Od autorki: Wiem, że ten rozdział jest beznadziejny. Tak jak pogoda na wiosnę. Ale mam ostatnio nie najlepszy czas i... liczę o wyrozumiałość. Także miłego czytania wam życzę, mam nadzieję, że nie jest tak zły jak mi się wydaje.
~*~
Obudziłem się otulony słodkim
zapachem jabłek i cynamonu, a także zapachem ciała Harry'ego. Po chwili także
dotarło do mnie, że jego silne ramiona ciasno oplatają moje o wiele słabsze, a
jego gorący oddech tańczy w moich kosmykach włosów. Uśmiechnąłem się mimowolnie,
bo zdałem sobie sprawę, iż znajduję się w ramionach mojego chłopaka. Bo… jest
moim chłopakiem prawda? Niby nie uzgadnialiśmy jeszcze nic co do tego, ale...
całowaliśmy się i... To chyba oznacza, że jest moim chłopakiem, prawda?
Zaczynałem się już powoli w tym gubić, a w zasadzie bardzo gubić, pierwszy raz
byłem w tak niepewnej sytuacji jak teraz i nie miałem pojęcia co w zasadzie
powinienem zrobić w takich okolicznościach. Schowałem bardziej nosek w jego
szyjkę, a po chwili usłyszałem, jak głębiej wciąga powietrze i wypuszcza je z
cichym mruknięciem. Otworzyłem oczka i
spojrzałem na niego ślepymi oczkami. Tak bardzo żałowałem teraz, że nie mogę go
zobaczyć, że to aż bolało! Na moje wargi wpłynął jednak delikatny uśmiech,
kiedy usłyszałem jego głos i poczułem jego usta na swoich.
- Dzień dobry, Boo.
Szepnął, na co zachichotałem. Na żywo
miał jeszcze piękniejszy głos po przebudzeniu, niż jak słuchałem go przez
telefon zaledwie... wczoraj. To zabawne. Przerażające, ale zabawne.
- Dzień dobry, Harreh.
Odpowiedziałem równie cicho i
zacisnąłem paluszki na jego koszulce, wciąż z uśmiechem błądzącym na
delikatnych ustach. W chwilę potem jego usta ucałowały moją głowę, a po plecach
przeszedł mi bardzo przyjemny dreszcz.
- Harry czy…
Zacząłem, nie będąc pewny swoich
słów. Wtuliłem się w niego mocniej, a on tylko ścieśnił swój uścisk wokół mnie.
- Tak, Louis? Czy co?
Zapytał a ja na chwilkę straciłem
główny wątek. Boże, czy on musiał mieć z rana aż tak seksowny głos? Nie mogłem
się na niczym skupić. Wziąłem głębszy wdech i znów zacząłem mówić, mniej pewnie
i nieco drżącym głosem.
- Czy… jesteś moim chłopakiem?
Cisza. Przez chwilę panowała idealna
cisza, przerywana naszymi oddechami. W mojej głowie zaczęły powstawać czarne
scenariusze jak Harry odpycha mnie, zaczyna się śmiać i odchodzi, jak mówi, że
nie jestem jego wart.
- A chciałbyś, żebym nim był?
Zapytał a mi serduszko znów mocniej
zabiło. Jakie on zadaje głupie pytania, jakbym mógł nie chcieć?
- Tak.
Szepnąłem, unosząc lekko głowę by
mógł spojrzeć na moją twarz. Na chwilę jego wargi zostały przyciśnięte do
mojego czoła, po czym cichy głos dotarł do moich uszu.
- Dobrze, Louis. W takim razie jestem
Twoim chłopakiem.
Zgodził się, a moje serce wywróciło z
tej radości fikołka. Na wargach pojawił się wesoły uśmiech, byłem chyba
najszczęśliwszym chłopakiem na Ziemi w tym momencie.
- To wspaniale.
Szepnąłem, chowając buzię w jego
szyjce.
- Louis?
- Tak?
Wymruczałem cicho w jego skórę, nie
chcąc się odsuwać. Było mi ciepło i czułem się bezpiecznie.
- Czy to oznacza, że jesteś mój?
Zapytał, a ja znów szeroko się
uśmiechnąłem.
- Tylko twój.
Zapewniłem go, unoszą buzię. Po
chwili jego wargi spotkały się z moimi. Odwzajemniłem czułego buziaka,
delikatnie układając chłodną dłoń na jego karku. Zadrżał na ten gest ale nie
pozwolił mi się odsunąć.
- Moja jagodowa muffinka.
Wyszeptałem w jego usta, za co
dostałem słodki chichot i kolejnego buziaka. To nigdy mi się nie znudzi! W
końcu jednak wstaliśmy z łóżka i zeszliśmy do kuchni. Mama z dziewczynkami była
już poza domem. Usiadłem na krześle a Harry zabrał się za robienie śniadania.
Mmmm… Wyczułem jajecznicę, co mi poprawiło humor.
- Harreh?
Zmiękczyłem celowo jego imię, będąc
świadom jak bardzo to lubi. Po chwili poczułem na ramieniu dłoń.
- Tak, Louie?
Zapytał, lekko zaciskając palce na
moim ramieniu. Skierowałem główkę w jego stronę, jakbym chciał na niego
spojrzeć. Bardzo chciałem móc na niego spojrzeć.
- Pójdziemy dzisiaj po tego psa?
Zmarszczyłem słodko nosek, czując
jego wargi na swojej głowie.
- Jeśli masz ochotę, po śniadaniu
możemy się po niego przejść, to nie daleko.
Zgodziłem się i po chwili zabrałem za
pyszną jajecznicę. W końcu też wziąłem prysznic i Harry wybrał dla mnie rzeczy.
Ubrałem się więc w jak powiedział czerwone spodnie i białą koszulkę w czarne
paski, po czym pozwoliłem mu ułożyć swoje włosy. Nie rozumiałem jednak po co, w
końcu i tak wieje i mi się potargają, ale jak lubi, to niech robi. W końcu i on
się ogarnął, po czym trzymając się za ręce wyszliśmy z domu.
- Harry… Myślisz, że Zayn mnie
polubi? Nie chcę być przeszkodą w waszej przyjaźni.
Zacząłem cicho, mocniej zaciskając
paluszki na jego ręce. Uspokajająco pogładził mnie po dłoni i pocałował w
skroń.
- Na pewno, Louis. Ciebie nie da się
nie lubić.
