Serdecznie zapraszam do korzystania z funkcji "Zapytaj Postaci" o TU. Kocham Was!

niedziela, 26 maja 2013

Rozdział 07: Moja miłość jest jak gwiazda.

Od autorki: Dziękuję za ponad 3,500 wejść! Jesteście wspaniali, kocham was. Mam nadzieję jednak, że pod tym rozdziałem pojawi się więcej komentarzy lub chociaż kliknięć w opiniach. Zrobicie to dla mnie? Może jako mały prezencik w ramach moich jutrzejszych urodzin, co? 
Nie przeszkadzam, dłużej, zapraszam na siódmy rozdział The Way I Feel.

______________________________

Siedziałem na kanapie, okryty kolorowym kocem w misie i z kubkiem parującej herbaty malinowej w dłoniach. Emma leżała łbem na mojej nodze i korzystając z chwili, spokojnie drzemała, a ja wciąż myślałem o tym, co zaproponowałem Harry’emu. O naszym wspólnym mieszkaniu i tym, co będzie dalej. Im dłużej o tym myślałem, tym bardziej nie byłem tego wszystkiego pewien. W końcu… Nie umiem zrobić sobie nawet kanapki, jak nic będę wrzodem na tyłku Harry’ego. Zagryzłem ze zdenerwowania dolną wargę, rozluźniając szczękę dopiero gdy poczułem w ustach lekki smak krwi i przymknąłem powieki. Znów ogarnęło mnie to cholerne uczucie bezradności, nienawidziłem swojej ułomności. Czułem się… Jak wyrzutek. Byłem wyrzutkiem, marną kopią człowieka. Harry zasługiwał na o wiele więcej, niż ja byłem mu w stanie zaoferować.
- Louis?
Usłyszałem za  sobą cichy, zmartwiony głos mamy. Odwróciłem głowę w tamtą stronę i pociągnąłem lekko noskiem. Szukałem ją wzrokiem, jednak wiedziałem, że na marne. Przede mną była tylko ciemność. Im bardziej szukałem, tym bardziej nic nie było. Westchnąłem, opuszczając głowę.
- Stało się coś kochanie? Dlaczego jesteś smutny?
Zapytała niepewnie. W odpowiedzi jednak potrząsnąłem głową i potargałem włosy. Zacisnąłem mocniej palce na kubku i przymknąłem powieki, myśląc chwilę.
- Gdzie jest Harry?
Szepnąłem, czując jak sofa obok zapada się i mama wsuwa nogi pod koc. Odruchowo przysunąłem się do niej, opierając głowę na jej ramieniu.
- Zabrał dziewczynki do parku. Kochanie, powiedz mi, co się stało? Jesteś taki przygnębiony, martwię się o Ciebie, skarbie.
Zagryzłem ponownie wargę i przymknąłem oczy, czując zbierające się w nich łzy. Nie chciałem, za wszelką cenę nie chciałem ich wypuścić. Pochyliłem się, odstawiając powoli i ostrożnie kubek na szklany stolik. Wróciłem do poprzedniej pozycji, wciąż nie wiedząc, czy powinienem powiedzieć jej o swoich przemyśleniach sprzed ostatnich minut. Czy nie zawiodę jej. Wiedziałem, że tak będzie, jednak… Bałem się, że usłyszę te słowa od niej. Nie chciałem jej zawieść. Ani jej, ani dziewczynek. Ani Harry’ego. Szczególnie jego.
- Ja… Nie wiem, czy chcę zamieszkać z Harrym.
Wyszeptałem po chwili milczenia, nerwowo bawiąc się swoimi palcami. To było dla mnie trudne, pewnie dlatego, że było tak bardzo ważne. On był dla mnie bardzo ważny.
- Pokłóciliście się?
Na jej słowa gwałtownie pokręciłem głową. Nie, nie umiałbym się z nim pokłócić. Za bardzo go kochałem, żeby móc się z nim pokłócić. To zdecydowanie nie wchodziło w grę!
- Nie… Wszystko okej. Po prostu…
Zaciąłem się. Jak miałem powiedzieć mamie, że ma syna nieudacznika i boi się odpowiedzialności? Nigdy, przenigdy nie chciałem mówić jej tych słów. Ale prawda była taka, że miałem dwadzieścia jeden lat i potrzebowałem stałej opieki. Zawsze sądziłem, że mama będzie przy mnie. I wtedy uderzył we mnie jeszcze jeden fakt: jej też kiedyś zabraknie. To była najgorsza myśl, jaka mogła mnie najść. Czułem się taki… wyprany.
