Serdecznie zapraszam do korzystania z funkcji "Zapytaj Postaci" o TU. Kocham Was!

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 05: Oni osądzają nas, jakby znali mnie i ciebie.


Od autorki:  Wiem, że ten rozdział jest beznadziejny. Tak jak pogoda na wiosnę. Ale mam ostatnio nie najlepszy czas i... liczę o wyrozumiałość. Także miłego czytania wam życzę, mam nadzieję, że nie jest tak zły jak mi się wydaje.

~*~

Obudziłem się otulony słodkim zapachem jabłek i cynamonu, a także zapachem ciała Harry'ego. Po chwili także dotarło do mnie, że jego silne ramiona ciasno oplatają moje o wiele słabsze, a jego gorący oddech tańczy w moich kosmykach włosów. Uśmiechnąłem się mimowolnie, bo zdałem sobie sprawę, iż znajduję się w ramionach mojego chłopaka. Bo… jest moim chłopakiem prawda? Niby nie uzgadnialiśmy jeszcze nic co do tego, ale... całowaliśmy się i... To chyba oznacza, że jest moim chłopakiem, prawda? Zaczynałem się już powoli w tym gubić, a w zasadzie bardzo gubić, pierwszy raz byłem w tak niepewnej sytuacji jak teraz i nie miałem pojęcia co w zasadzie powinienem zrobić w takich okolicznościach. Schowałem bardziej nosek w jego szyjkę, a po chwili usłyszałem, jak głębiej wciąga powietrze i wypuszcza je z cichym mruknięciem.  Otworzyłem oczka i spojrzałem na niego ślepymi oczkami. Tak bardzo żałowałem teraz, że nie mogę go zobaczyć, że to aż bolało! Na moje wargi wpłynął jednak delikatny uśmiech, kiedy usłyszałem jego głos i poczułem jego usta na swoich.
- Dzień dobry, Boo.
Szepnął, na co zachichotałem. Na żywo miał jeszcze piękniejszy głos po przebudzeniu, niż jak słuchałem go przez telefon zaledwie... wczoraj. To zabawne. Przerażające, ale zabawne.
- Dzień dobry, Harreh.
Odpowiedziałem równie cicho i zacisnąłem paluszki na jego koszulce, wciąż z uśmiechem błądzącym na delikatnych ustach. W chwilę potem jego usta ucałowały moją głowę, a po plecach przeszedł mi bardzo przyjemny dreszcz.
- Harry czy…
Zacząłem, nie będąc pewny swoich słów. Wtuliłem się w niego mocniej, a on tylko ścieśnił swój uścisk wokół mnie.
- Tak, Louis? Czy co?
Zapytał a ja na chwilkę straciłem główny wątek. Boże, czy on musiał mieć z rana aż tak seksowny głos? Nie mogłem się na niczym skupić. Wziąłem głębszy wdech i znów zacząłem mówić, mniej pewnie i nieco drżącym głosem.
- Czy… jesteś moim chłopakiem?
Cisza. Przez chwilę panowała idealna cisza, przerywana naszymi oddechami. W mojej głowie zaczęły powstawać czarne scenariusze jak Harry odpycha mnie, zaczyna się śmiać i odchodzi, jak mówi, że nie jestem jego wart.
- A chciałbyś, żebym nim był?
Zapytał a mi serduszko znów mocniej zabiło. Jakie on zadaje głupie pytania, jakbym mógł nie chcieć?
- Tak.
Szepnąłem, unosząc lekko głowę by mógł spojrzeć na moją twarz. Na chwilę jego wargi zostały przyciśnięte do mojego czoła, po czym cichy głos dotarł do moich uszu.
- Dobrze, Louis. W takim razie jestem Twoim chłopakiem.
Zgodził się, a moje serce wywróciło z tej radości fikołka. Na wargach pojawił się wesoły uśmiech, byłem chyba najszczęśliwszym chłopakiem na Ziemi w tym momencie.
- To wspaniale.
Szepnąłem, chowając buzię w jego szyjce.
- Louis?
- Tak?
Wymruczałem cicho w jego skórę, nie chcąc się odsuwać. Było mi ciepło i czułem się bezpiecznie.
- Czy to oznacza, że jesteś mój?
Zapytał, a ja znów szeroko się uśmiechnąłem.
- Tylko twój.
Zapewniłem go, unoszą buzię. Po chwili jego wargi spotkały się z moimi. Odwzajemniłem czułego buziaka, delikatnie układając chłodną dłoń na jego karku. Zadrżał na ten gest ale nie pozwolił mi się odsunąć.
- Moja jagodowa muffinka.
Wyszeptałem w jego usta, za co dostałem słodki chichot i kolejnego buziaka. To nigdy mi się nie znudzi! W końcu jednak wstaliśmy z łóżka i zeszliśmy do kuchni. Mama z dziewczynkami była już poza domem. Usiadłem na krześle a Harry zabrał się za robienie śniadania. Mmmm… Wyczułem jajecznicę, co mi poprawiło humor.
- Harreh?
Zmiękczyłem celowo jego imię, będąc świadom jak bardzo to lubi. Po chwili poczułem na ramieniu dłoń.
- Tak, Louie?
Zapytał, lekko zaciskając palce na moim ramieniu. Skierowałem główkę w jego stronę, jakbym chciał na niego spojrzeć. Bardzo chciałem móc na niego spojrzeć.
- Pójdziemy dzisiaj po tego psa?
Zmarszczyłem słodko nosek, czując jego wargi na swojej głowie.
- Jeśli masz ochotę, po śniadaniu możemy się po niego przejść, to nie daleko.