- Właśnie, że się da. Nikt mnie nie
lubi. Oprócz ciebie i Nialla.
Poskarżyłem się, ale chłopak
zatrzymał się i mocno mnie przytulił, całując w czubek głowy. Schowałem się w
jego klatce piersiowej i zamknąłem oczka, zaciskając jednocześnie paluszki na
koszulce.
- Kochanie…
Zadrżałem na to określenie. Byłem
jego kochaniem, teraz oficjalnie byłem jego. Chyba dopiero to zrozumiałem, że
on… lubi mnie bardziej.
-… Jeśli Cię nie lubią za to, że
jesteś jaki jesteś, to są hipokrytami. Kocham Cię, rozumiesz? Kocham Cię
najbardziej na świecie, z każdą Twoją wadą i zaletą.
Wyszeptał a ja odsunąłem się próbując
odnaleźć jego buzię wzrokiem, co oczywiście mi nie wyszło. Poczułem na
policzkach łzy, które Harry starł swoim kciukiem.
- Ja Ciebie też kocham.
Wyszeptałem w końcu i wtuliłem się
ponownie w jego szyjkę. Przytulił mnie do siebie mocniej i ucałował delikatne
wargi.
- Chodźmy, Louie. Muszę jeszcze
odebrać mój motor z…
Urwał, a ja pokiwałem głową, nie
każąc mu skończyć.
- Nie ma sprawy, chodźmy.
Wyszeptałem i ruszyliśmy ponownie w
drogę do ośrodka szkoleniowego psów – przewodników. Splotłem mocniej jego palce
ze swoimi i westchnąłem cicho. Żaden z nas nie odezwał się do końca trasy.
Harry zadzwonił dzwonkiem i objął ramieniem mój pas. Czułem się teraz o wiele
pewniej. Po chwili kobieta otworzyła nam drzwi i uśmiechnęła przyjaźnie.
- Dzień dobry!
Przywitała się radośnie, przez co i
ja się uśmiechnąłem szeroko. Miała w głosie coś takiego, że od razu ją
polubiłem.
- Dzień dobry. Chcielibyśmy psa
przewodnika.
Powiedział Harry a ja lekko pokiwałem
głową.
- Dla pana?
- Tak.
A więc musiała skinąć na mnie.
Cholerna ślepota, nie wiem co się dzieje wokół mnie.
- Oczywiście, zapraszam.
Harry poprowadził mnie przez próg i
wciąż objęci ruszyliśmy za kobietą. Wyczułem wyraźną woń psów, usłyszałem też
szczekanie z jakiegoś budynku. Weszliśmy do niego i od razu odgłos szczekania
był wyraźniejszy.
- Proszę tędy. Mamy obecnie osiem
wyszkolonych psów i cztery w treningu.
Dodała, by umilić nam drogę i nieco
zapoznać z sytuacją. Zmarszczyłem zabawnie nosek, czując coraz bardziej
charakterystyczny zapach. Po chwili jakieś drzwi się otworzyły i stanąłem kiedy
Harry mnie zatrzymał.
- Gdzie jesteśmy?
Zapytałem, podnosząc głowę na
wysokość twarzy mojego chłopaka. Swoją drogą jak to cudownie brzmi.
- Tu są wytrenowane już psy. Mamy
trzy psy i osiem suń, mam nadzieję, że załapie pan więź z którymś z pupilów.
Można otworzyć klatkę i zapoznać się z każdym, będę w pokoju obok.
Poinstruowała nas i wyszła, a Harry
poprowadził mnie do pierwszej z nich.
- Jak ja mam wybrać coś, czego nie
widzę?
Jęknąłem ale posłusznie kucnąłem obok
Harry’ego, po chwili tracąc równowagę i lądując na tyłku.
- Aua… To nie jest zabawne.
Jęknąłem, zbierając się z ziemi,
niezadowolony z rozbawienia ukochanego, jednak mimowolnie sam się lekko zaśmiałem.
Kucnąłem ponownie łapiąc równowagę i wysunąłem dłoń. Harreh otworzył klatkę i
poprowadził moją rękę, a psiak szturchnął ją zimnym nosem i polizał dla odmiany
ciepłym językiem. Pogładziłem go po głowie, miał krótką i szorstką sierść, nie
był to ten pies, jakiego szukałem. Przeszliśmy dalej, pogłaskałem i pobawiłem
się z kilkoma aż Harry nie otworzył klatki z sunią. Wysunąłem dłoń, pod którą
od razu wsunęła głowę. Miała dłuższe, kręcone i miękkie kudły. Nagle też
poczułem jej łapkę na kolanie która została zastąpiona dość ciężkim pyszczkiem
i już wiedziałem, że chcę tego a nie innego psa.
- Harry.. Ten.
Powiedziałem, a chłopak poszedł po
pannę Winston. Po chwili przyszła z papierami i wyczułem w jej głosie, że się
uśmiecha.
- To Goldendoodle. Trzyletnia sunia o
imieniu Emma. Jest pan pewny, że chce właśnie ją?
Pokiwałem energicznie głową,
uśmiechając się cały czas. Byłem tego pewny jak niczego innego. No może oprócz
tego, że kocham Hazzę, ale inna sprawa. Harry wypisał potrzebne dokumenty i już
po chwili, po uściśleniu odpowiedniej opłaty ściskałem w dłoni specjalną smycz
by wyczuć nawet najmniejszy ruch psiaka. Byłem radosny jak chyba jeszcze nigdy,
w jednej ręce dzierżąc metalową uprząż a druga mając splecioną z dłonią
ukochanego mężczyzny. Ruszyliśmy ponownie do domu, kiedy usłyszałem głos
Styles’a.
- Muszę pojechać na chwilę do domu po
mój motor. Zaczekasz na mnie w domu, słoneczko?
Uśmiechnąłem się na to pieszczotliwe
określenie i potrząsnąłem energicznie główką.
- Jasne, zaczekam kochanie.
Wyszeptałem z delikatnym uśmiechem i
przytuliłem się do jego boku. Naprawdę nie chciałem, aby kiedykolwiek to
wszystko się kończyło, kochałem go i miałem wrażenie, że tak już będzie do
końca naszego życia. A przynajmniej miałem taką nadzieję, że już do końca swoich
dni zostaniemy razem. Po kilku minutach doszliśmy do domu. Harreh posadził mnie
w salonie i przyniósł herbatę oraz ciasteczka. Chyba chciał mieć pewność, że
pod żadnym pozorem nie ruszę się z mojego miejsca do czasu kiedy wróci.
