Tytuł: I'm still the soldier in your eyes. (Wciąż jestem żołnierzem w Twoich oczach)
Parring: Ziall (Zayn Malik + Niall Horan)
Bohaterowie drugoplanowi: Liam Payne, Harry Styles
Ilość słów: 2 590
Motto: Cause you are the sunshine that makes my day.
Opis: Niall stoi przed trudnym wyborem: zranić siebie, albo jego. Czy podjął słuszną decyzję?
UWAGA!
Shot zawiera treści homoseksualne, jeżeli nie akceptujesz takowych natychmiast opuść bloga.
A/U - One Direction nie istnieje.
_______________________________
Niall czekał
na jakąkolwiek wiadomość. Już od kilkunastu dni nie wiedział co dzieje się z
jego ukochanym i ta świadomość wpędzała go do grobu. Kiedy tylko zamknął oczy
miał przed nimi widok roześmianego Zayna, który podkradał mu popcorn, podczas
gdy oglądali kolejną produkcje Bollywood, które Malik wręcz uwielbiał. Niall
nigdy nie przepadał za tym kinem. Nie rozumiał, czemu Zayn tak bardzo je lubił,
ale uwielbiał, kiedy mulat się śmiał, więc spędzali całe długie noce, oglądając
w kółko Gdyby jutra nie było czy Nigdy nie mów żegnaj. A teraz? Niall siedział
sam na kanapie z paczką chrupek orzechowych – ulubionych swojego chłopaka i
wpatrywał się pustym wzrokiem w jego ulubiony film. Miał nadzieję, że za
chwilkę starszy chłopak wejdzie do domu, oplecie jego szyjkę ramionami, pocałuje
w policzek i powie, że teraz jest już tylko dla niego. Ale tak się nie stało.
Zayn nie wszedł do domu, nie przytulił się i nie powiedział czegokolwiek. Niall
jedynie desperacko potrzebował wiedzy, że nic mu nie jest. A nic nie sprawiało,
że był spokojniejszy jak obecność Zayna przy jego boku – całego i zdrowego, a
nie zagrożonego z każdej strony. Wysłał pięć listów do Afganistanu, błagając
Zayna by mu odpisał jak tylko będzie miał taką możliwość. Tak bardzo bał się,
że coś się stało, coś złego i dlatego chłopak mu nie odpisuje. Był na siebie
wściekły. Przecież mógł go zatrzymać! Mógł go przykuć do łóżka, podrzeć list w
drobne kawałki, pojechać do siedziby wojskowej i powiedzieć, że on nie pozwala
mu jechać. Ale Zayn chciał. Doskonale to pamiętał.
Siedzieli na
łóżku, przytuleni i zamyśleni, kiedy ciszę przerwał cichy, melodyjny głos
Zayna.
- Wracam do
Afganistanu.
Niall
gwałtownie usiadł na łóżku, wbijając w niego spojrzenie pełne łez. Naprawdę miał
nadzieję, że Malik zaraz wybuchnie śmiechem, powie, że żartuje i nigdy go nie
zostawi. Naprawdę pragnął, aby tak było. Ale twarz Zayna pozostawała poważna,
bez tego figlarnego błysku w jego czekoladowych oczach. Horan czuł, jak z jego
oczek zaczynają spływać drobne, słone łezki.
- Proszę,
Zayn… Powiedz, proszę, że żartujesz… że mnie nie zostawisz.
Powiedział,
przerażony tym, jak jego głos zaczął drżeć. Nie mógł się pozbierać i to było
najgorsze, co mogło się stać w obecnej chwili. Ręce silniejszego chłopaka
ciasno oplotły swojego partnera, przytulając go do swojego ciała i za wszelką
cenę nie pozwalając mu się odsunąć.
- Nie
żartuję, Niall. Wracam do Afganistanu. Na cztery miesiące.
Głośny
szloch chłopaka sprawiał, że jego serce powolnie krwawiło, ale czuł
wewnętrznie, że nie skończył jeszcze swojej pracy, nie wypełnił obowiązku, nie
spełnił postawionego sobie kilka lat temu celu. Kilka lat temu, zanim poznał
Nialla, zanim się zakochał i zanim wiedział z kim spędzi resztę swojego życia.
