Serdecznie zapraszam do korzystania z funkcji "Zapytaj Postaci" o TU. Kocham Was!

czwartek, 14 marca 2013

One Shot : Ziall - I'm still the soldier in your eyes.


Tytuł: I'm still the soldier in your eyes. (Wciąż jestem żołnierzem w Twoich oczach)
Parring: Ziall (Zayn Malik + Niall Horan)
Bohaterowie drugoplanowi: Liam Payne, Harry Styles
Ilość słów: 2 590
Motto: Cause you are the sunshine that makes my day. 
Opis: Niall stoi przed trudnym wyborem: zranić siebie, albo jego. Czy podjął słuszną decyzję?
UWAGA! 
Shot zawiera treści homoseksualne, jeżeli nie akceptujesz takowych natychmiast opuść bloga.
A/U - One Direction nie istnieje.

_______________________________
Niall czekał na jakąkolwiek wiadomość. Już od kilkunastu dni nie wiedział co dzieje się z jego ukochanym i ta świadomość wpędzała go do grobu. Kiedy tylko zamknął oczy miał przed nimi widok roześmianego Zayna, który podkradał mu popcorn, podczas gdy oglądali kolejną produkcje Bollywood, które Malik wręcz uwielbiał. Niall nigdy nie przepadał za tym kinem. Nie rozumiał, czemu Zayn tak bardzo je lubił, ale uwielbiał, kiedy mulat się śmiał, więc spędzali całe długie noce, oglądając w kółko Gdyby jutra nie było czy Nigdy nie mów żegnaj. A teraz? Niall siedział sam na kanapie z paczką chrupek orzechowych – ulubionych swojego chłopaka i wpatrywał się pustym wzrokiem w jego ulubiony film. Miał nadzieję, że za chwilkę starszy chłopak wejdzie do domu, oplecie jego szyjkę ramionami, pocałuje w policzek i powie, że teraz jest już tylko dla niego. Ale tak się nie stało. Zayn nie wszedł do domu, nie przytulił się i nie powiedział czegokolwiek. Niall jedynie desperacko potrzebował wiedzy, że nic mu nie jest. A nic nie sprawiało, że był spokojniejszy jak obecność Zayna przy jego boku – całego i zdrowego, a nie zagrożonego z każdej strony. Wysłał pięć listów do Afganistanu, błagając Zayna by mu odpisał jak tylko będzie miał taką możliwość. Tak bardzo bał się, że coś się stało, coś złego i dlatego chłopak mu nie odpisuje. Był na siebie wściekły. Przecież mógł go zatrzymać! Mógł go przykuć do łóżka, podrzeć list w drobne kawałki, pojechać do siedziby wojskowej i powiedzieć, że on nie pozwala mu jechać. Ale Zayn chciał. Doskonale to pamiętał.