Zgodziłem się i po chwili zabrałem za pyszną jajecznicę. W końcu też wziąłem prysznic i Harry wybrał dla mnie rzeczy. Ubrałem się więc w jak powiedział czerwone spodnie i białą koszulkę w czarne paski, po czym pozwoliłem mu ułożyć swoje włosy. Nie rozumiałem jednak po co, w końcu i tak wieje i mi się potargają, ale jak lubi, to niech robi. W końcu i on się ogarnął, po czym trzymając się za ręce wyszliśmy z domu.
- Harry… Myślisz, że Zayn mnie polubi? Nie chcę być przeszkodą w waszej przyjaźni.
Zacząłem cicho, mocniej zaciskając paluszki na jego ręce. Uspokajająco pogładził mnie po dłoni i pocałował w skroń.
- Na pewno, Louis. Ciebie nie da się nie lubić.
- Właśnie, że się da. Nikt mnie nie lubi. Oprócz ciebie i Nialla.
Poskarżyłem się, ale chłopak zatrzymał się i mocno mnie przytulił, całując w czubek głowy. Schowałem się w jego klatce piersiowej i zamknąłem oczka, zaciskając jednocześnie paluszki na koszulce.
- Kochanie…
Zadrżałem na to określenie. Byłem jego kochaniem, teraz oficjalnie byłem jego. Chyba dopiero to zrozumiałem, że on… lubi mnie bardziej.
-… Jeśli Cię nie lubią za to, że jesteś jaki jesteś, to są hipokrytami. Kocham Cię, rozumiesz? Kocham Cię najbardziej na świecie, z każdą Twoją wadą i zaletą.
Wyszeptał a ja odsunąłem się próbując odnaleźć jego buzię wzrokiem, co oczywiście mi nie wyszło. Poczułem na policzkach łzy, które Harry starł swoim kciukiem.
- Ja Ciebie też kocham.
Wyszeptałem w końcu i wtuliłem się ponownie w jego szyjkę. Przytulił mnie do siebie mocniej i ucałował delikatne wargi.
- Chodźmy, Louie. Muszę jeszcze odebrać mój motor z…
Urwał, a ja pokiwałem głową, nie każąc mu skończyć.
- Nie ma sprawy, chodźmy.
Wyszeptałem i ruszyliśmy ponownie w drogę do ośrodka szkoleniowego psów – przewodników. Splotłem mocniej jego palce ze swoimi i westchnąłem cicho. Żaden z nas nie odezwał się do końca trasy. Harry zadzwonił dzwonkiem i objął ramieniem mój pas. Czułem się teraz o wiele pewniej. Po chwili kobieta otworzyła nam drzwi i uśmiechnęła przyjaźnie.
- Dzień dobry!
Przywitała się radośnie, przez co i ja się uśmiechnąłem szeroko. Miała w głosie coś takiego, że od razu ją polubiłem.
- Dzień dobry. Chcielibyśmy psa przewodnika.
Powiedział Harry a ja lekko pokiwałem głową.
- Dla pana?
- Tak.
A więc musiała skinąć na mnie. Cholerna ślepota, nie wiem co się dzieje wokół mnie.
- Oczywiście, zapraszam.
Harry poprowadził mnie przez próg i wciąż objęci ruszyliśmy za kobietą. Wyczułem wyraźną woń psów, usłyszałem też szczekanie z jakiegoś budynku. Weszliśmy do niego i od razu odgłos szczekania był wyraźniejszy.
- Proszę tędy. Mamy obecnie osiem wyszkolonych psów i cztery w treningu.
Dodała, by umilić nam drogę i nieco zapoznać z sytuacją. Zmarszczyłem zabawnie nosek, czując coraz bardziej charakterystyczny zapach. Po chwili jakieś drzwi się otworzyły i stanąłem kiedy Harry mnie zatrzymał.
- Gdzie jesteśmy?
Zapytałem, podnosząc głowę na wysokość twarzy mojego chłopaka. Swoją drogą jak to cudownie brzmi.
- Tu są wytrenowane już psy. Mamy trzy psy i osiem suń, mam nadzieję, że załapie pan więź z którymś z pupilów. Można otworzyć klatkę i zapoznać się z każdym, będę w pokoju obok.
Poinstruowała nas i wyszła, a Harry poprowadził mnie do pierwszej z nich.
- Jak ja mam wybrać coś, czego nie widzę?
Jęknąłem ale posłusznie kucnąłem obok Harry’ego, po chwili tracąc równowagę i lądując na tyłku.
- Aua… To nie jest zabawne.
Jęknąłem, zbierając się z ziemi, niezadowolony z rozbawienia ukochanego, jednak mimowolnie sam się lekko zaśmiałem. Kucnąłem ponownie łapiąc równowagę i wysunąłem dłoń. Harreh otworzył klatkę i poprowadził moją rękę, a psiak szturchnął ją zimnym nosem i polizał dla odmiany ciepłym językiem. Pogładziłem go po głowie, miał krótką i szorstką sierść, nie był to ten pies, jakiego szukałem. Przeszliśmy dalej, pogłaskałem i pobawiłem się z kilkoma aż Harry nie otworzył klatki z sunią. Wysunąłem dłoń, pod którą od razu wsunęła głowę. Miała dłuższe, kręcone i miękkie kudły. Nagle też poczułem jej łapkę na kolanie która została zastąpiona dość ciężkim pyszczkiem i już wiedziałem, że chcę tego a nie innego psa.
- Harry.. Ten.
Powiedziałem, a chłopak poszedł po pannę Winston. Po chwili przyszła z papierami i wyczułem w jej głosie, że się uśmiecha.