Pokiwałem rozbawiony głową i zacząłem bawić się kręconym futerkiem Emmy, kiedy
ucałował mnie w czółko i obiecał wrócić jak najszybciej, jeszcze chciał kupić
po drodze coś do jedzenia. Znów pokiwałem głową, przyciągnąłem go do pocałunku
i uśmiechnąłem się lekko, po czym trzask drzwi oznajmił że zostałem sam. A w
zasadzie prawie sam, wciąż obok była Emma, co mi odpowiadało. Włączyłem
telewizor by nie było tak cicho i zamknąłem oczka, wsłuchując się w odgłosy
jakiejś komedii romantycznej. Po chwili jednak mój czas odpoczynku zakłóciło
pukanie do drzwi. Nie otworzyłem za pierwszym razem jednak Emma podbiegła do
drzwi cicho szczekając. Westchnąłem i podniosłem się, przegryzając ciasteczko,
po czym ruszyłem do wejścia. Uchyliłem drzwi i zagryzłem wargę.
- Kto to?
- Ja. Jesteś sam?
Rozpoznałem głos Zayna, chłopaka
Nialla. Skinąłem lekko głową mocno zaskoczony i wpuściłem go do środka.
- Co chciałeś? Wybacz, ale nie
spodziewałem się wizyty i w ogóle…
Nim zdążyłem skończyć zdanie Zayn
zamknął nogą drzwi i przyparł mnie silnie do ściany. Na chwilę z zaskoczenia
straciłem oddech, nie wiedziałem co się dzieje i kiedy w zasadzie moje stopy
zostały oderwane od ziemi. Obciągnąłem palce, panicznie próbując dotknąć
podłogi lecz nie było takiej opcji.
- Słuchaj mnie, uważnie. Odpierdol
się od Harry’ego. To nie ta liga, jesteś nowicjuszem a on przy tobie Mistrzem
Świata. Przez Ciebie opuścił wczorajszy i dzisiejszy trening. Jesteś tylko
zabawką, przeleci Cię i zostawi jak każdego. Nie jesteś wart aby nawet na
Ciebie spojrzał. Nigdy nie dasz mu szczęścia, jakkolwiek Harry by nie udawał.
Masz zostawić go w spokoju, rozumiesz? Jesteś tylko nic nie wartym śmieciem,
problemem na drodze do jego kariery i ja się tego problemu pozbędę. Dobrze Ci
radzę, zniknij z jego życia raz na zawsze, pieprzony gnojku.
- Ale…
Zacząłem, po prostu nie wiedząc co
się dzieje i gubiąc się w sytuacji, kiedy poczułem na policzku silne uderzenie
oraz krew w ustach. On mnie uderzył. Podniósł na mnie rękę. Zayn mnie uderzył
bo kocham Harry’ego. Bo Harry kocha mnie. Nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem
płakać.
- Skończ to. Albo inaczej
porozmawiamy.
Drugie uderzenie zostało zblokowane
przez Emmę, która rzuciła się na jego ramię głośno warcząc. Usłyszałem cichy
krzyk Mulata i wylądowałem na ziemi. Po chwili trzasnęły drzwi a ja skuliłem
się w kącie, z buzią we krwi. Emma podeszła i szturchnęła mnie pyszczkiem, a ja
jak w amoku przytuliłem się do niej, brudząc jasne futerko szkarłatną cieczą.
Było mi słabo, cały czas płakałem a w głowie miałem słowa Malika. Dlaczego tak
bardzo mnie ranił? Dlaczego Tak bardzo chciał abyśmy rozstali się z Harrym?
Przypilnuję przecież aby nie opuścił następnego treningu, jakbym wiedział, że
go ma, już teraz wywaliłbym go za drzwi aby nie przekładał mnie nad niego. To
przecież oczywiste, prawda? Nie chciałem być problemem w drodze, do jego
kariery sportowej, chciałem aby miał we mnie oparcie, mimo że nie mogę zobaczyć
jego zwycięstw, chcę przy nich po prostu być i po wszystkim móc przytulić i
powiedzieć chociażby te cholerne, durne „Jestem z Ciebie dumny”. Znów
nieświadomie zadrżałem, a po moich policzkach spłynęła kolejna fala łez,
mieszając się z krwią z opuchniętej wargi i wybitego zęba. Czy Zayn mówił
prawdę? Czy Harry… naprawdę będzie chciał się mną tylko zabawić i zostawić?
Wiedział jak ważny jest dla mnie… W końcu mówił, że nie jest taki jakim opisuje
go Zayn. Ale z drugiej strony nawet Niall mówił, że Harreh jest cholernie
przystojny i wiele lasek na niego leci, a i nawet mężczyzn. Dlaczego miałby
więc spędzić życie z takim nieudacznikiem losu jak ja? Nigdy go nie zobaczę,
nie powiem czy dobrze wygląda, nie będę wiedział jaki dokładnie ma kolor oczu,
włosów, czy ma piegi na policzkach i jak się rumieni. Byłem tylko ślepym
dzieciakiem, który przez chwilę myślał, że może jednak ktoś pokocha go takiego,
jakim jest. Bajeczka, no nie? Nawet nie zauważyłem, kiedy drzwi ponownie
trzasnęły i przerażony Harry do mnie podbiegł. Zamknąłem oczka nie będąc w
stanie nic powiedzieć. Policzek miałem cały spuchnięty i plułem krwią.
- Louis?! Lou! Co się stało? Kto Ci
to zrobił? Kochanie moje…
Wyszeptał cicho a ja nie wiedziałem
co mam robić, nie byłem w stanie nic powiedzieć, kiedy uchyliłem wargi poczułem
przeszywający ból dziąsła. Z buźki wypadł mi ząbek a Harry jęknął i zebrał mnie
do salonu na kanapę. Usiadłem posłusznie, kuląc się i pociągając noskiem,
pozwalając loczkowi przyłożyć chłodny woreczek do mojego policzka. Wciąż miałem
zamknięte oczka, panując nad kolejną salwą łez, ale nie wiedziałem co zrobić.
- Louis… Kto Ci to zrobił?
Zapytał cicho a ja nie wiedziałem co powiedzieć.