Siedzieli na łóżku, przytuleni i zamyśleni, kiedy ciszę przerwał cichy, melodyjny głos Zayna.
- Wracam do Afganistanu.
Niall gwałtownie usiadł na łóżku, wbijając w niego spojrzenie pełne łez. Naprawdę miał nadzieję, że Malik zaraz wybuchnie śmiechem, powie, że żartuje i nigdy go nie zostawi. Naprawdę pragnął, aby tak było. Ale twarz Zayna pozostawała poważna, bez tego figlarnego błysku w jego czekoladowych oczach. Horan czuł, jak z jego oczek zaczynają spływać drobne, słone łezki.
- Proszę, Zayn… Powiedz, proszę, że żartujesz… że mnie nie zostawisz.
Powiedział, przerażony tym, jak jego głos zaczął drżeć. Nie mógł się pozbierać i to było najgorsze, co mogło się stać w obecnej chwili. Ręce silniejszego chłopaka ciasno oplotły swojego partnera, przytulając go do swojego ciała i za wszelką cenę nie pozwalając mu się odsunąć.
- Nie żartuję, Niall. Wracam do Afganistanu. Na cztery miesiące.
Głośny szloch chłopaka sprawiał, że jego serce powolnie krwawiło, ale czuł wewnętrznie, że nie skończył jeszcze swojej pracy, nie wypełnił obowiązku, nie spełnił postawionego sobie kilka lat temu celu. Kilka lat temu, zanim poznał Nialla, zanim się zakochał i zanim wiedział z kim spędzi resztę swojego życia. Chciał siedzieć z blondynem na kanapie w wieku 68 lat z poczuciem spełnionego obowiązku, z poczuciem szczęścia. Mając ukochanego u siebie i nie mając wyrzutów sumienia.
- Niall… Przecież wiesz, że wrócę.
Wyszeptał cicho i spojrzał na blondyna, który jeszcze głośniej zaszlochał, mocząc jego szarą koszulkę słonymi łzami. Zayn naprawdę nienawidził, kiedy Niall płakał, a szczególnie nienawidził być powodem tego, że jego błękitne jak ocean oczy łzawiły. Czuł się okropnie w tym momencie bo wiedział, że zranił ukochanego, a najgorsze było, że podjął tą decyzję świadomie. Ale wiedział, że wróci. Musiał wrócić, prawda?
- Niall, proszę… Uspokój się. Wrócę za cztery miesiące, przeprowadzimy się do Włoch, tak jak chciałeś, prawda? Zamieszkamy nad morzem i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Zaadoptujemy dziecko, jak będzie chłopiec* nazwiemy go Patrick…
-…A jak dziewczynka to Victoria.
Przerwał mu zachrypniętym głosem Irlandczyk, a Zayn uśmiechnął się czule, spoglądając na niego z troskliwym uśmiechem.
- A jak dziewczynka, to Victoria.
Potwierdził cicho i musnął wargami jego czółko. Oczy Horana przepełnione były żałością, cierpieniem, smutkiem i strachem. Zayn naprawdę nie chciał do tego doprowadzić.
- Ale proszę, przestań płakać. Nic mi nie będzie. To tylko cztery miesiące.
- Właśnie! Cztery miesiące! 122 dni! 2928 godzin! Jedna jest dla mnie udręką!
Powiedział zduszonym głosem i spojrzał w jego kawowe oczy. Nie potrafił znieść myśli, że jego chłopak chce tam wrócić, przecież może zginąć! Nie chciał pozwolić mu jechać, ale w oczach Zayna było coś, co nie pozwoliło mu powiedzieć, że nie może jechać, co nie pozwoliło, aby kazał mu zostać. To była ta niewytłumaczalna iskierka w jego oczach. Niall wiedział, że jeśli się nie zgodzi, Zayn zostanie. Zostanie, raniąc siebie, a tego chłopak najbardziej nie chciał. Nie pozwoliłby mu na zranienie siebie samego bo byłoby to jakby to on go zranił. A on nienawidził go ranić.

Pociągnął nosem i odstawił na stolik plastikową miskę wypełnioną brązowymi kulkami. Nie miał ochoty jeść, w zasadzie nie miał ochoty na nic. Otarł z policzków łzy i podszedł do okna, ciągnąc za sobą granatowy koc. Anglia płakała wraz z nim, po szybie spływały zimne krople deszczu, które tylko dobijały Horana. Od wyjazdu Zayna nie pamiętał ani jednego słonecznego dnia. Od półtora miesiąca niebo nie było czysto niebieskie, a Niall wciąż się denerwował bo od pół miesiąca nie dostał żadnej wiadomości. To nie było podobne do Zayna, dlatego tak bardzo się bał. Nie wiedział co to może oznaczać i czy wszystko jest dobrze. Wręcz przeciwnie, miał najgorsze obawy, przez które nie mógł sypiać. Gdyby nie Harry, pewnie już dawno umarłby z tęsknoty, zapominając nawet o tak podstawowych czynnościach jak jedzenie czy picie. To Styles przychodził do niego codziennie i sprawdzał, czy Niall coś zjadł, wypił i czy jakoś się trzyma. Oczywiście Niall zawsze udawał, że tak jest, ale Harry nigdy nie dawał się zmylić. Nigdy nie uwierzył w ‘jest okej’ jakie padały z ust Nialla. Po prostu wiedział, że nie jest okej, błękitne oczy Nialla nie błyszczały, jego kąciki nie były uniesione ku górze, a irlandzki akcent nie był tak wyraźny. Harry zauważył to, że jego akcent był wyraźniejszy, kiedy chłopak był prawdziwie szczęśliwy więc szybko mógł go rozgryźć. Zayn też to wiedział. Tak bardzo tęsknił za Zaynem, że to go zabijało. Nie mógł znieść tej niewiedzy czy jego promyczek słońca żyje. Nie potrafił przyjąć do świadomości, że było inaczej. Bezwiednie dotknął klatki piersiowej, na której spoczywał drobny, srebrny wisiorek w kształcie rollercoaster’a. Zacisnął na nim smukłe palce i zamknął oczka, przypominając sobie tą chwilę.