- To Goldendoodle. Trzyletnia sunia o imieniu Emma. Jest pan pewny, że chce właśnie ją?
Pokiwałem energicznie głową, uśmiechając się cały czas. Byłem tego pewny jak niczego innego. No może oprócz tego, że kocham Hazzę, ale inna sprawa. Harry wypisał potrzebne dokumenty i już po chwili, po uściśleniu odpowiedniej opłaty ściskałem w dłoni specjalną smycz by wyczuć nawet najmniejszy ruch psiaka. Byłem radosny jak chyba jeszcze nigdy, w jednej ręce dzierżąc metalową uprząż a druga mając splecioną z dłonią ukochanego mężczyzny. Ruszyliśmy ponownie do domu, kiedy usłyszałem głos Styles’a.
- Muszę pojechać na chwilę do domu po mój motor. Zaczekasz na mnie w domu, słoneczko?
Uśmiechnąłem się na to pieszczotliwe określenie i potrząsnąłem energicznie główką.
- Jasne, zaczekam kochanie.
Wyszeptałem z delikatnym uśmiechem i przytuliłem się do jego boku. Naprawdę nie chciałem, aby kiedykolwiek to wszystko się kończyło, kochałem go i miałem wrażenie, że tak już będzie do końca naszego życia. A przynajmniej miałem taką nadzieję, że już do końca swoich dni zostaniemy razem. Po kilku minutach doszliśmy do domu. Harreh posadził mnie w salonie i przyniósł herbatę oraz ciasteczka. Chyba chciał mieć pewność, że pod żadnym pozorem nie ruszę się z mojego miejsca do czasu kiedy wróci. Pokiwałem rozbawiony głową i zacząłem bawić się kręconym futerkiem Emmy, kiedy ucałował mnie w czółko i obiecał wrócić jak najszybciej, jeszcze chciał kupić po drodze coś do jedzenia. Znów pokiwałem głową, przyciągnąłem go do pocałunku i uśmiechnąłem się lekko, po czym trzask drzwi oznajmił że zostałem sam. A w zasadzie prawie sam, wciąż obok była Emma, co mi odpowiadało. Włączyłem telewizor by nie było tak cicho i zamknąłem oczka, wsłuchując się w odgłosy jakiejś komedii romantycznej. Po chwili jednak mój czas odpoczynku zakłóciło pukanie do drzwi. Nie otworzyłem za pierwszym razem jednak Emma podbiegła do drzwi cicho szczekając. Westchnąłem i podniosłem się, przegryzając ciasteczko, po czym ruszyłem do wejścia. Uchyliłem drzwi i zagryzłem wargę.
- Kto to?
- Ja. Jesteś sam?
Rozpoznałem głos Zayna, chłopaka Nialla. Skinąłem lekko głową mocno zaskoczony i wpuściłem go do środka.
- Co chciałeś? Wybacz, ale nie spodziewałem się wizyty i w ogóle…
Nim zdążyłem skończyć zdanie Zayn zamknął nogą drzwi i przyparł mnie silnie do ściany. Na chwilę z zaskoczenia straciłem oddech, nie wiedziałem co się dzieje i kiedy w zasadzie moje stopy zostały oderwane od ziemi. Obciągnąłem palce, panicznie próbując dotknąć podłogi lecz nie było takiej opcji.
- Słuchaj mnie, uważnie. Odpierdol się od Harry’ego. To nie ta liga, jesteś nowicjuszem a on przy tobie Mistrzem Świata. Przez Ciebie opuścił wczorajszy i dzisiejszy trening. Jesteś tylko zabawką, przeleci Cię i zostawi jak każdego. Nie jesteś wart aby nawet na Ciebie spojrzał. Nigdy nie dasz mu szczęścia, jakkolwiek Harry by nie udawał. Masz zostawić go w spokoju, rozumiesz? Jesteś tylko nic nie wartym śmieciem, problemem na drodze do jego kariery i ja się tego problemu pozbędę. Dobrze Ci radzę, zniknij z jego życia raz na zawsze, pieprzony gnojku.
- Ale…
Zacząłem, po prostu nie wiedząc co się dzieje i gubiąc się w sytuacji, kiedy poczułem na policzku silne uderzenie oraz krew w ustach. On mnie uderzył. Podniósł na mnie rękę. Zayn mnie uderzył bo kocham Harry’ego. Bo Harry kocha mnie. Nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem płakać.
- Skończ to. Albo inaczej porozmawiamy.
Drugie uderzenie zostało zblokowane przez Emmę, która rzuciła się na jego ramię głośno warcząc. Usłyszałem cichy krzyk Mulata i wylądowałem na ziemi. Po chwili trzasnęły drzwi a ja skuliłem się w kącie, z buzią we krwi. Emma podeszła i szturchnęła mnie pyszczkiem, a ja jak w amoku przytuliłem się do niej, brudząc jasne futerko szkarłatną cieczą. Było mi słabo, cały czas płakałem a w głowie miałem słowa Malika. Dlaczego tak bardzo mnie ranił? Dlaczego Tak bardzo chciał abyśmy rozstali się z Harrym? Przypilnuję przecież aby nie opuścił następnego treningu, jakbym wiedział, że go ma, już teraz wywaliłbym go za drzwi aby nie przekładał mnie nad niego. To przecież oczywiste, prawda? Nie chciałem być problemem w drodze, do jego kariery sportowej, chciałem aby miał we mnie oparcie, mimo że nie mogę zobaczyć jego zwycięstw, chcę przy nich po prostu być i po