Przecież nie powiem mu, że Zayn przyszedł i mnie uderzył, nie uwierzy mi, to
był jego przyjaciel na litość boską! Znów zadrżałem , kiedy jego silne ramiona
mocno oplotły moje wątłe. Byłem wykończony, Emma ułożyła swój łeb na moich
nogach a ja wtuliłem się w jego ciało. Może i Harry mnie wykorzystywał, ale
chciałem zapamiętać jak najwięcej, zanim zda sobie sprawę, że jestem życiową
pomyłką i mnie nie potrzebuje. Loczek w końcu przestał zadawać mi pytania i po
prostu tulił mnie w ramionach, nucąc kołysankę. Szybko zasnąłem, nie świadomy
tego wszystkiego co działo się później. Harreh powoli mnie podniósł i zaniósł
do pokoju. Kiedy się ocknąłem leżał obok mnie, nucąc coś pod nosem swoim
cholernie seksownym głosem. Chwilę milczałem, po czym delikatnie zatrzepotałem
sklejonymi od łez rzęsami i przekręciłem główkę w jego stronę.
- Wiesz, że musimy iść do dentysty?
Zapytał a ja pokiwałem głową. Z jego
pomocą obmyłem buzię z krwi a raczej zrobił to za mnie i przebrałem się w
świeże ubrania. Wzięliśmy Emmę i ruszyliśmy do samochodu.
- Louis, proszę, powiedz mi, kto Ci
to zrobił?
Zapytał Harry ale pokręciłem jedynie
głową.
- Nie uwierzysz mi, tak czy siak mi
nie uwierzysz, więc jakie to ma znaczenie?
- Chcę wiedzieć kto cię zranił i
dlaczego!
Podniósł głos, czego się
przestraszyłem. Odsunąłem się jak najbliżej drzwi a Harry westchnął i zatrzymał
samochód na światłach.
- Przepraszam, nie chciałem krzyczeć.
Powiedział cicho a ja pokiwałem
główką i pociągnąłem noskiem, nic nie mówiąc dopóki nie dojechaliśmy do gabinetu
dentystycznego. Tam ściskając nerwowo rączkę od smyczy Emmy weszliśmy do
środka. Na szczęście nie było kolejki. Weszliśmy do gabinetu, nie pozwalałem
Hazzie się odsunąć, nerwowo ściskając jego dłoń w swojej.
- Spokojnie, mały, będzie dobrze.
Szepnął a ja usiadłem na fotelu i
zamknąłem oczka z przerażenia. Pani doktor podała mi znieczulenie i zaczęła
naprawiać wszystko a ja w bólu zaciskałem palce na dłoni Harry’ego. Chłopak
chyba nie potrafił na to patrzeć, pielęgniarka kazałą mu w końcu odwrócić wzrok
bo zemdleje, a ja jeszcze mocniej ścisnąłem jego rączkę, aby nie przyszło mu do
głowy się odsuwać. Nienawidziłem lekarzy, szczególnie dentystów i okulistów.
Taka mała fobia. Kiedy było po wszystkim zapłaciliśmy za wizytę i z zimnym
woreczkiem przy policzku wróciliśmy do samochodu, jednak nie miałem odwagi
powiedzieć Harry’emu, że to jego przyjaciel mnie uderzył tylko po to, abym
zapomniał o lokersie i dał mu skupić się na motorach.
- Louis, pytam ostatni raz: kto Ci to
zrobił? I tak się dowiem, na litość boską!
Pokręciłem jednak głową i oparłem
czółko o szybę, przymykając ponownie załzawione oczka.
|TWIF|
- Muszę pojechać na chwilę do domu po
mój motor. Zaczekasz na mnie w domu, słoneczko?
Zapytałem cicho, kiedy wracaliśmy do
domu w trójkę. Ja, Louis i Emma. To była dla mnie jedna z najlepszych chwil w
życiu, Louis uśmiechał się wesoło i na prawdę cieszył z tego, że w końcu ma psa
- przewodnika. Ja byłem spokojniejszy no i wreszcie mógł iść gdzieś sam, bez
kogoś kto truł by mu głowę o to aby uważał na siebie i mówił mu co się dzieje
wokół. Zdawałem sobie sprawę, że jestem dla niego czasem uciążliwy, bo nie wiem
jak zachować się w niektórych momentach. Uśmiechnąłem się promiennie, gdy Lou
się zgodził zaczekać na mnie i mocniej ścisnąłem jego rączkę, po czym
otworzyłem drzwi do jego domu. Aby mieć pewność, że nic mu nie będzie,
posadziłem go w salonie, okrytego kocykiem. W kuchni zaparzyłem jego ulubioną,
jabłkową herbatę oraz na talerzyk wyłożyłem oero, które jak wiedziałem także
uwielbiał. Emma uważnie śledziła każdy mój ruch, jakby i mnie musiała pilnować.
- Wrócę jak najszybciej.
Obiecałem, całując go lekko i
wyszedłem z domu. Szybkim krokiem ruszyłem pustymi uliczkami do domu, a raczej
do miejsca, w którym kiedyś, jeszcze nie tak dawno temu mieszkałem. To
przygnębiające, ale niestety – prawdziwe. Rozejrzałem się po znajomej mi,
sąsiedzkiej okolicy. Starsza pani, której zawsze pomagałem nosić zakupy, pani
Albert i jej kilkuletnia córka, którą opiekowałem się gdy brakowało mi kilku
groszy i chciałem zarobić, pan Fredenson ze swoim psem - buldożkiem francuskim
Pantenonem - który w zasadzie kulał się a nie szedł. Byłem niemal pewny, że ten
pies ma lepsze menu niż ja. Westchnąłem cicho, zdając sobie sprawę iż widzę to
prawdopodobnie ostatni raz. Ta ulica już nigdy nie będzie mogła nosić miana
'mój dom' i... dopiero teraz poczułem to silne uczucie w sercu, kiedy czujesz
że chcesz płakać ale wiesz, że nie możesz. Zatrzymałem się kilka metrów od
drzwi i wziąłem głęboki oddech, po czym zapukałem w jasne drewno z numerem 114.
Mama otworzyła mi je z dziwnym wyrazem twarz i chyba chciała coś powiedzieć,
jednak byłem pierwszy. Na prawdę nie miałem ochoty wdawać się w niepotrzebne
nikomu dyskusje, w końcu sami kazali mi się spakować i wyjść, nie wracać. Więc
nie wrócę. Jak chcieli.