- Zayn, co ty robisz? To twój ulubiony, dostałeś go od dziadka!
Oburzył się Niall, kiedy mulat zapiął na jego szyi srebrny łańcuszek z małym wisiorkiem. Czekoladowe oczy przeszyły go na wskroś, po czym złagodniały. Chwilę później w pomieszczeniu rozległ się spokojny głos Zayna.
- Wiem, Niall. Był dla mnie ważny. Wciąż jest dla mnie ważny. Chcę, żebyś go miał.
- Ale ja…
- Oddasz mi go jak wrócę.
W błękitnych ślepkach Irlandczyka znów stanęły łzy. Przełknął ślinę przez ściśnięte gardło, a jego głos był zniekształcony, przez gulę w jego krtani.
- A jeśli nie… nie wrócisz?
- To jest moja obietnica. Wrócę.
Powiedział cicho Malik i pocałował go w czoło, nim zarzucił na ramię torbę. Posłał mu czuły uśmiech i pogładził kciukiem po policzku.
- Za każdym razem pamiętaj, że wrócę. Dobrze?
- Dobrze.
Chłopak już odwrócił się by wyjść, kiedy poczuł na nadgarstku jak palce Horana zaciskają się.
- Zayn… Kocham Cię.
Szepnął, a w jego oczach była czysta miłość. Zayna serce rozpadło się na miliony kawałków, jednak nie mógł tego pokazać.
- Ja też cię kocham.
Szepnął i spojrzał w jego błyszczące od łez, morskie oczy. Złożył na jego bladych ustach niedbały, szybki pocałunek i ruszył na odprawę. Wiedział, że jeśli zostałby na dłużej, nie dałby rady wsiąść do samolotu.

Niall załkał cicho, puszczając metalowy przedmiot i pozwalając, by odbił się o jego klatkę piersiową i zawisł spokojnie. Poczuł piekące łzy w oczach, ale obiecał sobie nie płakać. Nie mógł teraz płakać. Zayn wróci. Obiecał mu to. Zayn zawsze dotrzymywał obietnic. Więc czemu miałby ją teraz złamać? Wiedział, że to ślepa wiara, przecież Zayn nie mógł mu obiecać na sto procent, że tam nic się nie stanie, że wróci do niego. I Niall wiedział to, a jednak się zgodził. Teraz żałował.
- Niall…
Usłyszał za sobą zmartwiony głos lokowatego przyjaciela.
- Nic mi nie jest.
Wbrew swoim słowom, spuścił głowę, zaciskając usta w wąską linię by nie dopuścić do kolejnego wybuchu płaczu. Nie chciał już płakać. Chciał po prostu wiedzieć, że wszystko jest dobrze, że jego chłopak żyje i wróci do niego za dwa i pół miesiąca. Że już na zawsze będą razem i będą ze sobą szczęśliwi. Nie muszą jechać do Włoch. Mogą zostać nawet w tej cholernej Anglii, którą Malik z niewiadomych powodów tak bardzo kochał. Mogą mieszkać w małym mieszkaniu w starej kamienicy, ale razem.
- Widzę, że nie jest.
Ciszę przerwał głos Styles’a i chłopak przeszedł przez pokój, przytulając niższego przyjaciela do siebie i uspokajająco zaczął gładzić go po pleckach. Niall nie potrafił już hamować łez, nie chciał udawać, że nic się nie dzieje i że wszystko jest okej. Zacisnął powieki i schował buzię w klatce piersiowej przyjaciela. Czuł jak ból wręcz rozsadza jego ciało od środka i nie mógł tego dłużej hamować.
- Tęsknie za nim, Hazza… Tak bardzo się boję…
- Wiem, Niall. Ale pomyśl: jakby coś złego się stało dostalibyśmy pismo z wojska, prawda? Nikt nie pisał, nie zdzwonił, w wiadomościach nic nie mówili… Musimy wierzyć, że jest dobrze, że nic się nie dzieje i po prostu nie może odpisać. Niall, musimy być dobrej myśli.
Powiedział cicho i pocałował go w głowę, mocniej tuląc do siebie. Byli dla siebie jak bracia i to jemu Niall ufał najbardziej. Harry to wiedział i nie zamierzał zawieść tego zaufania.