- Louie…
Wypowiedziała cicho moje imię, otaczając swoim ramieniem moje i delikatnie je gładząc, jak zawsze, gdy miałem jakieś problemy. Potarłem buzię dłońmi i oparłem skroń na jej obojczyku. To niesamowite, ale zawsze czułem się przy niej tak spokojnie, bezpiecznie. Wiedziałem, że mogę jej zaufać, pomimo tego, że nie byłem idealnym synem. W zasadzie byłem chyba jednym z tych najgorszych, na jakiego mogła trafić, przez co za każdym razem było mi przykro i po prostu źle. Zawsze chciałem być dla niej najlepszym synem, jakiego mogła sobie wymarzyć. Za nic jednak nie potrafiłem tego zrobić.
- To trudne.
Wyszeptałem w końcu, bawiąc się rąbkiem koca. Nerwowo skubałem go palcami, zastanawiając się jak mam jej to wszystko powiedzieć. Nie mogłem sam pozbierać się z własnymi myślami, a co dopiero miałbym komuś o tym powiedzieć? Szczególnie mamie, musiałem powiedzieć to w jasny sposób, by nie martwiła się aż tak bardzo. Czułem jak serce mi coś ściska i musiałem wyrzuć to z siebie teraz, bo później nie będę miał już albo odwagi albo okazji, aby z nią na spokojnie porozmawiać.
- Chodzi o to, że…
Zacząłem cicho, wciąż nie wiedząc właściwie jak mam skończyć to zdanie. Zamilkłem, przestając bawić się materiałem. Uniosłem głowę, by mogła na mnie spojrzeć i ponownie zagryzłem dolną wargę.
- Jestem nikim, mamo. Nie potrafię sobie sam poradzić. Nie umiem zrobić sobie kanapki, nie umiem trafić do toalety w nowym miejscu, potrzebuję całodobowej opieki i spójrzmy prawdzie w oczy: jestem tak bezużyteczny jak to tylko możliwe.
Wyszeptałem w końcu. Kobieta chwilę milczała, jakby zastanawiała się nad tym, co ma teraz powiedzieć.
- Nie jesteś bezużyteczny, Louis.
Podskoczyłem na dźwięk niskiego, zachrypniętego głosu w drzwiach. Nawet nie usłyszałem, kiedy Harry wchodził do domu. Odwróciłem głowę w tamtą stronę i zacisnąłem pięść na kocu, uświadamiając sobie, że nigdy nie dowiem się, jak wygląda. Zagryzłem ponownie dolną wargę, słysząc kroki zbliżające się do mnie.
- Nigdy nie byłeś bezużyteczny, kochanie. Nie dla mnie.
Powiedział cicho i poczułem, jak bierze moją dłoń w swoją. Zacisnąłem na niej lekko palce i odwróciłem w jego stronę. Chwilę milczał, gładząc kciukiem skórę mojej ręki, a ja zacząłem oddychać nieco szybciej na ten gest. Moje serce waliło niesamowicie szybko, omal nie wyskakując z  piersi i nie lądując w dłoniach Harry’ego, gdzie było jego miejsce.
- Kocham Cię, Louis. Nie ważne, czy widzisz, czy nie. Nie ma dla mnie znaczenia, że nie umiesz zrobić sobie jedzenia, zrobić prania czy pozmywać naczyń. Nie jest ważne, że nie wiesz jak wyglądam, nie obchodzi mnie, że nie rozumiesz fascynacji piłką nożną i nie możesz sam znaleźć drogi do ubikacji. To bez znaczenia, rozumiesz?
Zapytał cicho, a ja sztywno skinąłem głową. Miałem na ten temat jednak swoje zdanie i wciąż przy nim obstawiałem. Poczułem jak mama obok wstaje, chcąc nam dać chwilę na rozmowę i zabierając dziewczynki do kuchni. Zrozumiałem coś jeszcze o robieniu babeczek, nim nie skupiłem całkowicie uwagi na siadającym na jej miejscu Styles’ie.
- Uwierz mi, proszę.
Wyszeptał, niemalże płaczliwym tonem. Słysząc to moje serce zaczęło rozpadać się na małe kawałki. Nie mogłem zrozumieć czemu tak bardzo mu na mnie zależy… Bo zależy, prawda?
