Po kilku minutach wróciliśmy do pizzerii. Aby sytuacja sprzed chwili się nie powtórzyła, wydziobałem Louis'emu z dwóch kawałków każde, nawet najmniejsze ziarenko kukurydzy, a gdy byłem pewny, że już jej nie ma w posiłku, podsunąłem mu ciasto z dodatkami.
- Już jest bezpieczna.
Szepnąłem cicho, delikatnie muskając swoją dłonią jego palce. Uśmiechnąłem się czule, ale czułem jak chłopcy przypatrują mi się badawczo.
- Harry? Możemy na słówko?
Zapytał mulat, na co niepewnie skinąłem głową. Ruszyłem za nim na zewnątrz, marszcząc niepewnie nos. Wcale nie chciałem teraz zostawiać Louis'ego.
- Co?
Zapytałem, pospieszając przyjaciela. Założyłem przy tym ręce na piersi, oczekując szybkiego wyjaśnienia jego wyciągnięcia mnie z pizzerii i - przede wszystkim - zabrania od Louis'ego.
- Co ty odpierdalasz?
Zapytał prosto z mostu, a ja znów zabawnie zmarszczyłem nos. Nie miałem kompletnie pojęcia, o co może mu chodzić. Chwilę milczałem, ale nic nie mogłem wymyślić Opuściłem ramiona i spojrzałem prosto w czekoladowe oczy przyjaciela.
- Co "odpierdalam"?
- No z Lou! Co ty robisz? Dobrze Ci radzę, stary. Nie pchaj się w to.
Uniosłem wysoko brwi, a moje ramiona znów się skrzyżowały.
- W co mam się nie pchać?
Wciąż drążyłem temat, ale widziałem wzrok Zayna, który mówił, że powinienem doskonale wiedzieć, w co mam się nie wciskać. Drażnił mnie, wyjątkowo mnie drażnił.
- Nie pchaj się w to z Louis'em. Nie pasujecie do siebie.
Odpowiedział spokojnie, a mój wzrok od razu stał się poważny, wręcz ostry. Nie pasujemy? Na jakiej podstawie to mówi? Zna go łącznie od około godziny!
- Myślę, że to ja zdecyduję, czy do siebie pasujemy, czy nie. Nie mam zamiaru dłużej z Tobą o tym rozmawiać.
Warknąłem w odpowiedzi i wymijając go ruszyłem do środka. Pochyliłem się nad uchem wyraźnie czymś przybitego Lou i zmartwiony szepnąłem:
- Masz ochotę na spacer? Pokłóciłem się trochę z Zaynem.
Kiedy chłopak pokiwał głową pomogłem mu wstać i puściłem jego dłoń by pożegnał się z Niallerem. Widziałem, że oni też się o coś musieli posprzeczać, bo nie był to wielki uścisk jak na powitanie, teraz przytulili się jakby ktoś ich do tego zmuszał elektrowstrząsami i martwiło mnie to. Objąłem go troskliwie ramieniem i posyłając Zaynowi kolejne ostre spojrzenie, kiedy się mijaliśmy ruszyliśmy dalej.
- Na razie, Zayn.
- Cześć, Louis.
Tommo uśmiechnął się lekko, czego mulat już nie odwzajemnił. Wywróciłem oczami i otworzyłem drzwi. Ruszyliśmy powoli chodnikiem, wciąż obejmowałem chłopaka w pasie, aby gdzieś się nie mógł przewrócić i milczałem.
- Pokłóciliście się o mnie, prawda?
Zapytał cicho, a ja spiąłem się lekko. Chłopak cicho westchnął, najwyraźniej to wyczuwając. Cholera, zapomniałem, że jest wyczulony na wszystko.
- Harry, ja... Ja nie chcę, abyś kłócił się przeze mnie z przyjaciółmi.
- Ty też posprzeczałeś się z Niallem, prawda?
Lou odwrócił na moment główkę w drugą stronę, po czym ustawił ją tak iż wyglądało, jakby patrzył przed siebie. Nie odpowiedział jednak od razu.
- Ja po prostu nie chcę uwierzyć w to, co mi powiedział.
Szepnął, a ja przystanąłem, patrząc uważnie na chłopaka. Nie znałem Nialla tak dobrze jak on czy Zayn, ale nie wiedziałem też, co mógł powiedzieć Tomlinsonowi.
- Louis? Co Ci powiedział Niall?
Zapytałem, a chłopak zagryzł delikatnie wargę. Bez zbędnego tłumaczenia posadziłem go na ławeczce i złapałem jego dłonie w swoje, kucając przed nim, by móc widzieć jego buzię. Był... Niepewny, zamyślony i chyba... zawiedziony? Nie miałem pojęcia, ale tak bardzo pragnąłem, aby jego delikatne wargi znów wygięły się w uśmiechu, który obejmował nawet jego z pozoru niesprawne oczka.
- On... Powiedział, że nie powinienem się z Tobą zadawać. Że nie pasujemy do siebie tak, jak chciałbym, żebyśmy pasowali.
Powiedział cicho, a ja westchnąłem. Usiadłem obok niego i objąłem jego ramionka swoimi, przyciągając go do lekkiego uścisku.