Mijały dni. Niall już tracił nadzieję, że ujrzy brudnobiałą kopertę w skrzynce, że dostanie jakąkolwiek wiadomość od ukochanego. Minęły dwa miesiące od kiedy wyjechał, miesiąc od ostatniego listu. Czuł, jak jego serce jest powoli rozrywane, jak staje się obojętny na wszystko. Większość dni przesypiał, nie chcąc cierpieć. Gdyby nie Harry i Liam pewnie nic by nie jadł. Na szczęście mężczyźni nie pozwolili na to i samodzielnie przynosili Niallerowi ciepłe posiłki, dotrzymując mu towarzystwa, by po prostu być pewnym, że zjadł, a nie wyrzucił to do kosza czy dał psom dwie ulice dalej.
Sprawdzanie skrzynki pocztowej było już codzienną normą, jednak tego dnia ujrzał w niej kopertę ze stemplem wojskowym. Jego serce zamarło, gardło coś ścisnęło. Usiadł w salonie na kanapie i wbił spojrzenie w przedmiot w dłoniach, nie ruszając się przez jakiś czas. Nie wiedział co ma robić, dopiero głos chłopaków wpadających do mieszkania wyrwał go z otępienia.
- Niall? Co się dzieje? Dostałeś wiadomość! Co w niej jest?
Zainteresowanie w głosie Harry’ego sprawnie sprowadziło go na ziemię.
- Nie wiem.
Powiedział cicho blondyn i podniósł spojrzenie na przyjaciół.
- Jak to nie wiesz?
Liam nie rozumiał o co mu chodzi. Jak mógł nie wiedzieć co jest w liście? Tyle na niego czekał!
- Jeszcze go nie otworzyłem.
- To na co czekasz?
Przyjaciele rozsiedli się po obu jego stronach, patrząc z niepokojem na to, co było w palcach Irlandczyka.
- Nie wiem. Boję się.
Szepnął, na co chłopcy objęli go ramionami. Poczuł się nieco pewniej, chociaż dłonie drżały mu, kiedy starannie odrywał brzeg koperty i wyjmował z niej nieco poplamiony krwią zwitek papieru. Serce mu stanęło a żołądek podszedł do gardła widząc te trzy ślady krwi, która bez wątpienia należała do jego ukochanego. Bał się tego, co zastanie w środku.
Żyję.
Jedno słowo. Od miesiąca czekał na list, aby teraz dostać jedno, pieprzone słowo. Po jego policzkach pociekły łzy. Czuł się słabo, wszystkie siły go opuściły i mógł tylko wpatrywać się w to jedno słowo, napisane pospiesznie przez Zayna. Wiedział, że to on, wiedział, jak charakterystycznie pisał ogonek przy ‘y’ i poznałby to pismo zawsze i wszędzie.
- On żyje, Niall. To najważniejsze. Za dwa miesiące wróci do Ciebie. Będzie dobrze.
Głos Harry’ego jakby nie docierał do jego umysłu, czuł się dziwnie nieswojo, jakby był gdzie indziej. Tak bardzo pragnął przytulić się do Zayna, poczuć się bezpiecznie. Ale ważne było, że żył. Była nadzieja, że za 61 dni on wróci i wszystko będzie dobrze. Naprawdę tego pragnął.