- Wezmę tylko motor i możecie o mnie
zapomnieć.
- Harry...
- Nie. Wezmę motor i znikam.
Przerwałem jej, po czym przeszedłem
przez korytarz, wchodząc do garażu. Otworzyłem od środka drzwi i wyjąłem z
kieszeni kluczki, po czym wkładając je do stacyjki, wsiadłem na ścigacz.
poprawiając kask na głowie, posłałem rodzicielce ostatnie, sarkastyczne
spojrzenie i ruszyłem w stronę domu Louis'ego, a teraz także mojego. Na jakiś
czas. Usilnie przy tym hamowałem łzy smutku w oczach, starając się skupić na
pustej mimo wszystko drodze przede mną. Obrzeża miasta nigdy nie tętniły tak
życiem jak centrum, to było w tym wszystkim dobre. Cały czas miałem jednak złe
przeczucia, chciałem być jak najszybciej przy moim ukochanym, mieć pewność że
nic sobie przypadkowo nie zrobił. Minąłem kilka przecznic i zaparkowałem na
podjeździe. Wszedłem do domu, otwierając usta by krzyknąć głośne 'Już jestem'
kiedy... Boże, to był chyba najgorszy widok pod słońcem. Aż zachłysnąłem się
powietrzem. Louis leżał pod ścianą skulony, cały drżał i płakał, słyszałem to
wyraźnie. Obawiałem się takiego widoku ale cały czas spychałem to na dalszy
plan moich myśli, nie wierząc, że coś mu się może stać. Miałem nadzieję, że to
tylko moja chora wyobraźnia, a on będzie spokojnie siedział na kanapie w
salonie, okryty kocem w kratkę, z kubkiem herbaty w dłoniach i słuchając
muzyki. Miałby zamknięte oczka i uśmiech na buzi, rozkoszując się cichymi
dźwiękami. Wtedy zakłóciłbym mu ciszę czułym pocałunkiem i spędzili tak
przytuleni resztę dnia, dopóki nie wróciłaby jego mama i musielibyśmy
zachowywać się jak zwykli przyjaciele. Zamiast tego podszedłem bliżej i
uniosłem jego buzię, po czym jęknąłem, widząc łzy wymieszane z krwią. On
krwawił, moje serce pękło na kawałki bo coś mu się stało, a ja go nie
ochroniłem. Pieprzony motor, nie powinienem go zostawiać samego, powinienem tu być
i go obronić, ale jakiś głupi motor był dla mnie ważniejszy!
-
Louis?! Lou! Co się stało? Kto Ci to zrobił? Kochanie moje…
Zacząłem, podnosząc go i przenosząc
powoli do salonu, po czym sadzając na kanapie. Przyniosłem szybko woreczek
lodu, szklankę wody oraz miseczkę i pomogłem mu przepłukać usta a następnie,
widząc jego ząbek zacisnąłem szczękę. Wybili mu ząbek. Raz zrobiłem sobie taki
numer na treningu, cholernie bolało, a on czuje mocniej niż ja. Czułem już jak
po policzkach cieknął mi łzy. Nienawidziłem, kiedy cierpiał, a teraz cierpiał
przeze mnie. Przyłożyłem do policzka chłodny okład i usiadłem obok, wolną ręką
łapiąc jego dłoń.
- Louis... Kto ci to zrobił?
Mężczyzna jednak unikał odpowiedzi
jak ognia, co mi się nie podobało, ale nie miałem na to wpływu.
- Chodź, musimy jechać do dentysty.
Zauważyłem i pomogłem mu przejść do
samochodu. Odpaliłem silnik gdy zapiąłem mu pas i wyjechałem z podjazdu,
kierując się do gabinetu stomatologicznego.
- Louis, proszę, powiedz mi, kto Ci
to zrobił?
Zapytałem cicho, jednak Louis uparcie
pokręcił głową, czym doprowadzał już mnie do szału. Chciałem mu pomóc!
- Nie uwierzysz mi, tak czy siak mi
nie uwierzysz, więc jakie to ma znaczenie?
Spytał a ja zacisnąłem mocniej palce
na kierownicy, jednak i to nie pomogło w opanowaniu nerwów.
- Chcę wiedzieć kto cię zranił i
dlaczego!
Podniosłem głos, przez co Lou wycofał
się, przerażony. Wziąłem kilka głębokich wdechów, hamując gdy zmieniło się
światło i ponownie na niego spojrzałem.
- Przepraszam, nie chciałem krzyczeć.
Zapewniłem go, ze skruchą w głosie.
Po chwili dojechaliśmy do gabinetu. Wyprowadziłem go i posadziłem na fotelu
dentystycznym.
- Spokojnie mały, będzie dobrze.
Zapewniłem go i pocałowałem w czółko,
by się uspokoił i nie denerwował tak bardzo. Złapałem go za dłoń, a gdy mocno
ją zaczął ściskać, stłumiłem jęknięcie. Nie potrafiłem też oderwać wzroku od
tego co robiła pani doktor, przez co byłem bardzo blady. Co ja na to poradzę?
Widok krwi zawsze mnie mdlił, dodatkowo nienawidziłem lekarzy, dentyści byli na
czele listy znienawidzonych przeze mnie lekarzy, a specyficzny zapach
przyprawiał mnie o zawroty głowy.
- Panie Styles, proszę nie patrzeć,
nie chcę pana zaraz zbierać z ziemi.
Powiedziała a ja dopiero wtedy
odwróciłem główkę i wbiłem spojrzenie zielonych tęczówek na widok za oknem.
Czułem, jak moje wnętrzności się wywracają i żołądek zawiązuje w ciasny supeł,
pchając jego zawartość do mojego gardła. Zacisnąłem wargi w wąską linię i
przymknąłem oczka, by powstrzymać odruch wymiotny. Byłem też pewny że straciłem
wszystkie kolory na twarzy. Lou ściskał wciąż moją dłoń, ale już nie długo
wszystko się skończyło i końcu zapłaciłem za zabieg. Obejmując ukochanego w
pasie, ruszyliśmy do auta, by wrócić do domu.
- Louis, pytam ostatni raz: kto Ci to
zrobił? I tak się dowiem, na litość boską!