- Louis... Nie przejmuj się tym, co mówi o mnie Niall, dobrze? On mnie nie zna. Znaczy zna, jako 'przyjaciela Zayna jeżdżącego na motorze'. Ty mnie znasz z tej innej strony, tej trochę lepszej, mam nadzieję. Proszę, nie wierz w to, co Horan Ci o mnie mówi. Sam mnie poznaj.
Szepnąłem, wtulając buzię w jego kasztanowe włoski, które przyjemnie łaskotały mój policzek. Niepewnie ucałowałem go w główkę, po czym odsunąłem się, gdzy chłopak pokiwał główką i westchnął cicho.
- Ale... On ma rację, Harry. Ja jestem ślepy, a ty jesteś młodym sportowcem, z tego co wiem zajebiście przystojnym. Możesz mieć kogoś o wiele lepszego niż ja.
Spojrzałem w jego oczy i czule pogładziłem po policzku. Czy on na prawdę nie rozumiał, co do niego przed chwilą powiedziałem?
- Boo... Proszę, posłuchaj. Nie chcę nikogo lepszego. Może tu zaraz przyjść Beyonce, Johny Deep czy inny Robert Pattinson, a ja będę miał ich gdzieś. Jesteś najlepszy, rozumiesz? Nie waże, czy możesz mnie zobaczyć, czy nie. To bez znaczenia. Jesteś perfekcyjny, bo właśnie takie małe wady składają się na perfekcyjność. Niall nie ma racji, pasujemy do siebie. Chcę do Ciebie pasować. Jakikolwiek nie byłem kiedyś... Mam swoje na karcie, zachowywałem się jak ostatni skurwiel, ale... nie chcę Cię zranić, Louis. Chcę być przy tobie kiedy będziesz potrzebował pomocy, chcę być zawsze. Proszę, nie myśl więcej, że jest inaczej.
Szepnąłem, gładząc jego buzię kciukiem. Widziałem szok w jego oczkach, dlatego pochyliłem się i delikatnie musnąłem jego policzek swoimi wargami. Rozluźnił się nieco na ten gest, co i mnie znacznie uspokoiło. Ponownie go do siebie przytuliłem, gładząc lekko po pleckach.
- Możemy iść dalej?
Zapytał po chwili cicho a ja pokiwałem od razu główką. Podniosłem się i złapałem go za rękę, pewnie splatając nasze palce, po czym z czułym uśmiechem odgarnąłem mu grzywkę z oczek.
- Obetnę Ci ją przy okazji, dobrze?
Zapytałem, a kiedy zagryzł wargę, zaśmiałem się delikatnie i pokręciłem lekko głową. Na prawdę, czasami jego wiara we mnie była zbyt mała.
- Będzie dobrze, Louis.
Ścisnąłem delikatnie jego dłoń swoją i ruszyliśmy dalej w stronę centrum miasta. Nie odzywaliśmy się, chyba w tej sytuacji każdy z nas miał ochotę po prostu czuć swoją obecność, bez zbędnych słów.
- Rozmawiałem wczoraj z twoją mamą.
Powiedziałem nagle, kiedy przypomniałem sobie o co kobieta prosiła mnie, zanim wyszedłem wczoraj od niego wieczorem. Widziałem zaskoczenie na jego buzi, dlatego uśmiechnąłem się lekko.
- Mówiła, że kiedyś chciałeś mieć psa przewodnika. Zapytała, czy mógłbym z tobą pójść raz i wybrać takiego do szkolenia. Coś wspominała, że jak ona kończy pracę już jest zamknięte albo nie ma z kim zostawić dziewczynek. Więc... chciałbyś raz pójść i któregoś wybrać? Oczywiście, jeśli wciąż chciałbyś mieć psa przewodnika.
Powiedziałem, uważnie patrząc na niższego, aczkolwiek starszego chłopaka. Kiedy w zamyśleniu pokiwał główką, uśmiechnąłem się wesoło.
- W takim razie możemy jutro się przejść, jeśli masz ochotę. To niedaleko Twojego domu w zasadzie.
- Jeśli masz czas, byłbym szczęśliwy.
Uśmiechnął się, co wywołało szybsze uderzenie mojego serca w lewe płuco. Boże, jak on cudownie się uśmiechał! Potargałem wolną dłonią swoje loczki i uśmiechnąłem promiennie. Chodziliśmy jeszcze pół godziny między alejkami Londynu, po czym postanowiliśmy wrócić po motor i pojechać do domu. Ku mojemu zaskoczeniu, przez dużą szybę wciąż widziałem Zayna i Nialla przy stoliku, jak przytuleni cicho o czymś rozmawiali. Powstrzymałem prychnięcie by Louis się nie zorientował, po czym delikatnie wsunąłem mu kask na główkę i zapiąłem go pod brodą.
- Nie jest za mocno?
Ruchem głowy zaprzeczył więc wsiadłem i pomogłem ulokować mu się za mną, po czym jak zawsze uspokajająco pogładziłem jego dłoń.
- Lou, przecież wiesz, że będę uważał.
- Wiem, ale i tak się boję.