wszystkim móc przytulić i powiedzieć chociażby te cholerne, durne „Jestem z Ciebie dumny”. Znów nieświadomie zadrżałem, a po moich policzkach spłynęła kolejna fala łez, mieszając się z krwią z opuchniętej wargi i wybitego zęba. Czy Zayn mówił prawdę? Czy Harry… naprawdę będzie chciał się mną tylko zabawić i zostawić? Wiedział jak ważny jest dla mnie… W końcu mówił, że nie jest taki jakim opisuje go Zayn. Ale z drugiej strony nawet Niall mówił, że Harreh jest cholernie przystojny i wiele lasek na niego leci, a i nawet mężczyzn. Dlaczego miałby więc spędzić życie z takim nieudacznikiem losu jak ja? Nigdy go nie zobaczę, nie powiem czy dobrze wygląda, nie będę wiedział jaki dokładnie ma kolor oczu, włosów, czy ma piegi na policzkach i jak się rumieni. Byłem tylko ślepym dzieciakiem, który przez chwilę myślał, że może jednak ktoś pokocha go takiego, jakim jest. Bajeczka, no nie? Nawet nie zauważyłem, kiedy drzwi ponownie trzasnęły i przerażony Harry do mnie podbiegł. Zamknąłem oczka nie będąc w stanie nic powiedzieć. Policzek miałem cały spuchnięty i plułem krwią.
- Louis?! Lou! Co się stało? Kto Ci to zrobił? Kochanie moje…
Wyszeptał cicho a ja nie wiedziałem co mam robić, nie byłem w stanie nic powiedzieć, kiedy uchyliłem wargi poczułem przeszywający ból dziąsła. Z buźki wypadł mi ząbek a Harry jęknął i zebrał mnie do salonu na kanapę. Usiadłem posłusznie, kuląc się i pociągając noskiem, pozwalając loczkowi przyłożyć chłodny woreczek do mojego policzka. Wciąż miałem zamknięte oczka, panując nad kolejną salwą łez, ale nie wiedziałem co zrobić.
- Louis… Kto Ci to zrobił?
Zapytał cicho a ja nie wiedziałem co powiedzieć. Przecież nie powiem mu, że Zayn przyszedł i mnie uderzył, nie uwierzy mi, to był jego przyjaciel na litość boską! Znów zadrżałem , kiedy jego silne ramiona mocno oplotły moje wątłe. Byłem wykończony, Emma ułożyła swój łeb na moich nogach a ja wtuliłem się w jego ciało. Może i Harry mnie wykorzystywał, ale chciałem zapamiętać jak najwięcej, zanim zda sobie sprawę, że jestem życiową pomyłką i mnie nie potrzebuje. Loczek w końcu przestał zadawać mi pytania i po prostu tulił mnie w ramionach, nucąc kołysankę. Szybko zasnąłem, nie świadomy tego wszystkiego co działo się później. Harreh powoli mnie podniósł i zaniósł do pokoju. Kiedy się ocknąłem leżał obok mnie, nucąc coś pod nosem swoim cholernie seksownym głosem. Chwilę milczałem, po czym delikatnie zatrzepotałem sklejonymi od łez rzęsami i przekręciłem główkę w jego stronę.
- Wiesz, że musimy iść do dentysty?
Zapytał a ja pokiwałem głową. Z jego pomocą obmyłem buzię z krwi a raczej zrobił to za mnie i przebrałem się w świeże ubrania. Wzięliśmy Emmę i ruszyliśmy do samochodu.
- Louis, proszę, powiedz mi, kto Ci to zrobił?
Zapytał Harry ale pokręciłem jedynie głową.
- Nie uwierzysz mi, tak czy siak mi nie uwierzysz, więc jakie to ma znaczenie?
- Chcę wiedzieć kto cię zranił i dlaczego!
Podniósł głos, czego się przestraszyłem. Odsunąłem się jak najbliżej drzwi a Harry westchnął i zatrzymał samochód na światłach.
- Przepraszam, nie chciałem krzyczeć.
Powiedział cicho a ja pokiwałem główką i pociągnąłem noskiem, nic nie mówiąc dopóki nie dojechaliśmy do gabinetu dentystycznego. Tam ściskając nerwowo rączkę od smyczy Emmy weszliśmy do środka. Na szczęście nie było kolejki. Weszliśmy do gabinetu, nie pozwalałem Hazzie się odsunąć, nerwowo ściskając jego dłoń w swojej.
- Spokojnie, mały, będzie dobrze.
Szepnął a ja usiadłem na fotelu i zamknąłem oczka z przerażenia. Pani doktor podała mi znieczulenie i zaczęła naprawiać wszystko a ja w bólu zaciskałem palce na dłoni Harry’ego. Chłopak chyba nie potrafił na to patrzeć, pielęgniarka kazałą mu w końcu odwrócić wzrok bo zemdleje, a ja jeszcze mocniej ścisnąłem jego rączkę, aby nie przyszło mu do głowy się odsuwać. Nienawidziłem lekarzy, szczególnie dentystów i okulistów. Taka mała fobia. Kiedy było po wszystkim zapłaciliśmy za wizytę i z zimnym woreczkiem przy policzku wróciliśmy do samochodu, jednak nie miałem odwagi powiedzieć Harry’emu, że to jego przyjaciel mnie uderzył tylko po to, abym zapomniał o lokersie i dał mu skupić się na motorach.
- Louis, pytam ostatni raz: kto Ci to zrobił? I tak się dowiem, na litość boską!
Pokręciłem jednak głową i oparłem czółko o szybę, przymykając ponownie załzawione oczka.