Powiedziałem, na prawdę przestraszony
tym, co się stało a on wciąż milczał w tej kwestii. Bałem się o niego, bałem
się, ze stanie się mu coś poważniejszego, że ktoś go skrzywdzi jeszcze mocniej,
czego bym nie przeżył. Nienawidziłem kiedy cierpiał, to było dla mnie okropne.
Nie mogłem też znieść myśli, że to mogła być moja wina. Tylko kto byl na tyle
bezczelny żeby pobić Lou w jego własnym domu?! Zatrzymałem się pod budynkiem i
wyprowadziłem Lou. Emma już wariowała gdy go nie było, a ja zagryzłem wargę.
Poprowadziłem go do pokoju i położyłem na łózko, obiecując że jak zaparzę mu
melissę to wrócę. Ruszyłem do kuchni zostawiając go z psem i oparłem się dłońmi
o blat, czekając aż woda w czajniku elektrycznym się zagotuje. Wbiłem wzrok w
granatowy kubek z białą otoczką tylko po to, by po chwili przymknąć zapłakane
oczka. Na prawdę nie chciałem by Louis'emu coś się stało, a wszystko wskazywało
na to, że utrzymanie jego bezpieczeństwa będzie bardzo trudne. Nie mniej też
wiedziałem iż zrobię wszystko, aby Lou już nic się nie stało. Był mój. Mój. Nie
mogę pozwolić by cierpiał. Kiedy woda się zagotowała, zalałem torebeczkę melisy
i wróciłem do pokoju, jednak chłopak spał spokojnie, wtulony w poduszkę.
Zostawiłem więc kubeczek na stoliku i wyszedłem, gdy usłyszałem zamykane drzwi.
Spojrzałem na mamę ukochanego i wiedziałem, że jestem jej winny wjaśnienia,
nawet jeśli nie wie jeszcze co się stało i w jakim stanie jest jej synek.
- Pani Tomlinson muszę z panią
poważnie porozmawiać.
Zacząłem a gdy kobieta zauważyła moją
powagę oddelegowała bliźniaczki do swojego pokoju. Usiedliśmy w kuchni a ja
nerwowo zacząłem bawic się kubkiem swojej herbaty, nie wiedząc od czego
powinienem zacząć.
- Co się stało, Harry?
Zapytała a ja przygryzłem ponownie
dolną wargę. Dopiero po chwili podniosłem wzrok z pomarańczowego kubeczka na
nią.
- Musiałem wyjść dzisiaj po motor.
Lou był sam, znaczy z Emmą, ale ktoś przyszedł i... Pobił go, znaczy nic
wielkiego oprócz wybitego zęba nie ma, ale... Wiem, że to moja wina, że mógł
się ktoś zemścić za mnie, a on nie chce mi powiedzieć, kto to zrobił.
Skończyłem mówić i przeniosłem
ponownie wzrok na ciecz w kubeczku. Kobieta chwilę milczała, a ja wiedziałem,
że to wszystko moja wina, przez co czułem się cholernie źle. I byłem pewny
jednego - dowiem się, kto to zrobił za wszelką cenę.
- Nie wiem, dlaczego ani kto to
zrobił, Harry. Postaram się z nim porozmawiać i dowiedzieć się kto to zrobił,
dlaczego i wszystko Ci powiem, okej? Nie wiń się, nie mogłeś nic przewidzieć,
to nie jest Twoja wina. Boli mnie tylko fakt, że ktoś był tak bezczelny by
zaatakować niepełnosprawnego nastolatka w jego własnym domu.
Pokiwałem lekko głową i przeczesałem
palcami włoski, upijając łyk picia.
- Emma złapała go za rękę zębami,
pewnie chciała obronić Lou. Mam kawałek materiału, ale jest cały od śliny psa,
pewnie na nic się nie przyda.
Zauważyłem cicho i wstawiłem pusty
już kubek do zlewu. Potarłem buzię dłońmi i chciałem wrócić do śpiącego
Louis'ego, kiedy zatrzymała mnie jeszcze jego mama.
- Harry zaczekaj, proszę chwilkę.
Usiadłem posłusznie na krześle,
patrząc na kobietę niepewnie. Zmarszczyłem lekko nosek po czym splotłem razem
dłonie.
- Czy ty i Louis... Jesteście razem?
Zapytała spokojnie, a ja zbity z
pantałyku nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Czy zaakceptowałaby to?
- Ja...
- Spokojnie, Harry. Wiem, że Louis
cię kocha i nie mam nic przeciwko temu, jeśli bylibyście razem.
Zaznaczyła, a ja odetchnąłem cicho.
Kamień spadł mi z serduszka, kiedy powiedziała, że nie ma nic przeciwko temu.
Pokiwałem lekko głową i znów odgarnąłem loczki z buzi, podnosząc na nią
soczyście zielone oczka.
- Tak, jesteśmy z Louis'im razem. Tak
oficjalnie od dzisiejszego ranka.
Przytaknąłem po chwili i uśmiechnąłem
się niepewnie. Widząc jej radość na prawdę bardzo się zdziwiłem. Chyba jednak
nie miała nic przeciwko temu, że Louis znalazł sobie chłopaka - a nie
dziewczynę.
- Pani Tomlinson....
- Jay.
Poprawiła mnie, a ja delikatnie pokiwałem
główką i od razu zacząłem ponownie.
- Jay, nie jesteś... zła, że Twój syn
ma chłopaka a dziewczynę?
Zapytałem zaskoczony, a ona
uśmiechnęła się do mnie ciepło, jakbym pytał o to, ile słodzi herbatę.
- Harry... Cieszę się, że jesteście
szczęśliwi. Nie ma dla mnie znaczenia z kim, póki nie jest starszy od niego dwa
razy i dobrze się nim opiekuje. Cieszę się, że jesteście razem. Wiem, że bałeś
się mi o tym powiedzieć, bo podejrzewam, że przez to Twoja mama pozbyła się
Ciebie z domu. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego to zrobiła, ale wiedz jedno,
dobrze? Tutaj zawsze będziesz miał dom, niezależnie od wszystkiego.
Zapewniła mnie, a ja pokiwałem lekko
głową i posłałem jej delikatny uśmiech. Na prawdę poprawiło mi to znacznie
humor. Była złotą kobietą, nie dość, że dbała o Lou, to jeszcze była dla mnie
jak matka. W oczkach znów błysnęły mi łzy, które jednak szybciutko zahamowałem,
nie chcąc by się ujawniły, nie potrzebowałem tego w tym momencie.