Powiedział cicho, wtulając buzię, a raczej kask w mój bark. Zaśmiałem się lekko i odpaliłem silnik, wyjeżdżając spokojnie z parkingu i ruszając w stronę jego domu. Cieszyłem się, że pomimo kilku nieprzyjemności mogłem spędzić ten czas z nim. No i udało nam się szczerze porozmawiać! Zatrzymałem się pod jego domem i odpiąłem kask, zdejmując go z niego.
- Do jutra, Lou. Zadzwonię okej?
- Tak, dobrze.
Uśmiechnął się, a ja ponownie pochyliłem się i niepewnie pocałowałem jego policzek, przytulając go na pożegnanie.
- Pa.
Szepnąłem jeszcze i gdy odstawiłem go bezpiecznie za drzwi domu, pewny że da sobie radę, ruszyłem w stronę swojego domu. Tu już nie oszczędzałem silnika, chociaż tak na prawdę, nie spieszyło mi się do domu. Pewnie dlatego też wybrałem sobie dłuższą drogę. Po kilkunastu minutach zaparkowałem na podjeździe. Zsunąłem kask i trzymajc go oparte o bok, ruszyłem w stronę drzwi. Przekroczyłem próg i spojrzałem na Robina. W jego oczach był czysty lód.
- Możesz zabrać swoje rzeczy.
Powiedział, a ja zamarłem. Przeniosłem szmaragdowe spojrzenie na kilka walizek pod ścianą i przełknąłem ciężko ślinę.
- C-co?
Zapytałem, nie dowierzając jego słowom, jednak matka pojawiła się po chwili w hallu.
- Możesz je zabrać. Powiedziałam Ci rano wyraźnie: kończysz zabawę w pedała, albo wynosisz się z domu.
Powiedziała, a ja oparłem się bezsilnie o ścianę. Czułem pod powiekami łzy, których za nic nie chciałem wypuścić. Wzrok rodziców jednak wciąż był nieugięty. Zacisnąłem zęby i wziąłem w dłonie dwie pierwsze walizki. Wszedłem do garażu gdzie stał mój stary Chevrolet z 1999 roku. Otworzyłem bagażnik i wrzuciłem do niego dwie walizki, po czym wróciłem po kolejne.
- Jutro... przyjdę po motor.
Powiedziałem cicho i wszedłem jeszcze na chwilę do mojego... kiedyś mojego pokoju. Spojrzałem na Sissi i z szafy wyjąłem dla niej transporter. Do siatki wrzuciłem jej karmę i miseczki oraz zabawkę, zanim zamknąłem kratkę.
- Kot zostaje.
Powiedziała mama beznamiętnym głosem.
- To mój kot, jedzie ze mną.
Powiedziałem drżącym głosem i ruszyłem w dół schodów.
- Harry, to nie musi się tak skończyć.
- Owszem, musi. Wiesz co boli najbardziej? Myślałem, że mnie kochasz.
Powiedziałem, nie hamując już łez. Zacisnąłem pięść na uchwycie klatki, uparcie wbijając spojrzenie w swoje buty.
- Kocham Cię, Harry.
- Nie, nie kochasz mnie. Jakbyś mnie kochała, akceptowałabyś to, kim jestem. Jak powiedziałem: odbiorę jutro swój motor.
- Dokąd jedziesz?
- Nie wiem, nie powinno Cię to interesować.
Warknąłem, by nie rozkleić się bardziej, jeszcze nie. Wsiadłem do auta, delikatnie układając pupilkę na siedzeniu obok i wyjechałem na ulicę. Po kilkunastu metrach zatrzymałem się na poboczu, nie wiedząc co robić. Oparłem czoło o kierownicę i zatrząsłem się w niemym szlochu, jaki wstrząsnął moim ciałem. Wyjąłem komórkę i przejrzałem listę kontaktów. Od razu zadzwoniłem do Zayna. Jeden sygnał. Drugi. Trzeci. Połączenie odrzucone. Zagryzłem boleśnie wargę, próbując dalej, ale z przerażeniem stwierdziłem, że został mi jedynie Lou. Niepewnie tym razem wcisnąłem zieloną słuchawkę, chcąc połączyć się z chłopakiem, jednak odebrała jego mama.
- Dobry wieczór, czy jest Louis?
Zapytałem, starając się, aby mój głos brzmiał jak najbardziej normalnie. Po chwili usłyszałem po drugiej stronie Tommo i zagryzłem ponownie wargę.
- Lou? Tu Harry. Mam problem... Mama wystawiła mi walizki i kazała się wynieść...
Zacząłem, na co usłyszałem gwałtownie wciągane powietrze i chłopak wystrzelił jak z karabinu maszynowego.
- Harry! Gdzie jesteś? Masz gdzie przenocować? Możesz do mnie przyjechać. Weź Sissi. Jak się trzymasz?
Otarłem policzki wolną ręką i oparłem głowę o zagłówek, zastanawiając się na co odpowiedzieć pierwsze.
- Chyba nie trzymam. I nie mam. Na prawdę mogę przyjechać z Sissi? Nie zrobię Ci kłopotu?
Zapytałem, chcąc być pewny, że nie będę niepożądany w jego domu. Znaczy... Już wiem, że będę kłopotem, ale miałem nadzieję, że będę jak najmniejszym kłopotem.