- Nie umiem, Harry. Ja po prostu nie potrafię.
Czułem, jak mój głos się łamie, jak z oczu wreszcie wyciekają słone kropelki a moja dłoń drży w jego uścisku.
- Ciii…
Wyszeptał, przyciskając swoje usta do mojej skroni. Czułem, że też drży, jednak panował nad tym znacznie lepiej niż ja. Wziąłem gwałtowny wdech i schowałem buzię w jego szyi, gramoląc mu się na kolana. Koc zsunął się na ziemię, ale nie przeszkadzało nam to.  Schowałem się w nim, wyplątując dłoń z jego palców i zaciskając ją w pięść na jego koszulce. Była nieco wilgotna, a jego skóra i włosy pachniały deszczem i miętą.
- Ja po prostu… Wiem, że nie jestem dla Ciebie wystarczająco dobry. Wiem, że zasługujesz na kogoś, kto doceniłby Cię tak, jak ja nigdy nie będę w stanie.
Wyszeptałem w jego obojczyk i przekręciłem głowę, wtulając nos w jego szyję. Objął mnie ciaśniej ramionami, przysuwając do siebie na tyle, na ile było to możliwe. Z kuchni dochodziły nas pokrzykiwania dziewczynek, które kłóciły się o to, który smak ciasteczek wybrać oraz śmiech mamy, próbującej je uspokoić. Skupiłem się znów na Harrym, aż nie poczułem ponownie jego ust, tym razem na swoim czole.
- Louis, posłuchaj mnie kochanie. Nikt inny nie będzie w stanie sprawić, bym pokochał go tak, jak ciebie, rozumiesz? Jesteś przy mnie, mimo, że nie możesz mnie zobaczyć. Mogę być w tym momencie pryszczatym kujonem w spodniach po pachy, kraciastej koszuli i nadwagą, a ty wciąż będziesz mnie kochał tak samo.
- Nie masz spodni po pachy i kraciastej koszuli. One mają inny materiał. I we wszystkim jesteś dla mnie piękny.
Powiedziałem od razu, mocniej się w niego wczepiając.
- Dlatego między innymi tak bardzo Cię kocham. Kochasz mnie nie za to jaki jestem, a za to kim jestem. Nie obchodzi cię ile i czy cokolwiek mam na koncie w banku, czy mój samochód jest z najnowszej kolekcji Mercedesa i czy spędzam każdą wolną chwilę na siłowni. A wiesz, dlaczego ja Ciebie kocham?
Zapytał , a ja pokręciłem lekko głową, pociągając nosem. Wtuliłem się w niego jak małpka, czekając na to, co powie.
- Kocham Cię, bo zawsze przy mnie jesteś. Kocham to, kiedy jesteś zagubiony i mogę pokazać Ci drogę. Kocham robienie ci posiłków i widząc twoją radość przez to. Kocham długie spacery z Tobą za rękę. Kocham sposób, w jaki pokazujesz mi swój świat. Kocham sposób, w jaki pokazujesz mi, co czujesz. Kocham każde małe dziwactwo, które składa się na ciebie. Rozumiesz? Kocham to, że jesteś uzależniony od herbaty, kocham to, że lubisz Justina Biebera, kocham to, że zasypiasz gdy Ci czytam i kocham to, że mówisz przez sen. Kocham to, że zawsze pachniesz trawą cytrynową i truskawkami. Kocham to, że myjesz zęby tylko cytrynową pastą i kocham to, że rumienisz się, gdy całuję twoją szyję.  Kocham każdą małą rzecz w tobie i nigdy o tym nie zapominaj.
Wyszeptał, a ja poczułem nową falę łez na policzkach. Mocniej wtuliłem się w niego i westchnąłem, zaciągając się jego zapachem. Zawsze pachniał tak samo. Trawą cytrynową, miętą i piżmem. A teraz jeszcze londyńskim deszczem. I chociaż nienawidziłem deszczu, teraz mogłem wręcz go pokochać, bo sprawiał, że mój chłopak był jeszcze cudowniejszy, jeszcze bardziej naturalny.
- Kocham Cię.
Wyszeptałem zduszonym głosem, czując jak warga drży mi z nadmiaru emocji, a w gardle rośnie ogromna gula, którą za wszelką cenę starałem się przełknąć. Niestety, na marne, więc dalsze słowa po prostu utknęły mi w gardle. Przez wzruszenie nie byłem w stanie wyjawić Harry’emu jak bardzo on jest dla mnie ważny i jak bardzo go kocham.