|TWIF|

- Muszę pojechać na chwilę do domu po mój motor. Zaczekasz na mnie w domu, słoneczko?
Zapytałem cicho, kiedy wracaliśmy do domu w trójkę. Ja, Louis i Emma. To była dla mnie jedna z najlepszych chwil w życiu, Louis uśmiechał się wesoło i na prawdę cieszył z tego, że w końcu ma psa - przewodnika. Ja byłem spokojniejszy no i wreszcie mógł iść gdzieś sam, bez kogoś kto truł by mu głowę o to aby uważał na siebie i mówił mu co się dzieje wokół. Zdawałem sobie sprawę, że jestem dla niego czasem uciążliwy, bo nie wiem jak zachować się w niektórych momentach. Uśmiechnąłem się promiennie, gdy Lou się zgodził zaczekać na mnie i mocniej ścisnąłem jego rączkę, po czym otworzyłem drzwi do jego domu. Aby mieć pewność, że nic mu nie będzie, posadziłem go w salonie, okrytego kocykiem. W kuchni zaparzyłem jego ulubioną, jabłkową herbatę oraz na talerzyk wyłożyłem oero, które jak wiedziałem także uwielbiał. Emma uważnie śledziła każdy mój ruch, jakby i mnie musiała pilnować.
- Wrócę jak najszybciej.
Obiecałem, całując go lekko i wyszedłem z domu. Szybkim krokiem ruszyłem pustymi uliczkami do domu, a raczej do miejsca, w którym kiedyś, jeszcze nie tak dawno temu mieszkałem. To przygnębiające, ale niestety – prawdziwe. Rozejrzałem się po znajomej mi, sąsiedzkiej okolicy. Starsza pani, której zawsze pomagałem nosić zakupy, pani Albert i jej kilkuletnia córka, którą opiekowałem się gdy brakowało mi kilku groszy i chciałem zarobić, pan Fredenson ze swoim psem - buldożkiem francuskim Pantenonem - który w zasadzie kulał się a nie szedł. Byłem niemal pewny, że ten pies ma lepsze menu niż ja. Westchnąłem cicho, zdając sobie sprawę iż widzę to prawdopodobnie ostatni raz. Ta ulica już nigdy nie będzie mogła nosić miana 'mój dom' i... dopiero teraz poczułem to silne uczucie w sercu, kiedy czujesz że chcesz płakać ale wiesz, że nie możesz. Zatrzymałem się kilka metrów od drzwi i wziąłem głęboki oddech, po czym zapukałem w jasne drewno z numerem 114. Mama otworzyła mi je z dziwnym wyrazem twarz i chyba chciała coś powiedzieć, jednak byłem pierwszy. Na prawdę nie miałem ochoty wdawać się w niepotrzebne nikomu dyskusje, w końcu sami kazali mi się spakować i wyjść, nie wracać. Więc nie wrócę. Jak chcieli.
- Wezmę tylko motor i możecie o mnie zapomnieć.
- Harry...
- Nie. Wezmę motor i znikam.
Przerwałem jej, po czym przeszedłem przez korytarz, wchodząc do garażu. Otworzyłem od środka drzwi i wyjąłem z kieszeni kluczki, po czym wkładając je do stacyjki, wsiadłem na ścigacz. poprawiając kask na głowie, posłałem rodzicielce ostatnie, sarkastyczne spojrzenie i ruszyłem w stronę domu Louis'ego, a teraz także mojego. Na jakiś czas. Usilnie przy tym hamowałem łzy smutku w oczach, starając się skupić na pustej mimo wszystko drodze przede mną. Obrzeża miasta nigdy nie tętniły tak życiem jak centrum, to było w tym wszystkim dobre. Cały czas miałem jednak złe przeczucia, chciałem być jak najszybciej przy moim ukochanym, mieć pewność że nic sobie przypadkowo nie zrobił. Minąłem kilka przecznic i zaparkowałem na podjeździe. Wszedłem do domu, otwierając usta by krzyknąć głośne 'Już jestem' kiedy... Boże, to był chyba najgorszy widok pod słońcem. Aż zachłysnąłem się powietrzem. Louis leżał pod ścianą skulony, cały drżał i płakał, słyszałem to wyraźnie. Obawiałem się takiego widoku ale cały czas spychałem to na dalszy plan moich myśli, nie wierząc, że coś mu się może stać. Miałem nadzieję, że to tylko moja chora wyobraźnia, a on będzie spokojnie siedział na kanapie w salonie, okryty kocem w kratkę, z kubkiem herbaty w dłoniach i słuchając muzyki. Miałby zamknięte oczka i uśmiech na buzi, rozkoszując się cichymi dźwiękami. Wtedy zakłóciłbym mu ciszę czułym pocałunkiem i spędzili tak przytuleni resztę dnia, dopóki nie wróciłaby jego mama i musielibyśmy zachowywać się jak zwykli przyjaciele. Zamiast tego podszedłem bliżej i uniosłem jego buzię, po czym jęknąłem, widząc łzy wymieszane z krwią. On krwawił, moje serce pękło na kawałki bo coś mu się stało, a ja go nie ochroniłem. Pieprzony motor, nie powinienem go zostawiać samego, powinienem tu być i go obronić, ale jakiś głupi motor był dla mnie ważniejszy!
-  Louis?! Lou! Co się stało? Kto Ci to zrobił? Kochanie moje…
Zacząłem, podnosząc go i przenosząc powoli do salonu, po czym sadzając na kanapie. Przyniosłem szybko woreczek lodu, szklankę wody oraz miseczkę i pomogłem mu przepłukać usta a następnie, widząc jego ząbek zacisnąłem szczękę. Wybili mu ząbek. Raz zrobiłem sobie taki numer na treningu, cholernie bolało, a on czuje mocniej niż ja. Czułem już jak po policzkach cieknął mi łzy. Nienawidziłem, kiedy cierpiał, a teraz cierpiał przeze mnie. Przyłożyłem do policzka chłodny okład i usiadłem obok, wolną ręką łapiąc jego dłoń.
- Louis... Kto ci to zrobił?
Mężczyzna jednak unikał odpowiedzi jak ognia, co mi się nie podobało, ale nie miałem na to wpływu.
- Chodź, musimy jechać do dentysty.
Zauważyłem i pomogłem mu przejść do samochodu. Odpaliłem silnik gdy zapiąłem mu pas i wyjechałem z podjazdu, kierując się do gabinetu stomatologicznego.
- Louis, proszę, powiedz mi, kto Ci to zrobił?
Zapytałem cicho, jednak Louis uparcie pokręcił głową, czym doprowadzał już mnie do szału. Chciałem mu pomóc!
- Nie uwierzysz mi, tak czy siak mi nie uwierzysz, więc jakie to ma znaczenie?
Spytał a ja zacisnąłem mocniej palce na kierownicy, jednak i to nie pomogło w opanowaniu nerwów.
- Chcę wiedzieć kto cię zranił i dlaczego!
Podniosłem głos, przez co Lou wycofał się, przerażony. Wziąłem kilka głębokich wdechów, hamując gdy zmieniło się światło i ponownie na niego spojrzałem.