- Nie żartuj, Haz. Przyjedź, dobrze?
- Dobrze, dziękuję.
Szepnąłem drżącym głosem i rozłączyłem się. Odpaliłem ponownie silnik i ruszyłem w stronę domu Louis'ego. Zatrzymałem się na podjeździe i wysiadłem, zabierając torbę w której były najpotrzebniejsze rzeczy oraz kotkę. Zapukałem cicho do drzwi, które otworzył nie kto inny jak Lou.
- Harreh?
Zapytał cicho, a w odpowiedzi pociągnąłem lekko noskiem.
- Tak, to ja.
Szepnąłem cicho, po czym wszedłem do domu. Odstawiłem kotkę i torbę, po czym ojbjąłem ciało Lou, który miażdżył mnie w pocieszającym uścisku. Wtuliłem buzię w jego włoski i chwilę trwaliśmy w ciszy, która wbrew pozorom bardzo mi pomogła.
- Idź do mojego pokoju z rzeczami, dobrze? Przyniosę Ci drugą pierzynę, podobno kopię w nocy.
Powiedział, na co pokiwałem lekko głową i zrobiłem jak prosił. Po chwili wrócił, ciągnąc za sobą kołdrę w samochodziki i poduszkę w podobne wzorki. Pomogłem mu ułożyć je na dużym łóżku i objąłem jego ciało ramionami, ponownie się przytulając.
- Dziękuję Louis.
Szepnąłem, na co uzyskałem delikatny uśmiech.
- Nie masz za co, Harreh.
Odszepnął, wspinając się na palce i całując mój słony od łez policzek. Otarł go kciukiem i uśmiechnął czule. Wypuściłem Sissi i ustawiłem w kącie miseczkę z wodą i nasypałem suchej karmy. Do tego ustawiłem kuwetę by rano nie mieć niespodzianki i spojrzałem na Lou.
- Jutro się wyniosę.
- Harry. Nie musisz. Możesz tu być ile chcesz.
Zapewnił, a w moich oczkach pojawiły się łzy szczęścia. Wtuliłem się ponownie w niego, a moje serce zaczęło swój szaleńczy maraton.
|TWIF|
- Lou, przecież wiesz, że będę uważał.
Harry chyba zauważył, że znów spiąłem się na myśl, że mamy jechać gdzieś motorem. Od zawsze się ich bałem i nie mogłem się do nich przełamać. Ale to on kierował, nic się nie może stać, prawda?
- Wiem, ale i tak się boję.
Szepnąłem cicho, wtulając się w jego ciało jak mała małpka. Jego obecność, ciepło ciała, głos i zapach działały na mnie uspokajająco. Był moją ostoją i to było w nim najpiękniejsze, mimo że nic nie robił, robił tak wiele. Po chwili zatrzymaliśmy się pod moim domem. Powoli zsiadłem z pojazdu i pozwoliłem mu zdjąć z siebie kask. Uśmiechnąłem się lekko, przytulając na moment do niego.
- Do jutra, Lou. Zadzwonię okej?
Zapytał cicho w moje włosy, na co moje kąciki ust uniosły się jeszcze odrobinkę wyżej. Skinąłem lekko głową, odsuwając się minimalnie, by mógł spojrzeć na moją buzię.
- Tak, dobrze.
Zarumieniłem się, gdy musnął wargami mój policzek. Czułem jak po twarzy i szyi rozlewa mi się ciepło, co było cholernie krępujące. Spuściłem głowę, na co lekko się zaśmiał. Przygryzłem policzek od wewnątrz, próbując zapanować nad swoimi reakcjami - na próżno.
- Pa.
Szepnął gdy stałem już przy drzwiach. Pokiwałem lekko głową i odszepnąłem ciche 'pa' zanim nie wszedłem do środka. Zsunąłem z nóg trampki i wszedłem do salonu, gdzie mama oglądała z dziewczynkami Roszpunkę.
- Ohh Lou, już jesteś.
Poczułem przy sobie ramiona mamy. Uśmiechnąłem się promiennie i pokiwałem lekko główką.
- Tak, jestem. Nie mówiłaś nic o psie.
Powiedziałem oburzony tym faktem jednak cichy śmiech i pocałunek w czoło sprawił, że przestałem się na nią gniewać. Nie miało to w końcu większego sensu ani znaczenia, prawda? A Harry wydawał się być szczęśliwy, że może pójść tam ze mną, pomóc mi.
- Jak było na pizzy?
Delikatnie pobladłem na to słowo i usiadłem na kanapie. Zagryzłem wargę, a gdy mama zorientowała się, że coś nie jest tak jak powinno, spojrzała po dziewczynkach.
- Możecie pójść pobawić się do swojego pokoju? Mama musi poważnie porozmawiać z Lou.
Kiedy pokiwały głową i pobiegły do siebie, usiadłem przodem do niej, jednak zwieszając głowę.
- Louis co się stało?
Zapytała. Wiedziałem, że nie uniknę odpowiedzi, ale wolałem odwlekać ją jak długo się da, by mieć czas na ubranie tego w jak najlepsze słowa, by nie martwiła się aż tak bardzo.