Chciał siedzieć z blondynem na kanapie w wieku 68 lat z poczuciem spełnionego
obowiązku, z poczuciem szczęścia. Mając ukochanego u siebie i nie mając
wyrzutów sumienia.
- Niall…
Przecież wiesz, że wrócę.
Wyszeptał
cicho i spojrzał na blondyna, który jeszcze głośniej zaszlochał, mocząc jego
szarą koszulkę słonymi łzami. Zayn naprawdę nienawidził, kiedy Niall płakał, a
szczególnie nienawidził być powodem tego, że jego błękitne jak ocean oczy
łzawiły. Czuł się okropnie w tym momencie bo wiedział, że zranił ukochanego, a
najgorsze było, że podjął tą decyzję świadomie. Ale wiedział, że wróci. Musiał
wrócić, prawda?
- Niall,
proszę… Uspokój się. Wrócę za cztery miesiące, przeprowadzimy się do Włoch, tak
jak chciałeś, prawda? Zamieszkamy nad morzem i będziemy żyć długo i
szczęśliwie. Zaadoptujemy dziecko, jak będzie chłopiec* nazwiemy go Patrick…
-…A jak
dziewczynka to Victoria.
Przerwał mu
zachrypniętym głosem Irlandczyk, a Zayn uśmiechnął się czule, spoglądając na
niego z troskliwym uśmiechem.
- A jak
dziewczynka, to Victoria.
Potwierdził
cicho i musnął wargami jego czółko. Oczy Horana przepełnione były żałością,
cierpieniem, smutkiem i strachem. Zayn naprawdę nie chciał do tego doprowadzić.
- Ale
proszę, przestań płakać. Nic mi nie będzie. To tylko cztery miesiące.
- Właśnie!
Cztery miesiące! 122 dni! 2928 godzin! Jedna jest dla mnie udręką!
Powiedział
zduszonym głosem i spojrzał w jego kawowe oczy. Nie potrafił znieść myśli, że
jego chłopak chce tam wrócić, przecież może zginąć! Nie chciał pozwolić mu
jechać, ale w oczach Zayna było coś, co nie pozwoliło mu powiedzieć, że nie
może jechać, co nie pozwoliło, aby kazał mu zostać. To była ta niewytłumaczalna
iskierka w jego oczach. Niall wiedział, że jeśli się nie zgodzi, Zayn zostanie.
Zostanie, raniąc siebie, a tego chłopak najbardziej nie chciał. Nie pozwoliłby
mu na zranienie siebie samego bo byłoby to jakby to on go zranił. A on
nienawidził go ranić.
Pociągnął
nosem i odstawił na stolik plastikową miskę wypełnioną brązowymi kulkami. Nie
miał ochoty jeść, w zasadzie nie miał ochoty na nic. Otarł z policzków łzy i
podszedł do okna, ciągnąc za sobą granatowy koc. Anglia płakała wraz z nim, po
szybie spływały zimne krople deszczu, które tylko dobijały Horana. Od wyjazdu
Zayna nie pamiętał ani jednego słonecznego dnia. Od półtora miesiąca niebo nie
było czysto niebieskie, a Niall wciąż się denerwował bo od pół miesiąca nie
dostał żadnej wiadomości. To nie było podobne do Zayna, dlatego tak bardzo się
bał. Nie wiedział co to może oznaczać i czy wszystko jest dobrze. Wręcz
przeciwnie, miał najgorsze obawy, przez które nie mógł sypiać. Gdyby nie Harry,
pewnie już dawno umarłby z tęsknoty, zapominając nawet o tak podstawowych
czynnościach jak jedzenie czy picie. To Styles przychodził do niego codziennie
i sprawdzał, czy Niall coś zjadł, wypił i czy jakoś się trzyma. Oczywiście
Niall zawsze udawał, że tak jest, ale Harry nigdy nie dawał się zmylić. Nigdy
nie uwierzył w ‘jest okej’ jakie padały z ust Nialla. Po prostu wiedział, że
nie jest okej, błękitne oczy Nialla nie błyszczały, jego kąciki nie były uniesione
ku górze, a irlandzki akcent nie był tak wyraźny. Harry zauważył to, że jego
akcent był wyraźniejszy, kiedy chłopak był prawdziwie szczęśliwy więc szybko
mógł go rozgryźć. Zayn też to wiedział. Tak bardzo tęsknił za Zaynem, że to go
zabijało. Nie mógł znieść tej niewiedzy czy jego promyczek słońca żyje. Nie
potrafił przyjąć do świadomości, że było inaczej. Bezwiednie dotknął klatki
piersiowej, na której spoczywał drobny, srebrny wisiorek w kształcie
rollercoaster’a. Zacisnął na nim smukłe palce i zamknął oczka, przypominając
sobie tą chwilę.