- Przepraszam, nie chciałem krzyczeć.
Zapewniłem go, ze skruchą w głosie. Po chwili dojechaliśmy do gabinetu. Wyprowadziłem go i posadziłem na fotelu dentystycznym.
- Spokojnie mały, będzie dobrze.
Zapewniłem go i pocałowałem w czółko, by się uspokoił i nie denerwował tak bardzo. Złapałem go za dłoń, a gdy mocno ją zaczął ściskać, stłumiłem jęknięcie. Nie potrafiłem też oderwać wzroku od tego co robiła pani doktor, przez co byłem bardzo blady. Co ja na to poradzę? Widok krwi zawsze mnie mdlił, dodatkowo nienawidziłem lekarzy, dentyści byli na czele listy znienawidzonych przeze mnie lekarzy, a specyficzny zapach przyprawiał mnie o zawroty głowy.
- Panie Styles, proszę nie patrzeć, nie chcę pana zaraz zbierać z ziemi.
Powiedziała a ja dopiero wtedy odwróciłem główkę i wbiłem spojrzenie zielonych tęczówek na widok za oknem. Czułem, jak moje wnętrzności się wywracają i żołądek zawiązuje w ciasny supeł, pchając jego zawartość do mojego gardła. Zacisnąłem wargi w wąską linię i przymknąłem oczka, by powstrzymać odruch wymiotny. Byłem też pewny że straciłem wszystkie kolory na twarzy. Lou ściskał wciąż moją dłoń, ale już nie długo wszystko się skończyło i  końcu  zapłaciłem za zabieg. Obejmując ukochanego w pasie, ruszyliśmy do auta, by wrócić do domu.
- Louis, pytam ostatni raz: kto Ci to zrobił? I tak się dowiem, na litość boską!
Powiedziałem, na prawdę przestraszony tym, co się stało a on wciąż milczał w tej kwestii. Bałem się o niego, bałem się, ze stanie się mu coś poważniejszego, że ktoś go skrzywdzi jeszcze mocniej, czego bym nie przeżył. Nienawidziłem kiedy cierpiał, to było dla mnie okropne. Nie mogłem też znieść myśli, że to mogła być moja wina. Tylko kto byl na tyle bezczelny żeby pobić Lou w jego własnym domu?! Zatrzymałem się pod budynkiem i wyprowadziłem Lou. Emma już wariowała gdy go nie było, a ja zagryzłem wargę. Poprowadziłem go do pokoju i położyłem na łózko, obiecując że jak zaparzę mu melissę to wrócę. Ruszyłem do kuchni zostawiając go z psem i oparłem się dłońmi o blat, czekając aż woda w czajniku elektrycznym się zagotuje. Wbiłem wzrok w granatowy kubek z białą otoczką tylko po to, by po chwili przymknąć zapłakane oczka. Na prawdę nie chciałem by Louis'emu coś się stało, a wszystko wskazywało na to, że utrzymanie jego bezpieczeństwa będzie bardzo trudne. Nie mniej też wiedziałem iż zrobię wszystko, aby Lou już nic się nie stało. Był mój. Mój. Nie mogę pozwolić by cierpiał. Kiedy woda się zagotowała, zalałem torebeczkę melisy i wróciłem do pokoju, jednak chłopak spał spokojnie, wtulony w poduszkę. Zostawiłem więc kubeczek na stoliku i wyszedłem, gdy usłyszałem zamykane drzwi. Spojrzałem na mamę ukochanego i wiedziałem, że jestem jej winny wjaśnienia, nawet jeśli nie wie jeszcze co się stało i w jakim stanie jest jej synek.
- Pani Tomlinson muszę z panią poważnie porozmawiać.
Zacząłem a gdy kobieta zauważyła moją powagę oddelegowała bliźniaczki do swojego pokoju. Usiedliśmy w kuchni a ja nerwowo zacząłem bawic się kubkiem swojej herbaty, nie wiedząc od czego powinienem zacząć.
- Co się stało, Harry?
Zapytała a ja przygryzłem ponownie dolną wargę. Dopiero po chwili podniosłem wzrok z pomarańczowego kubeczka na nią.
- Musiałem wyjść dzisiaj po motor. Lou był sam, znaczy z Emmą, ale ktoś przyszedł i... Pobił go, znaczy nic wielkiego oprócz wybitego zęba nie ma, ale... Wiem, że to moja wina, że mógł się ktoś zemścić za mnie, a on nie chce mi powiedzieć, kto to zrobił.
Skończyłem mówić i przeniosłem ponownie wzrok na ciecz w kubeczku. Kobieta chwilę milczała, a ja wiedziałem, że to wszystko moja wina, przez co czułem się cholernie źle. I byłem pewny jednego - dowiem się, kto to zrobił za wszelką cenę.
- Nie wiem, dlaczego ani kto to zrobił, Harry. Postaram się z nim porozmawiać i dowiedzieć się kto to zrobił, dlaczego i wszystko Ci powiem, okej? Nie wiń się, nie mogłeś nic przewidzieć, to nie jest Twoja wina. Boli mnie tylko fakt, że ktoś był tak bezczelny by zaatakować niepełnosprawnego nastolatka w jego własnym domu.
Pokiwałem lekko głową i przeczesałem palcami włoski, upijając łyk picia.
- Emma złapała go za rękę zębami, pewnie chciała obronić Lou. Mam kawałek materiału, ale jest cały od śliny psa, pewnie na nic się nie przyda.
Zauważyłem cicho i wstawiłem pusty już kubek do zlewu. Potarłem buzię dłońmi i chciałem wrócić do śpiącego Louis'ego, kiedy zatrzymała mnie jeszcze jego mama.
- Harry zaczekaj, proszę chwilkę.
Usiadłem posłusznie na krześle, patrząc na kobietę niepewnie. Zmarszczyłem lekko nosek po czym splotłem razem dłonie.
- Czy ty i Louis... Jesteście razem?
Zapytała spokojnie, a ja zbity z pantałyku nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Czy zaakceptowałaby to?
- Ja...
- Spokojnie, Harry. Wiem, że Louis cię kocha i nie mam nic przeciwko temu, jeśli bylibyście razem.
Zaznaczyła, a ja odetchnąłem cicho. Kamień spadł mi z serduszka, kiedy powiedziała, że nie ma nic przeciwko temu. Pokiwałem lekko głową i znów odgarnąłem loczki z buzi, podnosząc na nią soczyście zielone oczka.
- Tak, jesteśmy z Louis'im razem. Tak oficjalnie od dzisiejszego ranka.
Przytaknąłem po chwili i uśmiechnąłem się niepewnie. Widząc jej radość na prawdę bardzo się zdziwiłem. Chyba jednak nie miała nic przeciwko temu, że Louis znalazł sobie chłopaka - a nie dziewczynę.
- Pani Tomlinson....
- Jay.
Poprawiła mnie, a ja delikatnie pokiwałem główką i od razu zacząłem ponownie.
- Jay, nie jesteś... zła, że Twój syn ma chłopaka a dziewczynę?
Zapytałem zaskoczony, a ona uśmiechnęła się do mnie ciepło, jakbym pytał o to, ile słodzi herbatę.