- Pizza... No wiesz, Niall i Zayn nie wiedzieli że będę i zamówili je szybciej. No i ona miała kukurydzę. A ja nie wiedziałem, że ona tam jest i nim pomyślałem o jej składnikach to zjadłem trochę. Zacząłem się dusić, praktycznie od razu. Sama wiesz jak wyglądają moje ataki, jak zjem kukurydzę albo porzeczki. Niall podał mi lek, kiedy zacząłem się dusić, zawsze ma go przy sobie, bo ja zawsze zapomnę, a nie wiadomo kiedy może się przydać, tak jak dzisiaj. Harry bardzo się przestraszył. Nie wiedział co się dzieje i był trochę... bardziej opiekuńczy niż jest. Ciągle pytał czy nic mi nie jest, czy jest już dobrze i czy czegoś nie potrzebuję. Nawet wydłubał każde ziarenko tego paskudztwa bym mógł zjeść pizzę. Zayn poszedł potem z nim porozmawiać. Trochę ich nie było i wtedy Niall zaczął jego temat. No wiesz, Harry'ego, nie Zayna. I powiedział, że do siebie nie pasujemy, że powinienem zapomnieć o Hazzie, bo On tylko złamie mi serce. Że jest dla mnie z za wysokiej półki, pobawi się mną i znajdzie sobie kogoś lepszego, nie 'zepsutego'. Nie użył tego określenia, ale wiem, że właśnie to miał na myśli. No wiesz, Harry jest przystojny, wysportowany, zabawny.... Może mieć każdego. A ja jestem ślepy, jestem gorszy, taki towar uszkodzony, jak Penny, której odpadła stopa i dziewczynki wrzuciły ją do pudła z zabawkami.
Kiedy poczułem jej dłoń na swojej, cudem opanowałem cisnące mi się do oczu łzy. Wziąłem głębszy oddech, chcąc nad sobą zapanować chociaż w najmniejszym stopniu i kontynuowałem swoją wypowiedź.
- Harry posprzeczał się z Zaynem. O mnie, ale nie chciał mi nic więcej powiedzieć, chyba było mu głupio. Przyszedł i wziął mnie na spacer, żeby się już z nim nie sprzeczać, a ja mogłem też dać spokój Niallowi. Trochę to przykre, Niall jest szczęśliwy z Zaynem, a ja chciałbym być szczęśliwy z Harrym. Wracając, poszliśmy się przejść. Tam usiedliśmy na jakiejś ławeczce w cichym miejscu i zaczęliśmy rozmawiać. Wydusił ze mnie to co powiedział Niall i... Powiedział, że dla niego jestem perfekcyjny, że każda moja wada jest dla niego idealna i że on nie chce nikogo innego. Powiedział mi, że chce do mnie pasować, że uważa że ja pasuję do niego. Dlaczego nikt nie może tego zaakceptować, mamo? Jestem aż taki... nie dobry dla niego?
Ostatnie zdania powiedziałem już nieco ciszej, w nadziei że nie dosłyszy, jednak złudna była moja nadzieja na to.
- Więc gdzie tak na prawdę jest problem, Boo Bear?
Zapytała cicho a ja pokręciłem lekko główką. Czy ona na prawdę nie rozumie, co jest problemem?
- Niall to mój przyjaciel. Najlepszy przyjaciel, sama o tym wiesz, że jako jedynemu nie przeszkadzała moja wada. Nie chcę, aby był zły, bo podoba mi się Harry. A jest zły, bo uważa, że Harry nie jest odpowiedzialny, że znajdzie sobie kogoś na moje miejsce i nawet się tym nie przejmie. Ale on nie zna Harry'ego. Znaczy... Harry mówi, że on go zna jako 'tego w loczkach co jeździ z Zaynem', a nie takiego, jaki na prawdę jest, bo co się widzą, to on się mizia z Zaynem. A on chce, żebym ja go sam poznał, takiego jakim jest. Wyznał mi że nie jest święty, ale nie chce mnie zranić, że zależy mu na mnie. I mi też na nim zależy, ale nie chcę, żeby przez to Niall się na mnie obraził.
Powiedziałem w końcu, próbując ubrać swoje myśli w jak najlepsze słowa. Mama chwilę milczała, chyba zastanawiając się, co powinna mi powiedzieć. Minęło kilka długich minut, zanim wymyśliła co należy zrobić.
- Moim zdaniem, powinieneś poważnie porozmawiać z Harrym, żeby wiedzieć co i jak. A potem spokojnie przedstawić to Niallowi. Powinien to zrozumieć, w końcu każdy ma prawo do szczęścia, prawda? Sam mówisz, że nie zna dobrze Harry'ego, możesz mu to delikatnie zasygnalizować. Ale Lou, bądź taktowny. Wszystko się ułoży, zobaczysz.
Uśmiechnąłem się delikatnie i przytuliłem do jej ciała, czujac jak obejmuje mnie szczelnie ramionami.
- Chcesz coś na kolację?
Zapytała, ale pokręciłem przecząco głową. Nie byłem specjalnie głodny, więc nie chciałem w siebie nic wpychać, żeby potem przypadkiem brzuch mnie nie rozbolał. Poszedłem do siebie i położyłem na łóżku, kiedy usłyszalem w salonie melodyjkę z mojej komórki. Mama jednak postanowiła odebrać, co mnie cieszyło. Niestety, okazało się to na tyle wazne, że musiała zakłócić mój spokój rozmyślań.