- Zayn, co
ty robisz? To twój ulubiony, dostałeś go od dziadka!
Oburzył się
Niall, kiedy mulat zapiął na jego szyi srebrny łańcuszek z małym wisiorkiem.
Czekoladowe oczy przeszyły go na wskroś, po czym złagodniały. Chwilę później w
pomieszczeniu rozległ się spokojny głos Zayna.
- Wiem,
Niall. Był dla mnie ważny. Wciąż jest dla mnie ważny. Chcę, żebyś go miał.
- Ale ja…
- Oddasz mi
go jak wrócę.
W błękitnych
ślepkach Irlandczyka znów stanęły łzy. Przełknął ślinę przez ściśnięte gardło,
a jego głos był zniekształcony, przez gulę w jego krtani.
- A jeśli
nie… nie wrócisz?
- To jest
moja obietnica. Wrócę.
Powiedział
cicho Malik i pocałował go w czoło, nim zarzucił na ramię torbę. Posłał mu
czuły uśmiech i pogładził kciukiem po policzku.
- Za każdym
razem pamiętaj, że wrócę. Dobrze?
- Dobrze.
Chłopak już
odwrócił się by wyjść, kiedy poczuł na nadgarstku jak palce Horana zaciskają
się.
- Zayn…
Kocham Cię.
Szepnął, a w
jego oczach była czysta miłość. Zayna serce rozpadło się na miliony kawałków,
jednak nie mógł tego pokazać.
- Ja też cię
kocham.
Szepnął i
spojrzał w jego błyszczące od łez, morskie oczy. Złożył na jego bladych ustach
niedbały, szybki pocałunek i ruszył na odprawę. Wiedział, że jeśli zostałby na
dłużej, nie dałby rady wsiąść do samolotu.
Niall załkał
cicho, puszczając metalowy przedmiot i pozwalając, by odbił się o jego klatkę
piersiową i zawisł spokojnie. Poczuł piekące łzy w oczach, ale obiecał sobie
nie płakać. Nie mógł teraz płakać. Zayn wróci. Obiecał mu to. Zayn zawsze
dotrzymywał obietnic. Więc czemu miałby ją teraz złamać? Wiedział, że to ślepa
wiara, przecież Zayn nie mógł mu obiecać na sto procent, że tam nic się nie
stanie, że wróci do niego. I Niall wiedział to, a jednak się zgodził. Teraz żałował.
- Niall…
Usłyszał za
sobą zmartwiony głos lokowatego przyjaciela.
- Nic mi nie
jest.
Wbrew swoim
słowom, spuścił głowę, zaciskając usta w wąską linię by nie dopuścić do
kolejnego wybuchu płaczu. Nie chciał już płakać. Chciał po prostu wiedzieć, że
wszystko jest dobrze, że jego chłopak żyje i wróci do niego za dwa i pół
miesiąca. Że już na zawsze będą razem i będą ze sobą szczęśliwi. Nie muszą
jechać do Włoch. Mogą zostać nawet w tej cholernej Anglii, którą Malik z
niewiadomych powodów tak bardzo kochał. Mogą mieszkać w małym mieszkaniu w
starej kamienicy, ale razem.
- Widzę, że
nie jest.
Ciszę
przerwał głos Styles’a i chłopak przeszedł przez pokój, przytulając niższego
przyjaciela do siebie i uspokajająco zaczął gładzić go po pleckach. Niall nie
potrafił już hamować łez, nie chciał udawać, że nic się nie dzieje i że
wszystko jest okej. Zacisnął powieki i schował buzię w klatce piersiowej
przyjaciela. Czuł jak ból wręcz rozsadza jego ciało od środka i nie mógł tego
dłużej hamować.