Nigdy nie przypuszczał, że trzy dni po otrzymaniu listu dostanie telefon z biura wojskowego. Kiedy usłyszał rozmówcę nogi mu zmiękły i musiał oprzeć się o szafkę, aby nie upaść na podłogę, kiedy najciemniejsze myśli przelatywały mu przez głowę.
- Czy rozmawiam z panem Horanem?
- Tak.
Głos Nialla był słaby, ale słyszalny. Mężczyzna po drugiej stronie odchrząknął i kontynuował.
- Pan Malik za tydzień wróci do Anglii, byliśmy zmuszeni rozwiązać jego grupę, a sam Zayn potrzebuje opieki psychologicznej. Czy będzie pan w stanie mu ją zapewnić, czy mamy znaleźć kogoś?
Niall nie ufał nikomu jeśli chodzi o Zayna. Decyzja była prosta.
- Zadbam o to. Kiedy mogę go odebrać z lotniska?
- W czwartek o osiemnastej piętnaście ma wylądować w Londynie.
- Dziękuję, będę.
Pożegnał się i odłożył słuchawkę. W tej pozycji zastali go Liam i Harry.
- Co się dzieje, Niall?
- Dzwonili z wojska. Zayn wraca w czwartek.
Jego głos był nieco drżący, nie wiedział jakie uczucia nim targają.
- To chyba dobrze, prawda? Będziesz miał go szybciej dla siebie.
Zauważył cicho Payne. Niall podniósł na niego wzrok i zagryzł wargę.
- Potrzebuje opieki psychologicznej.
Wyszeptał cicho i po chwili ramiona dwójki przyjaciół oplotły jego ramiona silnie. Zacisnął powieki i westchnął cicho. Zayn nie był do końca w dobrym stanie. Ale żył. I Niall dołoży wszelkich starań, aby Zayn wyszedł na prostą. Nie przepuści żadnej okazji, do końca życia zapewni mu szczęście i bezpieczeństwo nawet kosztem siebie.

W czwartek pojawił się na lotnisku już za piętnaście szósta, w razie gdyby samolot miał być szybciej. Niestety, jak na złość miał opóźnienia. Niall nerwowo chodził przy oszklonej ścianie, bawiąc się swoją komórką. Czas wlókł się niemiłosiernie i zawsze gdy wydawało mu się, że minęła godzina, upłynęła dopiero jedna minuta. W końcu zrezygnowany usiadł na krzesełko, zaczynając nerwowo machać stopą.
- Samolot lecący z Afganistanu do Londynu wyląduje za pięć minut na pasie drugim**
Nialler jak na zawołanie poderwał się z miejsca i podbiegł do szyby, obserwując jak niewielki, wojskowy samolot zbliża się do lądowania, by po chwili zatrzymać centralnie przed nimi. Obserwował jak grupa mężczyzn w mundurach wychodzi na betonową płytę i ze spojrzeniami wbitymi przed siebie kieruje do środka. Niall jak z procy wystrzelił na główny hall, skąd po chwili wychodzili mężczyźni. W tłumie odnalazł też swojego ukochanego. Podbiegł do niego, a Malik gdy tylko ujrzał blondyna upuścił torbę i wziął go w ramiona, odrywając jego stopy od ziemi i przyciskając do swojego ciała.
- Niall…
Wyszeptał cicho, ze łzami w oczach. Schował twarz we włosach ukochanego i musnął je kilka razy wargami.
- Tak bardzo tęskniłem… Przepraszam, że nie pisałem…
Wyszlochał cicho, ale Niall przerwał mu, kładąc na ustach dłoń.
- Wróciłeś. Tylko do się dla mnie liczy.
Szepnął i ponownie wtulił w ciało ukochanego mężczyzny, czując jak radość ogarnia każdą, nawet najdrobniejszą komórkę jego ciała. Zayn tu był. Przytulał go, całował, dotykał. Czuł jak jego serce bije, jego oddech na swojej skórze, jego głos brzmiał w jego uszach. Wrócili do domu, gdzie zmęczeni od razu położyli się spać, wtuleni w siebie. Ich nogi były splątane pod kołdrą, ramiona ciasno się oplatały a głowa blondyna spoczywała spokojnie na klatce piersiowej żołnierza. Wreszcie spał spokojnie.