- Tak?
Zapytałem, zabawnie maszcząc nos i ostatkiem uwagi rejestrując, że mama wychodzi z pokoju by dać mi spokojnie samemu porozmawiać.
- Lou? Tu Harry. Mam problem... Mama wystawiła mi walizki i kazała się wynieść...
Na te słowa wciągnąłem gwałtownie powietrze a pod powiekami zapiekły mnie łzy. Jak można było być tak bezdusznym, bezlitosnym by wyrzucić własne dziecko za drzwi? I to jeszcze w tak perfidny sposób?! Od razu zasypałem go gradem pytań, ale martwiłem się!
- Harry! Gdzie jesteś? Masz gdzie przenocować? Możesz do mnie przyjechać. Weź Sissi. Jak się trzymasz?
Zagryzłem dolną warge, oczekując w skupieniu i napięciu na jakąkolwiek odpowiedź z jego strony. Po chwili usłyszałem, jak jego głos drży i się załamuje.
- Chyba nie trzymam. I nie mam. Na prawdę mogę przyjechać z Sissi? Nie zrobię Ci kłopotu?
Pokręciłem głową, jednak dotarło do mnie, że tego nie widzi. On miałby robić kłopot? On nigdy nie był kłopotem, chociaż wolałbym aby był szczęśliwy w swoim łóżku niż załamany w moim. Po chwili się odezwałem.
- Nie żartuj, Haz. Przyjedź, dobrze?
- Dobrze, dziękuję.
Rozłączyłem się i poszedłem do kuchni, gdzie mama nalewała sobie soku.
- Mamo, jest bardzo ważna sprawa. Mama Harry'ego wyrzuciła go z domu za to, że... no wiesz, woli chłopców i teraz nie ma się gdzie podziać. Mógłby zostać u nas chociaż na jakiś czas? Może spać u mnie, myślę, że nie będzie zły o to. I przyjedzie z kotem, dziewczynki ją polubią.
Zacząłem, ale kobieta szybko mi przerwała.
- Oczywiście, że może, Lou. Ile chce. To nie jego wina przecież, prawda? Przygotuję mu zaraz pościel.
Pocałowałem ją w ramach podziękowania w policzek i ruszyłem do drzwi. Otworzyłem je niepewnie, jak zawsze nie wiedząc czy stoi za nimi Harry czy ktoś inny.
- Harreh?
Zapytałem cicho, a w odpowiedzi pociągnął lekko noskiem. Na ten dźwięk moje serce rozpadło się na miliony kawałków.
- Tak, to ja.
Od razu wpuściłem go do środka i gdy dźwięk odkładanych rzeczy oznajmił mi, że jego ręce są wolne, od razu przylgnąłem do jego ciała, chcąc go jakkolwiek pocieszyć czy cokolwiek. Na prawdę nie zasługiwał na to, co zrobiła mu kobieta. A ja ją polubiłem!
- Idź do mojego pokoju z rzeczami, dobrze? Przyniosę Ci drugą pierzynę, podobno kopię w nocy.
Kiedy się zgodził ruszyłem do mamy, która kończyła powlekać zapasową kołdrę. Wziąłem ją od niej z dziękczynnym uśmiechem i wróciłem do siebie. Z pomocą loczka ułożyłem ją na łóżku i ponownie przytuliłem do jego klatki piersiowej, chcąc okazać mu trochę ciepła i wsparcia, jakiego potrzebował w tym momencie.
- Dziękuję Louis.
Uśmiechnąłem się delikatnie i pokręciłem głową, po czym schowałem buzię w jego szyi, gdyż tam właśnie sięgałem.
- Nie masz za co, Harreh.
Odparłem bez większych ceregieli i pocałowałem go delikatnie w policzek. Pociągnął mnie na łóżko, więc przysunąłem się tak, iż nasze kolana się stykały. Czułem, jak jego ciało jest spięte by nie płakać aż tak bardzo.
- Jutro się wyniosę.
Oznajmił mi, na co zagryzłem wargę. Tak bardzo nie chciałem, żeby to robił! Wizja zasypiania i budzenia się, w otoczeniu jego ramion i zapachu była zbyt piękna, by miała mieć tak szybko swój koniec.
- Harry. Nie musisz. Możesz tu być ile chcesz.
Chciałem zatrzymać go tu jak najdłużej, chciałem byż przy nim każdego wieczoru i każdego ranka. To było irracjonalne, ale nie chciałem wmawiać sobie, że jest inaczej. Wtuliłem buzię w jego ramię, czując jak chłopak delikatnie się do mnie przytula. Uwielbiałem być w jego ramionach, czułem się w nich bezpiecznie, jak jeszcze nigdy dotąd się nie czułem.
- Dziękuję, Louis. Na prawdę, jesteś cudowny.