- Bardzo się cieszę, dziękuję pani
Tom… Jay. Jesteś cudowna.
Powiedziałem cicho i podniosłem się
powoli. Potargałem czekoladowe loki i posłałem jej wdzięczny uśmiech. Kiedy
rozłożyła ręce przytuliłem się lekko i przymknąłem powieki. Potrzebowałem
takiego matczynego uścisku, jakiego już dawno nie otrzymałem.
- Pójdę do Lou.
Powiedziałem i uśmiechnąłem się lekko
spinając głową, po czym wyszedłem z kuchni i ruszyłem cicho do pokoju
ukochanego chłopaka, zamykając za sobą drzwi, by krzyki bawiących się
bliźniaczek nie obudziły mojego maleństwa. Zbliżyłem się do łóżka i usiadłem na
jego brzegu, gładząc Boo po policzku. Chłopak zamruczał cicho i uchylił
powieki. A więc już nie spał, ciekawe jak długo.
- Harry?
Zapytał swoim zaspanym głosem, wciąż
nieco niewyraźnie po znieczuleniu, a ja uśmiechnąłem się, widząc jego zdrowe
wypieki na policzkach, śpiochy w kącikach oczu i rozgardiasz na głowie. Wciąż
miał jednak rozciętą wargę oraz siny ślad pięści na szczęce, przez co dziwna
siła ścisnęła mnie za serduszko i nie wiedziałem do końca jak mam to zatrzymać.
Bardzo bolało, po raz pierwszy tak bardzo przejmowałem się czyimś szczęściem i
nie byłem pewny, że jestem osobą, która należycie zajmie się Louis'im. Chciałem
nią być, jednak nie wiedziałem, czy podołam. Nie mogłem go jednak teraz
zostawić, oboje cierpielibyśmy za bardzo w takiej sytuacji!
- Tak, to ja.
Przytaknąłem cicho na jego pytanie i
pocałowałem go delikatnie w czółko i w zdrowy policzek.
- Masz na coś ochotę, promyczku?
Zapytałem, ale pokręcił głową i
wyciągnął rączki, żeby się przytulić. Uniosłem lekko jego ciało, jednocześnie
pozwalając mu przytulić się do mojej szyjki i chwilę tak trwaliśmy.
- Powiedziałem twojej mamie.
Oznajmiłem mu po chwili, wciąż mając
nosek wtulony w jego kosmyki włosów i napawając się ich zapachem.
- Co?
Zaskoczony odsunął się, a ja jęknąłem
bezgłośnie, wciąż panicznie potrzebując jego kontaktu, jego ciała przy moim i
słodkiego oddechu na skórze. Jak banalnie to brzmi?
- No… O mnie, o tobie, o pobiciu…
Zacząłem nieskładnie.
- Powiedziałeś mamie, że Z…. że mnie
pobili?
Z?! Jaki Z do cholery?! Już byłem tak
blisko dowiedzenia się wszystkiego, cholera jasna.
- Tak, powiedziałem. I o tym, że
jesteśmy razem także.
Przytaknąłem zrezygnowany i
pocałowałem go lekko w nosek.
- Kochanie, proszę… Powiedz mi, kto
Ci to zrobił…
Jęknąłem ale on pokręcił przecząco
głową, nie pozwalając mi dać sobie jakkolwiek pomóc. A jak to się powtórzy? Nie
chcę odwiedzać go w szpitalu.
- Nie, Harreh, nie chcę…
Powiedział cicho, mocniej przytulając
się do mojego ciała, a ja westchnąłem cicho. Chwilkę milczeliśmy, aż w końcu
chłopak znów się odezwał.
- Poczytasz mi?
Spojrzałem na niego i przytuliłem go
mocniej.
- Jasne. Skończymy „Eragona”?
Zapytałem, a kiedy pokiwał lekko
głową, objąłem go ramionkami i przytuliłem ponownie, całując w głowę. Sięgnąłem
książkę z półki i otworzyłem na ostatnio skończonym momencie. Usiadłem obok
tak, że Louie leżał na mojej klatce piersiowej i zacząłem czytać uspokajającym
głosem. Widziałem że Lou mimo wszystko wciąż jest zmęczony. Zanim jednak
zaśnie, przypomniało mi się o kropelkach.
- Gdzie idziesz?
Zapytał a ja wziąłem z półeczki mały
flakonik leków.
- odchyl główkę.
Powiedziałem cicho i zakropiłem mu
oczka jak ostatnio. Kiedy zamrugał i je zamknął pocałowałem go czule w
policzek.
- Przyniosłam wam budyń.
Powiedziała po chwili mama podając
nam miseczki, a za jej nogami schowały się dwie dziewczynki. Uśmiechnąłem się
do nich ciepło.
- Jak się cujesz lou?
Zapytała Daisy a Boo uśmiechnął się
ciepło w stronę głosu. Kucnął, odstawiając na bok miseczkę, wyciągając rączki.
Po chwili siostry przytuliły się do brata. Uśmiechnąłem się lekko na ten widok
i przytrzymałem Emmę aby nie zakłóciła tego obrazka.
- Dobrze się czuję, dziewczynki.
Szepnął chłopak, całując obie w
główki i puścił je do mamy. Po chwili Emma podeszła do Lou i lekko szturchnęła
nosem, na co ponownie się uśmiechnąłem. Mama pocałowała Lou w głowę i
zgarniając bliźniaczki wyszła, a my wróciliśmy na łóżko z Emmą w nogach. Powoli
zjedliśmy przyniesiony budyń czekoladowy i wróciliśmy na łóżko.
- Czytać dalej?
Kiedy pokiwał zamyślony głową, wróciłem
do przerwanej lektury.
- Harry?
Usłyszałem po kilkunastu minutach
cichy głos przysypiającego chłopaka.
- Tak?
Szepnąłem, odkładając na bok książę i
przeczesując jego włoski palcami. Wyglądał tak słodko, jak zasypiał! Jak mały
aniołek.
- Zayn…
- Co Zayn?
Zapytałem, marszcząc słodko nosek.
- Zayn to zrobił…
Wyszeptał już chyba nieświadomy,
zasypiając na moim ciele. Spiąłem się w szoku. Wiedziałem, że Lou nie kłamie,
teraz mówił całą prawdę nawet o tym nie wiedząc, jak pijany. Spojrzałem na
niego wielkimi oczkami, ale spał spokojnie, nieświadom tego, że się wygadał.
