pewny, że nie będą źli. No chodź, proszę.
Jęknąłem, splatając jego palce ze swoimi w opiekuńczym uścisku i pocałowałem go w skroń. Chłopak chyba przekupiony tym, jednak wciąż niepewny wszedł za mną do ciepłego pomieszczenia, gdzie zapach ciasta i przypraw unosił się w powietrzu. Podeszliśmy do stolika i uśmiechnąłem się.
- Lou! Nie sądziłem, że przyjdziesz!
Niall wyraźnie się zdziwił , ale chyba i też ucieszył. Od razu przytulił przyjaciela, uśmiechając się lekko. Lou odwzajemnił uścisk, przez co niezadowolony musiałem puścić jego dłoń. Usiedliśmy przy stoliku zaraz po tym, kiedy Louie przywitał się z Zaynem.
- Zamówiliście już?
Zapytałem, na co uzyskałem skinienie głowy pary przede mną.
- Tak, z kurczakiem. Wzięliśmy dwie duże, powinno nam starczyć.
Powiedział Zayn, na co pokiwałem głową i zamówiłem jeszcze colę dla Louis'ego. Delikatnie wplotłem paluszki w palce Lou, na co ten ścisnął je, delikatnie się uśmiechając. Turkusowe tęczówki wpatrywały się w ścianę za ramieniem Zayna, ale nie przeszkadzało mi to.
- Jak udało Ci się wyciągnąć tu Louis'ego?
Zapytał po chwili Nialler, na co Tomlinson spłonął lekkim rumieńcem. Zaśmiałem się lekko, widząc to i zacząłem kreślić na wierzchu jego delikatnej dłoni kółeczka kciukiem.
- Po prostu. Zapytałem czy chciałby ze mną pójść. To chyba nic dziwnego, prawda?
Uniosłem brwi ku górze, patrząc na dwójkę przyjaciół.
- Lou i ty się tak po prostu zgodziłeś? Rany, od miesięcy chcę Cię tu wyciągnąć i się stawiasz, a Harry'emu przychodzi to tak łatwo?
Zbulwersował się blondyn. Zachichotałem nerwowo na co odezwał się Lou.
- Może miał nieco lepsze argumenty niż 'ale Zayn tam będzie'?
Horan zawstydzony schował się u swojego chłopaka, a ja delikatnie wsunąłem ramię za Lou, obejmując go troskliwie w pasie. Nie minęła chwila jak dostaliśmy swoje jedzenie i picie, a ja poczułem jak głodny jestem. W końcu nic dzisiaj jeszcze nie zdążyłem zjeść!
- Smacznego!
Powiedziałem, podsuwając Louis'emu kawałek i samemu biorąc się za swój. Nagle poczułem jak chłopak się spina i zamiera, a następnie ujrzałem przerażony wzrok Nialla, wbity w przyjaciela.
- Kukurydza.
Szepnął cicho i szybko zaczął szukać czegoś w kieszeniach. Po chwili wrzucił do butelki z wodą małą tabletkę i podał Louis'emu. Cały czas wbijałem wzrok w bladego chłopaka u mojego boku, który chyba nie wiedział co się dzieje, przerażonego całą sytuacją i niemogącego złapać oddechu. Jego wargi były uchylone w panicznej próbie nabrania powietrza. Niall pomógł mu napić się trochę wody z lekiem i zamknął oczy modląc się, aby zadziałało. Cholera, że też nie zapytałem, czy jest na coś uczulony! Przecież... Gdybyśmy byli sami, to pewnie bym spanikował, a Louis się udusił!
- Dzię...kuję.
Szepnął cicho, łapiąc oddech, a ja mocno go przytuliłem, chcąc upewnić się, że wszystko jest okej.
- Lou... Dobrze już? Nic ci nie jest?
Zapytałem drżącym głosem i spojrzałem w jego... smutne oczy. Chyba uważał, że właśnie stał się kłopotem i jak najszybciej chciałem wybić mu tę myśl z głowy.
- Nic mi nie jest, Harry. Mogę... Iść na powietrze?
Zapytał a ja pokiwałem głową. Ignorując ssanie żołądka wziąłem go za rękę i wyprowadziłem z dusznego pomieszczenia na plac za pizzerią. Chłopak oparł się o chłodną ścianę i głęboko oddychając zamknął oczka.
- Przepraszam.

4 komentarze:

  1. ubóstwiam to opowiadanie *-* jest takie sjkdfbgjhfkjd... nie da się wyrazić jak mi się podoba... jestem i będę stałą czytelniczką :) czekam na kolejny z niecierpliwością :) informujesz o nowych notkach? jeśli tak to moje gg 4385918 :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest coś niesamowitego!! Cudoo!!! Czekam na kilejny rozdział. Jeśli jest to możliwe to prosiłabym o informowanie o nowych notkach, mój tt: @Love_Larry4ever z góry dziękuję. ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. W
    koncu znalazlam czas zeby skomentowac! Ehh.. szkola i te spprawy, zbyt
    przytlaczajace i czasochlonne. No ale wracajac, czytam wszystkie Twoje
    opowiadania, z niecierpliwoscia czekam na kazdy rozdzial. Moge nawet
    zdradzic, ze codziennie sprawdzam czy jest nn. Nie mam na to czasu w
    dzien, wiec trace sobie baterie w nocy:D Dlatego tez rzadko komentuje,
    bo z telefonu mozna kurvicy dostac.. Ale dzisiaj postanowilam cos
    napisac, doceniajac piekno tego opowiadania. Ogolnie historia jest
    piekna. Niewidomy chlopak, wrazliwa dusza, wyczulona na wszelkie bodzce.
    I jego totalne przeciwienstwo: szalony, lubiacy adrenaline milosnik
    motoryzacji. Absolutnie KOCHAM bo motory to moja milosc <3 A chlopak
    na motorze..umieraaaam! Ale najpierw skoncze:D No wiec buntownik sie
    zmienia pod wplywem tej delikatnej duszy, chroni, martwi sie, troszczy.
    To piekne, takie piekne, ze az nierealne. Szkoda tylko, ze w prawdziwym
    zyciu te bajki nie istnieja. Moze dlatego tworzy sie opowiadania, zeby
    choc troche sobie pomoc:) Ale dobra, bo sie rozpisalam. Piszesz
    genialnie, czekam na nowy. Moj tt: maggiekj_. Pozdrawiam cieplo:*

    OdpowiedzUsuń