Szepnął i wtulił buzię w moje włosy. Zachichotałem gdy ciepłe powietrze wydychane przez niego zatańczyło w moich kosmykach włosów. Niezgrabnie przeniosłem się na jego kolana, gdzie było mi o wiele wygodniej przytulać się do niego i cicho rozmawiać. O ile po prostu nie trwaliśmy w ciszy. Wtuliłem buzię w jego szyjkę, opierając chłodne stopy o jego plecki. Dłonie zaplotłem w jego pasie i przylgnąłem klatką piersiową do jego. Wyczułem zarys jego mięśni i głupio mi się zrobiło, bo sam nie miałem ich prawie w ogóle. Chłopak delikatnie gładził mnie po plecach, a ja kreśliłem dziwne wzorki na jego. Było mi dobrze, miałem wrażenie, że obojgu nam jest dobrze i to było pocieszające. Chociaż odrobinę w tej całej cholernej sytuacji.
- Lou?
Zapytał cicho, na co odsunąłem buzię od jego skóry, próbując nakierować spojrzenie na jego twarz. Nie wiedziałem, czy trafiłem, ale chyba mu to nie przeszkadzało.
- Jesteś moim aniołem, wiesz?
Zapytał, a ja znów poczułem, jak moje policzki pokrywają się palącą czerwienią. Spuściłem główkę, ale zaraz chłopak uniósł moją bodę, nakierowując twarz na swoją.
- Jedynym w swoim rodzaju.
Kiedy szepnął te słowa wyczułem na swoich wargach jego gorący oddech. Zadrżałem na to wspaniałe uczucie, wyczuwając w jego oddechu miętę i przymknąłem powieki, gdy jego delikatne, nieco popękane od płaczu usta spotkały się z moimi. Niezgrabnie odwzajemniłem jego pocałunek, czując, że tak powinno być. Moje dłonie prześlizgnęły się po jego torsie, po czym zaplotłem je na karku, delikatnie gładząc go jedną dłonią. Drugą z kolei wsunąłem w jego loczki i delikatnie przysunąłem go bliżej, gdy i Styles wykonał ten gest. Poczułem jak nasze zęby ocierają się o siebie lub też zderzają, gdy zderzyliśmy się zbyt mocno. Po chwili jednak odsunąłem się, potrzebując powietrza. Przemknąłem końcówką języka po dolnej wardze i uśmiechnąłem się, wyczuwając jak uścisk chłopaka na moich biodrach wzmacnia się, jakbym miał zaraz od niego uciec.
- Smakujesz jak muffinka. Jagodowa. Lubię jagodowe muffinki.
Powiedziałem, zanim spłonąłem rumieńcem, gdyż uświadomiłem sobie, że powiedziałem to na głos. Cholera, muszę chyba bardziej uważać.
- W takim razie... Będę twoją jagodową muffinką.
Powiedział cicho, a ja uśmiechnąłem się promiennie na to stwierdzenie i oparłem czółko o jego, chcąc być jak najbliżej się da. Znów czułem jego słodki oddech na swoich wargach, mimowolnie znów drżąc.
- Jak najbardziej jestem za.
Szepnąłem, przymykając powieki i nie czekając na jego reakcję, musnąłem czule jego usta, chcąc pokazać mu, jak bardzo go kocham i ile dla mnie znaczy. A znaczył dla mnie wszystko.
______________________________________
Krótko. Dziękuję za komentarze i polubienia, jesteście wspaniali. I przepraszam za błędy, na pewno są, ale nie mam siły już ich sprawdzać. Nie chcę jednak zwlekać z dodawaniem, bo nie wiem kiedy będę na kompie. Macie Larry First Kiss i... Miłego czytania, chyba tyle.
Kocham Was!
No
OdpowiedzUsuńcześć! To znowu ja i znowu cię pewnie zanudzę (mam czasami wrażenie, że
komentarze pisze dłuższe, niż niektórzy rozdziały.. xdd). Ciebie się to
nie tyczy, bo kilka tysięcy słów jest napewno. I dlatego czegoś nie
rozumiem. 6 'podobało się' i ani jednego pieprzonego komentarza? No
wybaczcie ludzie, ale to już zakrawa na kpiny. Wystarczy kilka minut,
żeby coś napisać i sprawić radość autorce. Ale nie, bo po co? Ciekawa
jestem czy sami piszecie, wtedy byscie może docenili.. Kończę wywody,
wracam do rozdziału. :) Lubię twój sposób pisania, z dwóch perspektyw.
Ale dobrze, że nie opisujesz jednym ciągiem i tu, i tu tego samego, bo
można się wtedy znudzić. Jest ciekawie, nawet bardzo. Coś się dzieje,
moja psychika szaleje. (Nie mogłam się powstrzymać, sorry xdd). Tylko
proszę, tak BARDZO, niech nie będzie samych czułości, bo to też może się
stać nudne. Akcja przede wszystkim! To chyba tyle na dziś. Wybacz za
to, wiem, że nie ma sensu i wgl, ale piszę mając gorączkę i wgl, czuję
się jak gówno. Wracając, rozdział bardzo wciągający i oby tak dalej! PS.