Tylko jak Zayn mógł to zrobić? I przede wszystkim: dlaczego?!
To jest niesamowite! Uwielbiam ten rozdział, jednak Zayn mnie tu bardzo zaskoczył... nie rozumiem jego zachowania... hipokryta pieprzony >.<
OdpowiedzUsuńCo do przebiegu akcji nie mam żadnych uwag, ale jednak jest coś co mnie minimalnie drażni.
Za dużo zdrobnień, nie lubię zbyt wielu zdrobnień w opowiadaniu. Pozdrawiam ;)
Przyzwyczajenie, ograniczę xx
UsuńYAYYYYYYYYYYYY! W końcu! A już myślałam, że wyjdzie mi kolejny prima aprilis... :D Boże kocham cię! Za to, że dodałaś rozdział, i za to, że tak genialnie piszesz... aż sama nie wiem, co powiedzieć. Gaaaad. Ten rozdział, boże, ile ja na niego czekałam, ile już sobie wymyśliłam scenariuszy, co by się mogło stać. Ale ci powiem, zaskoczyłaś mnie! Zayn, mój Zayn, skurwiel jebany... xdd Początek rozdziału słodki, taki jejj, miłość to nie moje klimaty, ale i tak to mnie zawsze chwyta, jak to czytam. Po prostu 'jejj'! <3 Ale ten Zayn... zniszczył mój dobry nastrój! Co za cham! Wgl... nie wiem, nie wiem jak mogłaś mi to zrobić ;c Mój Zayn, mojego Louisa... Wiem, że to było konieczne, żeby jakoś akcje wprowadzić, ale no jejj, moje feels mnie wykończą! Nie podobało mi się to. Nawet próbowałam to sobie wyobrazić, i jakoś nie umiem. Jeszcze ten koniec, kurde, wiedziałam, że tak skończysz! Harpio jedna! :D Teraz spodziewam się jakiejś fajnej akcji ze strony Harolda, a co!:D Powiem ci, że mnie zaskoczyłaś, ale pozytywnie. Nadal nie kumam, skąd masz we 'łbie' tyle pomysłów. G E N I A L N E ! Mam tylko nadzieję, że na kolejny n ie trzeba czekać tak długo, jak na ten ;c ? Buźka ode mnie, i lanego! :D <3 ;*
OdpowiedzUsuńOjj nie wiem czy dłużej bo wiesz, koniec roku się zbliża a moje oceny są moooocno złe -.- Cieszę się, że się podobało, reakcja Haz jak Haz... Czekaj na Nialla! xD
UsuńBeznadziejny?! To jest zajebiste! Czytałam cały z zapartym tchem, a przynajmiej od momentu pobicia Lou. Reakcja Hazzy na widok pobitego i krwawiącego Louisa była słodka, bardzo podoba mi się taki opiekuńczy Hazz. Biedny Lou, nie mógł nic zrobić, teoretycznie mógł ale to by tylko pogorszyło sprawę bo Zayn i tak jest od niego silniejszy. Na kego miejscu bałabym się wkurzunego Harry'ego, bo taki to chyba jest zdolny do wszystkiego. Głupi Zayn! Jak on mógł pobić bezbronnego Lou?! On jest nienormalny! Już czekam na reakcję Niall'a na wieść że jego chłopak pobił jego najlepszego przyjaciela. A może on był w zmowie z Zayn'em i o wszystkim wie..? Chociaż mało w to wierzę, Niall nie jest zły. On by się na to nie zgodził, za bardzo jest związany z Lou. Mam nadzieję że Boo już nie oberwie i będzie z nim dobrze a Hazz o niego zadba. Może rodzice Loczka pogodzą się z tym że Harry woli chłopców i będą się dogadywać.. nie liczę że nastąpi to szybko ale może kiedyś...
UsuńTak jak zauważyła osoba przede mną, pojawia się bardzo duźo zdrobnień, trochę za dużi. Poza tym jest idealnie.
Komentarz byłby dłuższy gdyby nie to że niechcący cały usunęłam i musiałam pisać od nowa. Czekam na następy rozdział! WENY i do napisania! Love ya! <33
Taa.. niestety to znam ;c Ej dobra bo ja ci tu zawalam miejsce moimi komentarzami. Mam nadzieję, że wyjdziesz dobrze z ocenami, też muszę się za to w końcu wziąć... ;/ No ale może znajdziesz czas na rozdział kiedyś :D Buźka :*
UsuńAaa tam, nikt inny nie komentuje jak widać, a tak to chociaż mam ten fajny licznik 7 komentarzy i mam tą chwilową radochę ;>
UsuńŚwietne to opowiadanie, tylko (nie chcę tu być nie miła ani nic..) postaraj sie ograniczyć zdrobnienia, bo troszkę dziwnie się czyta. No i mam nadzieję, że 1)szybko dadasz kolejny rozdział, 2) rozdziałów będzie więcej niż 7? :)
OdpowiedzUsuńWiem, wiem, te zdrobnienia...Poprawię się! To przyzwyczajenie :c
Usuńile będzie rozdziałów? to opowiadanie jest świetne, czekam z niecierpliwością na następny rozdział! :)
OdpowiedzUsuńJeszcze nie wiem, ale chylę się już ku końcowi, tak myślę.
Usuńtak sobie wpadłam, spytać jak tam dzionek :D i ewentualnie, jak i czy wgl idzie pisanie rozdziału? :) :*
OdpowiedzUsuńW ogóle mi nie idzie pisanie rozdziału, mam ostatnio jakieś dziwne wahania organizmu i chyba będę chora. Paradoks mojej choroby jest taki - mam masę pomysłów i nie chce mi się pisać. Więc nie mam pojęcia kiedy pojawi się nowy. Myślę też nad zawieszeniem tego jak i WOA Co najmniej do moich urodzin, więc... Nie wiem, zobaczymy czy coś mi się uda, mam dużo nauki w szkole (jakbym się jeszcze uczyła, fajnie by było)
UsuńOjej biedna :* Znam ten ból... ja sama już mam dosyć. Szczególnie dzisiaj, najgorszy dzień od dłuższego czasu... A kiedy te urodziny? :D Wiesz, nie namawiam cię, ani nic. Może przerwa dobrze ci zrobi. Ja tu poczekam cierpliwie na wymierne efekty! :)
Usuń27 maj.
Usuń