- Tęsknie za
nim, Hazza… Tak bardzo się boję…
- Wiem,
Niall. Ale pomyśl: jakby coś złego się stało dostalibyśmy pismo z wojska,
prawda? Nikt nie pisał, nie zdzwonił, w wiadomościach nic nie mówili… Musimy
wierzyć, że jest dobrze, że nic się nie dzieje i po prostu nie może odpisać.
Niall, musimy być dobrej myśli.
Powiedział
cicho i pocałował go w głowę, mocniej tuląc do siebie. Byli dla siebie jak
bracia i to jemu Niall ufał najbardziej. Harry to wiedział i nie zamierzał
zawieść tego zaufania.
Mijały dni.
Niall już tracił nadzieję, że ujrzy brudnobiałą kopertę w skrzynce, że dostanie
jakąkolwiek wiadomość od ukochanego. Minęły dwa miesiące od kiedy wyjechał,
miesiąc od ostatniego listu. Czuł, jak jego serce jest powoli rozrywane, jak
staje się obojętny na wszystko. Większość dni przesypiał, nie chcąc cierpieć.
Gdyby nie Harry i Liam pewnie nic by nie jadł. Na szczęście mężczyźni nie
pozwolili na to i samodzielnie przynosili Niallerowi ciepłe posiłki,
dotrzymując mu towarzystwa, by po prostu być pewnym, że zjadł, a nie wyrzucił
to do kosza czy dał psom dwie ulice dalej.
Sprawdzanie
skrzynki pocztowej było już codzienną normą, jednak tego dnia ujrzał w niej
kopertę ze stemplem wojskowym. Jego serce zamarło, gardło coś ścisnęło. Usiadł
w salonie na kanapie i wbił spojrzenie w przedmiot w dłoniach, nie ruszając się
przez jakiś czas. Nie wiedział co ma robić, dopiero głos chłopaków wpadających
do mieszkania wyrwał go z otępienia.
- Niall? Co
się dzieje? Dostałeś wiadomość! Co w niej jest?
Zainteresowanie
w głosie Harry’ego sprawnie sprowadziło go na ziemię.
- Nie wiem.
Powiedział
cicho blondyn i podniósł spojrzenie na przyjaciół.
- Jak to nie
wiesz?
Liam nie
rozumiał o co mu chodzi. Jak mógł nie wiedzieć co jest w liście? Tyle na niego
czekał!
- Jeszcze go
nie otworzyłem.
- To na co
czekasz?
Przyjaciele
rozsiedli się po obu jego stronach, patrząc z niepokojem na to, co było w
palcach Irlandczyka.
- Nie wiem.
Boję się.
Szepnął, na
co chłopcy objęli go ramionami. Poczuł się nieco pewniej, chociaż dłonie drżały
mu, kiedy starannie odrywał brzeg koperty i wyjmował z niej nieco poplamiony
krwią zwitek papieru. Serce mu stanęło a żołądek podszedł do gardła widząc te
trzy ślady krwi, która bez wątpienia należała do jego ukochanego. Bał się tego,
co zastanie w środku.
Żyję.
Jedno słowo.
Od miesiąca czekał na list, aby teraz dostać jedno, pieprzone słowo. Po jego
policzkach pociekły łzy. Czuł się słabo, wszystkie siły go opuściły i mógł
tylko wpatrywać się w to jedno słowo, napisane pospiesznie przez Zayna.
Wiedział, że to on, wiedział, jak charakterystycznie pisał ogonek przy ‘y’ i
poznałby to pismo zawsze i wszędzie.
- On żyje,
Niall. To najważniejsze. Za dwa miesiące wróci do Ciebie. Będzie dobrze.
Głos Harry’ego
jakby nie docierał do jego umysłu, czuł się dziwnie nieswojo, jakby był gdzie
indziej. Tak bardzo pragnął przytulić się do Zayna, poczuć się bezpiecznie. Ale
ważne było, że żył. Była nadzieja, że za 61 dni on wróci i wszystko będzie
dobrze. Naprawdę tego pragnął.
Nigdy nie
przypuszczał, że trzy dni po otrzymaniu listu dostanie telefon z biura
wojskowego. Kiedy usłyszał rozmówcę nogi mu zmiękły i musiał oprzeć się o
szafkę, aby nie upaść na podłogę, kiedy najciemniejsze myśli przelatywały mu
przez głowę.
- Czy rozmawiam
z panem Horanem?