- Harry... Cieszę się, że jesteście szczęśliwi. Nie ma dla mnie znaczenia z kim, póki nie jest starszy od niego dwa razy i dobrze się nim opiekuje. Cieszę się, że jesteście razem. Wiem, że bałeś się mi o tym powiedzieć, bo podejrzewam, że przez to Twoja mama pozbyła się Ciebie z domu. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego to zrobiła, ale wiedz jedno, dobrze? Tutaj zawsze będziesz miał dom, niezależnie od wszystkiego.
Zapewniła mnie, a ja pokiwałem lekko głową i posłałem jej delikatny uśmiech. Na prawdę poprawiło mi to znacznie humor. Była złotą kobietą, nie dość, że dbała o Lou, to jeszcze była dla mnie jak matka. W oczkach znów błysnęły mi łzy, które jednak szybciutko zahamowałem, nie chcąc by się ujawniły, nie potrzebowałem tego w tym momencie.
- Bardzo się cieszę, dziękuję pani Tom… Jay. Jesteś cudowna.
Powiedziałem cicho i podniosłem się powoli. Potargałem czekoladowe loki i posłałem jej wdzięczny uśmiech. Kiedy rozłożyła ręce przytuliłem się lekko i przymknąłem powieki. Potrzebowałem takiego matczynego uścisku, jakiego już dawno nie otrzymałem.
- Pójdę do Lou.
Powiedziałem i uśmiechnąłem się lekko spinając głową, po czym wyszedłem z kuchni i ruszyłem cicho do pokoju ukochanego chłopaka, zamykając za sobą drzwi, by krzyki bawiących się bliźniaczek nie obudziły mojego maleństwa. Zbliżyłem się do łóżka i usiadłem na jego brzegu, gładząc Boo po policzku. Chłopak zamruczał cicho i uchylił powieki. A więc już nie spał, ciekawe jak długo.
- Harry?
Zapytał swoim zaspanym głosem, wciąż nieco niewyraźnie po znieczuleniu, a ja uśmiechnąłem się, widząc jego zdrowe wypieki na policzkach, śpiochy w kącikach oczu i rozgardiasz na głowie. Wciąż miał jednak rozciętą wargę oraz siny ślad pięści na szczęce, przez co dziwna siła ścisnęła mnie za serduszko i nie wiedziałem do końca jak mam to zatrzymać. Bardzo bolało, po raz pierwszy tak bardzo przejmowałem się czyimś szczęściem i nie byłem pewny, że jestem osobą, która należycie zajmie się Louis'im. Chciałem nią być, jednak nie wiedziałem, czy podołam. Nie mogłem go jednak teraz zostawić, oboje cierpielibyśmy za bardzo w takiej sytuacji!
- Tak, to ja.
Przytaknąłem cicho na jego pytanie i pocałowałem go delikatnie w czółko i w zdrowy policzek.
- Masz na coś ochotę, promyczku?
Zapytałem, ale pokręcił głową i wyciągnął rączki, żeby się przytulić. Uniosłem lekko jego ciało, jednocześnie pozwalając mu przytulić się do mojej szyjki i chwilę tak trwaliśmy.
- Powiedziałem twojej mamie.
Oznajmiłem mu po chwili, wciąż mając nosek wtulony w jego kosmyki włosów i napawając się ich zapachem.
- Co?
Zaskoczony odsunął się, a ja jęknąłem bezgłośnie, wciąż panicznie potrzebując jego kontaktu, jego ciała przy moim i słodkiego oddechu na skórze. Jak banalnie to brzmi?
- No… O mnie, o tobie, o pobiciu…
Zacząłem nieskładnie.
- Powiedziałeś mamie, że Z…. że mnie pobili?
Z?! Jaki Z do cholery?! Już byłem tak blisko dowiedzenia się wszystkiego, cholera jasna.
- Tak, powiedziałem. I o tym, że jesteśmy razem także.
Przytaknąłem zrezygnowany i pocałowałem go lekko w nosek.
- Kochanie, proszę… Powiedz mi, kto Ci to zrobił…
Jęknąłem ale on pokręcił przecząco głową, nie pozwalając mi dać sobie jakkolwiek pomóc. A jak to się powtórzy? Nie chcę odwiedzać go w szpitalu.
- Nie, Harreh, nie chcę…
Powiedział cicho, mocniej przytulając się do mojego ciała, a ja westchnąłem cicho. Chwilkę milczeliśmy, aż w końcu chłopak znów się odezwał.
- Poczytasz mi?
Spojrzałem na niego i przytuliłem go mocniej.
- Jasne. Skończymy „Eragona”?
Zapytałem, a kiedy pokiwał lekko głową, objąłem go ramionkami i przytuliłem ponownie, całując w głowę. Sięgnąłem książkę z półki i otworzyłem na ostatnio skończonym momencie. Usiadłem obok tak, że Louie leżał na mojej klatce piersiowej i zacząłem czytać uspokajającym głosem. Widziałem że Lou mimo wszystko wciąż jest zmęczony. Zanim jednak zaśnie, przypomniało mi się o kropelkach.
- Gdzie idziesz?
Zapytał a ja wziąłem z półeczki mały flakonik leków.
- odchyl główkę.
Powiedziałem cicho i zakropiłem mu oczka jak ostatnio. Kiedy zamrugał i je zamknął pocałowałem go czule w policzek.
- Przyniosłam wam budyń.
Powiedziała po chwili mama podając nam miseczki, a za jej nogami schowały się dwie dziewczynki. Uśmiechnąłem się do nich ciepło.
- Jak się cujesz lou?
Zapytała Daisy a Boo uśmiechnął się ciepło w stronę głosu. Kucnął, odstawiając na bok miseczkę, wyciągając rączki. Po chwili siostry przytuliły się do brata. Uśmiechnąłem się lekko na ten widok i przytrzymałem Emmę aby nie zakłóciła tego obrazka.
- Dobrze się czuję, dziewczynki.
Szepnął chłopak, całując obie w główki i puścił je do mamy. Po chwili Emma podeszła do Lou i lekko szturchnęła nosem, na co ponownie się uśmiechnąłem. Mama pocałowała Lou w głowę i zgarniając bliźniaczki wyszła, a my wróciliśmy na łóżko z Emmą w nogach. Powoli zjedliśmy przyniesiony budyń czekoladowy i wróciliśmy na łóżko.
- Czytać dalej?
Kiedy pokiwał zamyślony głową, wróciłem do przerwanej lektury.
- Harry?
Usłyszałem po kilkunastu minutach cichy głos przysypiającego chłopaka.
- Tak?
Szepnąłem, odkładając na bok książę i przeczesując jego włoski palcami. Wyglądał tak słodko, jak zasypiał! Jak mały aniołek.
- Zayn…
- Co Zayn?
Zapytałem, marszcząc słodko nosek.
- Zayn to zrobił…
Wyszeptał już chyba nieświadomy, zasypiając na moim ciele. Spiąłem się w szoku. Wiedziałem, że Lou nie kłamie, teraz mówił całą prawdę nawet o tym nie wiedząc, jak pijany. Spojrzałem na niego wielkimi oczkami, ale spał spokojnie, nieświadom tego, że się wygadał. Tylko jak Zayn mógł to zrobić? I przede wszystkim: dlaczego?!