Też lubię jagodowe muffinki:D Pozdrawiam ciepło, maggiekj.:)
Tak, mnie też to trochę irytuje, kilka polubień zero komentarzy ale bywa, no nie? I spokojnie, nie będzie samych czułości. Ogólnie nie planuję tego zakończyć szczęśliwie, więc myślę że 6 - 7 rozdział będzie trochę sielankowy, żeby w 8 już zaczęło się chrzanić, że tak to określę ;) W piątym niespodzianka. Cieszę się, że Ci się podobało! :)) Wracaj do zdrowia! xx
UsuńTrochę to żałosne, jakby klawiatura parzyła... ;OO Że całe opowiadanie zakończy się źle? :(( No to czekam na kolejny z niecierpliwością! Dziękuję :) xx
UsuńTaaak, całe źle. Nie przepadam za Happy Endami, wiesz...
Usuń:(((((((((((
UsuńHej :) To najlepsze opowiadanie jakiekolwiek czytałam. Wchodze codziennie sprawdzać czy jest kolejny rozdział. A jeśli już jest to potrafię czytać go nawet 3 razy. Uwielbiam to jak piszesz. Nie lubie smutnych zakończeń więc mam cichutka nadzieję ze zmienisz zdanie i będzie ono szczęśliwe... Szczególnie chciałabym widzież szczęsliwego Lou i Hazze razem... No ale to chyba nie ode mnie zależy. Kocham cię za to jakże wspaniałe opowiadanie... Oby tak dalej.
OdpowiedzUsuńCześć :) Na to Twoje opowiadanie trafiłam przypadkiem i szczerze mówiąc, nie żałuję. Naprawdę mi się podoba, to fajne, ,że przedstawiasz te sytuacje z dwóch perspektyw, jednocześnie nie zanudzając i nie powtarzając się, wszystko jest tak lekko i dobrze napisane, że czyta się to z wielką przyjemnością :) Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, czekam z niecierpliwością ! :)
OdpowiedzUsuńPozdrowienia, Aris xx
http://aristheaa.tumblr.com
P.S. chyba masz wyłączoną opcję komentowania z anonima, choć nie jestem pewna, zmień to, a pewnie przybędzie Ci komentarzy :)
aw... uwielbiam Cię ;** .. kocham to opowiadanie..
OdpowiedzUsuńRozdział świetny!!! Cieszę się że Hazz zostaje na jakiś czas u Louisa, bo mogą się wtedy lepiej poznać. Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziau. Gdy czytam to opowiadanie, jestem w innym świecie i nic do mnie nie dociera. Bardzo podobał mi się moment w którym mieli swòj first kiss. To było magiczne!! Cudnie piszesz i pisz dalej bo naprawdę świetnie Ci to idzie. Czekam na rozdzalik, weny!! :33
OdpowiedzUsuńomgg jakiego zawału serca dostałam, jak wczoraj weszłam i mi wyskoczyło, że "adres nie istnieje"... myślałam, że cię zabiję!!! :D anyway, kiedy nowy? :))
OdpowiedzUsuńHah, ja dzisiaj rano miałam mini zawał serca że nie mam bloga xD No i nie wiem, zaczęłam pisać, ale szkoła i życie 'towarzyskie' (czyt. wypady z kumpelami i wzdychanie do tego pana *.*) mnie znacznie opóźniają.
Usuńhahaha ta miłość.. :D mam nadzieję, że jest chociaż tego wart, bo jak nie to tylko tracisz swój czas, a mój na czekanie na rozdział się wydłuża hahaha dobra jestem pojebana miłego wieczoru i wgl, i weny!!!!! :)))
UsuńNiestety raczej nie jest, ale co ja na to poradzę? ;c Postaram się go dodać najdalej w piątek - sobotę, ale... pewnie zechcecie mnie za niego zabić ;< Więc proszę pozbyć się ostrych i niebezpiecznych narzędzi ze swojego otoczenia przed rozpoczęciem czytania piątego rozdziału ♥
Usuń~ Autorka
No tak, "miłość jest ślepa" hahaha, przypomniała mi się pamiętna lekcja angielskiego... Ale nie martw się, tego kwiatu jest pół światu :)) Na weekendzie? Kurde, a mnie cały weekend nie ma ;cc Jak ja to przeżyje?!?! :D
UsuńDobrze, specjalnie dla Ciebie postaram się go dodać w czwartek dobrze? W piątek nie bd miała czasu ale może uda mi się już dzisiaj skończyć. I to takie niesprawiedliwe, wiem, że on mnie traktuje jak przyjaciółkę (mówił mi to) ale jednak mam jakąś nadzieję ^^
UsuńO boże serio?! Jejj nie musisz! Najwyżej przeczytam dopiero w poniedziałek :)) Zawsze warto mieć nadzieję, a nuż coś się wydarzy takie mrrr. xdd
UsuńNic nie obiecuję, ale mam w czwartek na jedenastą a w środę co prawda wrócę później ale może mi się uda ;) Albo w piątek z rana bo mam na 12 ^^
UsuńNie musisz się poświęcać, przeczytam i w poniedziałek. Spokojnie sobie załatwiaj, co masz do załatwiania. Masz moje błogosławieństwo :D :*
Usuńkiedy nowy rozdział? to opowiadanie jest bardzo fajne, nie mogę się doczekać następnych rozdziałow, już prawie miesiąc minął :(
OdpowiedzUsuń