- Wiem kochanie, ja Ciebie też kocham.
Szepnął mi na ucho i mocniej przytulił. Sięgnął jedną ręką po koc z ziemi, uważając, bym przy tym nie zsunął się z jego nóg i okrył nas nim szczelnie. Kilka sekund później odsunął mnie jednak ze swojego ramienia i sięgnął dłońmi za siebie. Zabawie zmarszczyłem brwi, nie wiedząc o co chodzi. Nagle poczułem jak zakłada na moją szyję jego wisiorek. Zawsze lubiłem się nim bawić. Wiedziałem też, że to jego ulubiony.
- Harry…
Zacząłem cicho, jednak nie dał mi skończyć.
- Cii… Weź go. Nigdy nie zapomnij, że Cię kocham. Niech ten wisiorek zawsze Ci o tym przypomina, dobrze?
Zapytał, oplatając moje ciało ponownie swoimi silnymi ramionami. Sięgnąłem dłonią do małego wisiorka w kształcie gwiazdki i zacisnąłem na niej palce.
- Dobrze. Dziękuję, Harry. Naprawdę Cię kocham.
Wyszeptałem. P o chwili do mych uszu dotarł także jego spokojny głos, nucący kołysankę, a w zasadzie piosenkę Coldplay Fix You.
- Kocham cię.
Powtórzyłem cicho, zamykając oczy i po chwili zasypiając, a główka opadła mi na jego ramię. Palce wciąż jednak zaciskałem na małej ozdobie na mojej szyi. Na jego miłości do mnie.

|TWIF|

Stanąłem w progu kuchni. Mama Lou właśnie szykowała obiad, a dziewczynki strasznie się jej psociły. Lou brał prysznic,  a ja szwendałem się bez celi po domu, szukając sobie czegoś do roboty.
-Może zabiorę je do parku? Jeszcze jest ładna pogoda, może nie będzie padać.
Zaproponowałem, łapiąc jednocześnie za rękę Phoebe, która omal nie dotknęła gorącego garnka.
- Mógłbyś? Byłabym Ci bardzo wdzięczna, mają wyjątkowo dużo energii.
Skinąłem głową i uśmiechnąłem się szeroko do bliźniaczek. Phoebe miała dzisiaj warkoczyk a Daisy dwa kucyki.
- Chodźcie, idziemy się ubrać i na plac zabaw.
Powiedziałem, zgarniając dwie pociechy z kuchni. Weszliśmy do ich pokoju i każdej założyłem kurteczkę oraz buty. Sam zarzuciłem na siebie bluzę, wsunąłem trampki i krzycząc głośne ‘idziemy’ wyszliśmy z domu. Złapałem za jedną rękę jedną dziewczynkę, a drugą za drugą.
- Hally…
Zaczęła Phoebe, kiedy mijaliśmy sklepik ze słodyczami. Spojrzałem na nią a następnie na szyld i zaśmiałem się lekko.
- Ale zjecie w domu obiad.
- Taaaak!
Krzyknęły obie i wbiegły do środka. Rozbawiony ruszyłem za nimi, pozwalając na wybór jednej paczuszki żelek, po czym zapłaciłem za łakocie, sam biorąc sobie opakowanie. Wyszliśmy z Candy’s Paradise i skierowaliśmy się w stronę parku w samym centrum Londynu. Uśmiechnąłem się lekko, widząc i przede wszystkim czując ten spokój i ciszę. Zawsze z Lou siadaliśmy na ławce pod wierzbą. Kazał mi wtedy zamknąć oczy i wziąć głęboki oddech. Pokazywał mi wtedy swój świat, każdy świergot ptaka, każde miauknięcie kota. To było coś niesamowitego. Na tej samej ławce wyryłem także nasze inicjały w sercu.
- Hally możemy iść się pobawić?