- Tak.
Głos Nialla
był słaby, ale słyszalny. Mężczyzna po drugiej stronie odchrząknął i
kontynuował.
- Pan Malik
za tydzień wróci do Anglii, byliśmy zmuszeni rozwiązać jego grupę, a sam Zayn
potrzebuje opieki psychologicznej. Czy będzie pan w stanie mu ją zapewnić, czy
mamy znaleźć kogoś?
Niall nie
ufał nikomu jeśli chodzi o Zayna. Decyzja była prosta.
- Zadbam o
to. Kiedy mogę go odebrać z lotniska?
- W czwartek
o osiemnastej piętnaście ma wylądować w Londynie.
- Dziękuję,
będę.
Pożegnał się
i odłożył słuchawkę. W tej pozycji zastali go Liam i Harry.
- Co się
dzieje, Niall?
- Dzwonili z
wojska. Zayn wraca w czwartek.
Jego głos
był nieco drżący, nie wiedział jakie uczucia nim targają.
- To chyba
dobrze, prawda? Będziesz miał go szybciej dla siebie.
Zauważył
cicho Payne. Niall podniósł na niego wzrok i zagryzł wargę.
- Potrzebuje
opieki psychologicznej.
Wyszeptał
cicho i po chwili ramiona dwójki przyjaciół oplotły jego ramiona silnie.
Zacisnął powieki i westchnął cicho. Zayn nie był do końca w dobrym stanie. Ale
żył. I Niall dołoży wszelkich starań, aby Zayn wyszedł na prostą. Nie przepuści
żadnej okazji, do końca życia zapewni mu szczęście i bezpieczeństwo nawet
kosztem siebie.
W czwartek
pojawił się na lotnisku już za piętnaście szósta, w razie gdyby samolot miał
być szybciej. Niestety, jak na złość miał opóźnienia. Niall nerwowo chodził
przy oszklonej ścianie, bawiąc się swoją komórką. Czas wlókł się niemiłosiernie
i zawsze gdy wydawało mu się, że minęła godzina, upłynęła dopiero jedna minuta.
W końcu zrezygnowany usiadł na krzesełko, zaczynając nerwowo machać stopą.
- Samolot
lecący z Afganistanu do Londynu wyląduje za pięć minut na pasie drugim**
Nialler jak
na zawołanie poderwał się z miejsca i podbiegł do szyby, obserwując jak
niewielki, wojskowy samolot zbliża się do lądowania, by po chwili zatrzymać
centralnie przed nimi. Obserwował jak grupa mężczyzn w mundurach wychodzi na
betonową płytę i ze spojrzeniami wbitymi przed siebie kieruje do środka. Niall
jak z procy wystrzelił na główny hall, skąd po chwili wychodzili mężczyźni. W
tłumie odnalazł też swojego ukochanego. Podbiegł do niego, a Malik gdy tylko
ujrzał blondyna upuścił torbę i wziął go w ramiona, odrywając jego stopy od
ziemi i przyciskając do swojego ciała.
- Niall…
Wyszeptał
cicho, ze łzami w oczach. Schował twarz we włosach ukochanego i musnął je kilka
razy wargami.
- Tak bardzo
tęskniłem… Przepraszam, że nie pisałem…
Wyszlochał
cicho, ale Niall przerwał mu, kładąc na ustach dłoń.
- Wróciłeś.
Tylko do się dla mnie liczy.
Szepnął i
ponownie wtulił w ciało ukochanego mężczyzny, czując jak radość ogarnia każdą,
nawet najdrobniejszą komórkę jego ciała. Zayn tu był. Przytulał go, całował,
dotykał. Czuł jak jego serce bije, jego oddech na swojej skórze, jego głos
brzmiał w jego uszach. Wrócili do domu, gdzie zmęczeni od razu położyli się
spać, wtuleni w siebie. Ich nogi były splątane pod kołdrą, ramiona ciasno się
oplatały a głowa blondyna spoczywała spokojnie na klatce piersiowej żołnierza. Wreszcie
spał spokojnie.
Następnego
ranka obudziło go głaskanie po ramieniu. Uchylił błękitne oczka i spojrzał w te
radosne Zayna. Uśmiechnął się, będąc pewny, że to nie sen i pocałował
delikatnie ukochanego.