Następnego ranka obudziło go głaskanie po ramieniu. Uchylił błękitne oczka i spojrzał w te radosne Zayna. Uśmiechnął się, będąc pewny, że to nie sen i pocałował delikatnie ukochanego.
- Dzień dobry.
Głos Malika rozległ się po pokoju a Niall jeszcze szerzej się uśmiechnął. Wreszcie był szczęśliwy.
- Dzień dobry.
Wyszeptał z wyraźnym, irlandzkim akcentem i przeniósł wzrok na okno. Na niebie wysoko świeciło słońce i był to pierwszy, słoneczny dzień od dwóch miesięcy. Pierwszy, słoneczny dzień w Anglii od kiedy Zayn wyjechał. Bo Zayn wrócił i był przy nim. Jego małe słońce wróciło do Londynu by zostać z nim na zawsze.


* - mam na myśli adoptowanie noworodka z okienka życia, wezmą dziecko pierwsze z listy bez względu na płeć, wygląd i pochodzenie.
** - Dawno nie byłam na lotnisku, więc nie pamiętam jak to mówią. Ostatni raz słyszałam to po niemiecku i nie wiele zrozumiałam, więc przepraszam.

11 komentarzy:

  1. Niesamowity! mialam taka wielką nadzieję ze zayn przezyje i nie zawiodłam sie :)
    iwona :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pierwsza :)
    Weszłam w oczekiwaniu na coś nowego, i mam! I kurde jakbyś czytała mi w myślach, bo ostatnio oglądałam taki film, z Channingiem Tatum'em i on był żołnierzem i też wyjechał, i wgl. Trochę inny niż to, co napisałaś, ale film świetny, godny obejrzenia (oczywiście genialna ja nie pamiętam tytułu :D). Ale wracając do tego shota, fajnie widzieć coś takiego w Twoim wykonaniu. Podoba mi się. Lubię jak jest takie przeplatanie wydarzeń teraźniejszych, i przeszłych. I bromance, o którym rzadko czytam, ale jest słodziutko. Znaczy trochę tragicznie się zaczyna, potem taka melancholia, a na końcu sielanka. Fajnie wiedzieć, że dobrze zakończyłaś! Bo z tego, co pamiętam mówiłaś, że nie lubisz happy end'ów :D Nie wiem, co by tu jeszcze napisać. Mam nadzieję, że o ile czas ci pozwoli będzie takich shot'ów więcej. :) A teraz lecę, bo dupcia mnie boli... ;c Miłego wieczoru! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi Ci o "I wciąż ją kocham"/"Listy do Julii" Nie pamiętam pod którym widnieje film ;>
      Hah, tak... Początkowo zamysł miałam nieco inny, Zayn miał popełnić samobójstwo, ale mam tak schrzaniony humor że nie potrafiłam już zrobić tego Niallowi, bo bym chyba kompa rozwaliła. No i macie taki sielankowy koniec, chociaż mi nie wyszedł jak miał. I tak najbardziej lubię scenę, jak Zayn daje mu wisiorek. Moje top na chwilę obecną :>
      Cieszę się, że się podobało!

      Usuń
    2. Nie, ten pierwszy napewno nie. To było kurde, nie chcę tu pisać całej historii, bo to nie ma sensu, ale on zostawił dziewczynę, wyjechał, potem wrócił i jakoś tak wyszło, że mieli nowe paszporty, żeby ich już nie powołali do wojska i się ukrywali, i potem większość z tych żołnierzy albo zginęła, albo się zabiła.
      Ojj, ale juuż jest lepiej mam nadzieję? :)
      No to jest zawsze słodziutkie, jak ktoś komuś daje coś, co wiele dla niego znaczy. Wtedy wiadomo, że ta osoba też dużo znaczy.
      Miłego dnia! :*

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam tysiące jak nie miliony blogów i jeszcze więcej one shotów popłakałam się zaledwie cztery razy. Teraz popłakałam się piąty raz, normalnie ryczałam jak bóbr. Niesamowite.

    OdpowiedzUsuń
  5. ejjjjjjjjjjjjj gdzie rozdział? ;cc

    OdpowiedzUsuń
  6. aw.. jaki słodki ten imagin miałam łzy w oczach jak go czytałam :3 Chciałąbym zobaczyć i oczywiście przeczytac II część ;)

    OdpowiedzUsuń