Zapytała Phoebe, pokazując mi na plac. Skinąłem głową biorąc od nich łakocie i siadając na ławce tak, by mieć na te dwa urwisy dobry widok. Zagryzłem wargę, obserwując dwie bliźniaczki. Bardzo chciałem kiedyś móc z Lou usiąść w ogrodzie naszego domu i obserwować nasze dzieci. Mówić mu co robią i jak wyglądają. Westchnąłem cicho, a kątem oka mignęła mi znajoma, blond czuprynka. Spojrzałem zdziwiony w tamtą stronę, skupiając się na parze kilka metrów ode mnie. Zayn stał dwa kroki od Nialla. W dłoniach obracał czerwoną, dużą różę, mówiąc coś gorączkowo, jednak nie mogłem nic dosłyszeć. Niall stał z dłońmi wbitymi w kieszenie granatowych jeansów i nerwowo dłubał butem w ziemi. Widziałem jak wbija wzrok w swoje adidasy, bojąc się spojrzeć na swojego byłego chłopaka. Wiedziałem też, ile nerwów go to kosztuje, widziałem w jakim stanie był kilka dni wcześniej. Po chwili zdziwiony podniósł wzrok, a Zayn podał mu złożoną, białą kartkę. Horan rozłożył ją powoli, stąd widziałem jak drżą mu ręce. Przebiegł uważnie wzrokiem po tekście, na moment zerknął na Zayna, po czym znów wrócił do tego, co było na kartce. Zayn zrobił niepewnie krok w przód, delikatnie dotykając ramienia Nialla. Zacisnąłem palce w pięści, obserwując to wszystko, jednak po chwili Niall skinął lekko głową i… przytulił się do niego. Naprawdę nie rozumiałem o co chodzi, przecież Malik pobił Lou i zdradził go! A teraz po jednej karteczce oni się przytulają? Moje dalsze rozmyślenia na ten temat zakłóciła jednak Daisy, ciągnąca mnie za rękaw.
- Harry…
Zdecydowanie ona ładniej mówiła niż Phoebe, która miała problemy z wymówieniem ‘r’.
- Tak, kochanie?
Zapytałem ciepło, rozluźniając ręce i biorąc ją na kolana. Podałem jej truskawkowe żelki i spojrzałem pytająco na małą. Zmarszczyła zabawnie nosek i chwilę wpatrywała w słodycz, po czym przeniosła niebieskie oczy na mnie. Były identyczne jak te Louisa.
- Wiesz, że Louis bardzo Cie lubi?
Zapytała po chwili a ja zdziwiłem się nieco. Skąd ten mały potworek mógł to wiedzieć? Przecież staraliśmy się nie obnosić z uczuciem przy nich.
- Jest smutny jak nie ma ciebie obok niego, wiesz? Niby się uśmiecha, ale nie jest wesoły. Nigdy nie był. A jak mama mówi coś o tobie, to od razu się uśmiecha. Tak naprawdę, wiesz? I zawsze się pyta gdzie jesteś, nawet jeśli idziesz tylko do łazienki.
Powiedziała cicho, uważnie na mnie patrząc. Szczerze? Zamurowało mnie. Byłem w totalnym szoku jeśli chodzi o to, co właśnie usłyszałem. Czyli nawet takie małe cos jak siostra Lou wiedziała, że się kochamy? Nawet jeśli nie do końca znała pojecie tego słowa? Zagryzłem dolną wargę i uśmiechnąłem się lekko.
- Wiem kochanie.
Powiedziałem cicho i pogładziłem ją po policzku. Zerknąłem na jej bliźniaczkę, ale ta bawiła się z jakimś chłopcem w piaskownicy. Wróciłem spojrzeniem na małą i poprawiłem jej lewego kucyka.
- Harry…
Znów zaczęła, robiąc podobną minę. Zaśmiałem się lekko. Widać, że wymyślanie tak mądrych rzeczy było dla niej nie lada wyzwaniem, ale także o dziwo bardzo ważne. Uśmiechnąłem się zachęcająco, by kontynuowała, ciekaw co tym razem wymyśli.
- Ty też bardzo lubisz Louis’ego, prawda?
Zapytała, a ja na jego imię lekko się uśmiechnąłem.
- Tak, kochanie.
Zgodziłem się cicho, gładząc jej plecki dłonią. Spojrzała na żelki i wsunęła jednego do ust. Sądziłem, że to koniec  wymiany zdań na temat Boo, jednak się myliłem.
- Nie skrzywdzisz go, prawda? Nie lubię, kiedy Louis płacze.
Wyznała, a ja mocno ją przytuliłem do siebie.
- Nie skrzywdzę, Daisy. Obiecuję.
Szepnąłem i pocałowałem ją w czubek głowy. Zerknąłem na zegarek i wstałem, biorąc dziewczynkę za rękę.