15 komentarzy:

  1. To jest niesamowite! Uwielbiam ten rozdział, jednak Zayn mnie tu bardzo zaskoczył... nie rozumiem jego zachowania... hipokryta pieprzony >.<
    Co do przebiegu akcji nie mam żadnych uwag, ale jednak jest coś co mnie minimalnie drażni.
    Za dużo zdrobnień, nie lubię zbyt wielu zdrobnień w opowiadaniu. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. YAYYYYYYYYYYYY! W końcu! A już myślałam, że wyjdzie mi kolejny prima aprilis... :D Boże kocham cię! Za to, że dodałaś rozdział, i za to, że tak genialnie piszesz... aż sama nie wiem, co powiedzieć. Gaaaad. Ten rozdział, boże, ile ja na niego czekałam, ile już sobie wymyśliłam scenariuszy, co by się mogło stać. Ale ci powiem, zaskoczyłaś mnie! Zayn, mój Zayn, skurwiel jebany... xdd Początek rozdziału słodki, taki jejj, miłość to nie moje klimaty, ale i tak to mnie zawsze chwyta, jak to czytam. Po prostu 'jejj'! <3 Ale ten Zayn... zniszczył mój dobry nastrój! Co za cham! Wgl... nie wiem, nie wiem jak mogłaś mi to zrobić ;c Mój Zayn, mojego Louisa... Wiem, że to było konieczne, żeby jakoś akcje wprowadzić, ale no jejj, moje feels mnie wykończą! Nie podobało mi się to. Nawet próbowałam to sobie wyobrazić, i jakoś nie umiem. Jeszcze ten koniec, kurde, wiedziałam, że tak skończysz! Harpio jedna! :D Teraz spodziewam się jakiejś fajnej akcji ze strony Harolda, a co!:D Powiem ci, że mnie zaskoczyłaś, ale pozytywnie. Nadal nie kumam, skąd masz we 'łbie' tyle pomysłów. G E N I A L N E ! Mam tylko nadzieję, że na kolejny n ie trzeba czekać tak długo, jak na ten ;c ? Buźka ode mnie, i lanego! :D <3 ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj nie wiem czy dłużej bo wiesz, koniec roku się zbliża a moje oceny są moooocno złe -.- Cieszę się, że się podobało, reakcja Haz jak Haz... Czekaj na Nialla! xD

      Usuń
    2. Beznadziejny?! To jest zajebiste! Czytałam cały z zapartym tchem, a przynajmiej od momentu pobicia Lou. Reakcja Hazzy na widok pobitego i krwawiącego Louisa była słodka, bardzo podoba mi się taki opiekuńczy Hazz. Biedny Lou, nie mógł nic zrobić, teoretycznie mógł ale to by tylko pogorszyło sprawę bo Zayn i tak jest od niego silniejszy. Na kego miejscu bałabym się wkurzunego Harry'ego, bo taki to chyba jest zdolny do wszystkiego. Głupi Zayn! Jak on mógł pobić bezbronnego Lou?! On jest nienormalny! Już czekam na reakcję Niall'a na wieść że jego chłopak pobił jego najlepszego przyjaciela. A może on był w zmowie z Zayn'em i o wszystkim wie..? Chociaż mało w to wierzę, Niall nie jest zły. On by się na to nie zgodził, za bardzo jest związany z Lou. Mam nadzieję że Boo już nie oberwie i będzie z nim dobrze a Hazz o niego zadba. Może rodzice Loczka pogodzą się z tym że Harry woli chłopców i będą się dogadywać.. nie liczę że nastąpi to szybko ale może kiedyś...
      Tak jak zauważyła osoba przede mną, pojawia się bardzo duźo zdrobnień, trochę za dużi. Poza tym jest idealnie.
      Komentarz byłby dłuższy gdyby nie to że niechcący cały usunęłam i musiałam pisać od nowa. Czekam na następy rozdział! WENY i do napisania! Love ya! <33

      Usuń
    3. Taa.. niestety to znam ;c Ej dobra bo ja ci tu zawalam miejsce moimi komentarzami. Mam nadzieję, że wyjdziesz dobrze z ocenami, też muszę się za to w końcu wziąć... ;/ No ale może znajdziesz czas na rozdział kiedyś :D Buźka :*

      Usuń
    4. Aaa tam, nikt inny nie komentuje jak widać, a tak to chociaż mam ten fajny licznik 7 komentarzy i mam tą chwilową radochę ;>

      Usuń
  3. Świetne to opowiadanie, tylko (nie chcę tu być nie miła ani nic..) postaraj sie ograniczyć zdrobnienia, bo troszkę dziwnie się czyta. No i mam nadzieję, że 1)szybko dadasz kolejny rozdział, 2) rozdziałów będzie więcej niż 7? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, te zdrobnienia...Poprawię się! To przyzwyczajenie :c

      Usuń
  4. ile będzie rozdziałów? to opowiadanie jest świetne, czekam z niecierpliwością na następny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wiem, ale chylę się już ku końcowi, tak myślę.

      Usuń
  5. tak sobie wpadłam, spytać jak tam dzionek :D i ewentualnie, jak i czy wgl idzie pisanie rozdziału? :) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle mi nie idzie pisanie rozdziału, mam ostatnio jakieś dziwne wahania organizmu i chyba będę chora. Paradoks mojej choroby jest taki - mam masę pomysłów i nie chce mi się pisać. Więc nie mam pojęcia kiedy pojawi się nowy. Myślę też nad zawieszeniem tego jak i WOA Co najmniej do moich urodzin, więc... Nie wiem, zobaczymy czy coś mi się uda, mam dużo nauki w szkole (jakbym się jeszcze uczyła, fajnie by było)

      Usuń
    2. Ojej biedna :* Znam ten ból... ja sama już mam dosyć. Szczególnie dzisiaj, najgorszy dzień od dłuższego czasu... A kiedy te urodziny? :D Wiesz, nie namawiam cię, ani nic. Może przerwa dobrze ci zrobi. Ja tu poczekam cierpliwie na wymierne efekty! :)

      Usuń