- Dzień
dobry.
Głos Malika
rozległ się po pokoju a Niall jeszcze szerzej się uśmiechnął. Wreszcie był
szczęśliwy.
- Dzień
dobry.
Wyszeptał
z wyraźnym, irlandzkim akcentem i przeniósł wzrok na okno. Na niebie wysoko
świeciło słońce i był to pierwszy, słoneczny dzień od dwóch miesięcy. Pierwszy,
słoneczny dzień w Anglii od kiedy Zayn wyjechał. Bo Zayn wrócił i był przy nim. Jego małe słońce wróciło do Londynu by zostać z nim na zawsze.
* - mam na
myśli adoptowanie noworodka z okienka życia, wezmą dziecko pierwsze z listy bez
względu na płeć, wygląd i pochodzenie.
** - Dawno
nie byłam na lotnisku, więc nie pamiętam jak to mówią. Ostatni raz słyszałam to
po niemiecku i nie wiele zrozumiałam, więc przepraszam.

Niesamowity! mialam taka wielką nadzieję ze zayn przezyje i nie zawiodłam sie :)
OdpowiedzUsuńiwona :*
Jestem pierwsza :)
OdpowiedzUsuńWeszłam w oczekiwaniu na coś nowego, i mam! I kurde jakbyś czytała mi w myślach, bo ostatnio oglądałam taki film, z Channingiem Tatum'em i on był żołnierzem i też wyjechał, i wgl. Trochę inny niż to, co napisałaś, ale film świetny, godny obejrzenia (oczywiście genialna ja nie pamiętam tytułu :D). Ale wracając do tego shota, fajnie widzieć coś takiego w Twoim wykonaniu. Podoba mi się. Lubię jak jest takie przeplatanie wydarzeń teraźniejszych, i przeszłych. I bromance, o którym rzadko czytam, ale jest słodziutko. Znaczy trochę tragicznie się zaczyna, potem taka melancholia, a na końcu sielanka. Fajnie wiedzieć, że dobrze zakończyłaś! Bo z tego, co pamiętam mówiłaś, że nie lubisz happy end'ów :D Nie wiem, co by tu jeszcze napisać. Mam nadzieję, że o ile czas ci pozwoli będzie takich shot'ów więcej. :) A teraz lecę, bo dupcia mnie boli... ;c Miłego wieczoru! :*
Chodzi Ci o "I wciąż ją kocham"/"Listy do Julii" Nie pamiętam pod którym widnieje film ;>
UsuńHah, tak... Początkowo zamysł miałam nieco inny, Zayn miał popełnić samobójstwo, ale mam tak schrzaniony humor że nie potrafiłam już zrobić tego Niallowi, bo bym chyba kompa rozwaliła. No i macie taki sielankowy koniec, chociaż mi nie wyszedł jak miał. I tak najbardziej lubię scenę, jak Zayn daje mu wisiorek. Moje top na chwilę obecną :>
Cieszę się, że się podobało!
Nie, ten pierwszy napewno nie. To było kurde, nie chcę tu pisać całej historii, bo to nie ma sensu, ale on zostawił dziewczynę, wyjechał, potem wrócił i jakoś tak wyszło, że mieli nowe paszporty, żeby ich już nie powołali do wojska i się ukrywali, i potem większość z tych żołnierzy albo zginęła, albo się zabiła.
UsuńOjj, ale juuż jest lepiej mam nadzieję? :)
No to jest zawsze słodziutkie, jak ktoś komuś daje coś, co wiele dla niego znaczy. Wtedy wiadomo, że ta osoba też dużo znaczy.
Miłego dnia! :*
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam tysiące jak nie miliony blogów i jeszcze więcej one shotów popłakałam się zaledwie cztery razy. Teraz popłakałam się piąty raz, normalnie ryczałam jak bóbr. Niesamowite.
OdpowiedzUsuńDziękuję! ♥
Usuńejjjjjjjjjjjjj gdzie rozdział? ;cc
OdpowiedzUsuńCały czas się pisze skarbie ♥
Usuńdłuuuuuuugo ;ccc
Usuńaw.. jaki słodki ten imagin miałam łzy w oczach jak go czytałam :3 Chciałąbym zobaczyć i oczywiście przeczytac II część ;)
OdpowiedzUsuń