- Phoebe, idziemy!
Krzyknąłem w stronę małej a ta od razu przybiegła. Zlustrowałem ją uważnie wzrokiem i kucnąłem, otrzepując kolorowe spodnie z piasku.
- Okej, kierunek: dom!
Zarządziłem i ruszyliśmy w stronę domu. Wygłupialiśmy się po drodze, dziewczynki zrobiły wyścigi przez kałuże, gdyż po drodze zaczął padać deszcz, a ostatnim był wyścig do drzwi. Weszliśmy jednak cicho, nie wiedząc czy Louis śpi, w nocy męczyły go koszmary i miałem nadzieję, że chociaż teraz odpocznie trochę. Kłótnia Zayna i Nialla źle na niego wpływała, dodatkowo obwiniał się o wszystko wokół, co nie było dla niego dobre. Otworzyłem drzwi i zsunąłem ze stóp buty, pomagając dziewczynkom się rozebrać. Odwiesiliśmy kurtki na wieszak, kiedy do moich uszu dotarł cichy głos Lou.
- Jestem nikim, mamo. Nie potrafię sobie sam poradzić. Nie umiem zrobić sobie kanapki, nie umiem trafić do toalety w nowym miejscu, potrzebuję całodobowej opieki i spójrzmy prawdzie w oczy: jestem tak bezużyteczny jak to tylko możliwe.
Zacisnąłem zęby i najciszej jak umiałem podszedłem do drzwi salonu, pokazując dziewczynkom gestem, by się nie odzywały i broń boże nie hałasowały.
- Nie jesteś bezużyteczny, Louis.
Powiedziałem cicho. Chłopak podskoczył przestraszony, a ja powoli do niego podszedłem. Kucnąłem przed nim i chwyciłem drobną dłoń w swoje duże. Potarłem kciukiem bladą skórę, ponownie się odzywając.
- Nigdy nie byłeś bezużyteczny, kochanie. Nie dla mnie.
Wyszeptałem, po czym nie przerywając czynności chwilkę milczałem, myśląc nad tym, co mógłbym teraz powiedzieć. Tak bardzo nie chciałem, by się załamywał! Po chwili odezwałem się ponownie, chcąc pokazać mu moc uczucia do jego małego serduszka.
- Kocham Cię, Louis. Nie ważne, czy widzisz, czy nie. Nie ma dla mnie znaczenia, że nie umiesz zrobić sobie jedzenia, zrobić prania czy pozmywać naczyń. Nie jest ważne, że nie wiesz jak wyglądam, nie obchodzi mnie, że nie rozumiesz fascynacji piłką nożną i nie możesz sam znaleźć drogi do ubikacji. To bez znaczenia, rozumiesz?
Zapytałem ledwie słyszalnie, a widząc jak kiwa głową, westchnąłem. Nie uwierzył mi, widziałem to wyraźnie w jego minie. Pani Tomlinson wstała po chwili cicho i zgarnęła dziewczynki do kuchni, za co byłem jej bardzo wdzięczny. Usiadłem na jej miejscu, okrywając kocem nasze ciała i pocałowałem go lekko w skroń.
- Uwierz mi, proszę.
Wyszeptałem bliski płaczu. Nie chciałem go stracić, musiałem mu udowodnić, jak bardzo go kocham. Czułem, że jeśli tego nie zrobię, z czasem on odejdzie. Nie mogłem dopuścić do tej sytuacji, na samą myśl chciałem płakać. Był moim tlenem, nie można żyć bez tlenu.
- Nie umiem, Harry. Ja po prostu nie potrafię.
Głos załamał mu się na końcu, a z oczu pociekły małe kropelki. Serce rozpadało mi się na ten widok, nienawidziłem, gdy płakał. Westchnąłem cicho i przytuliłem go mocniej.
- Ciii…
Wyszeptałem, przyciskając swoje usta do jego skroni. Opanowałem drżenie ciała, nie chcąc mu pokazać, że również jestem bliski rozsypki. To był dla nas najgorszy chyba okres, Lou był zbyt niepewny siebie, by uwierzyć w moją miłość. Po chwili biorąc gwałtowny wdech wgramolił się na moje uda, a ja zaciągnąłem się jego truskawkowym zapachem. Koc zsunął się na ziemię, ale nie przeszkadzało nam to.  Schował się we mnie, jakby przestraszony, na co mocniej objąłem go ramionami. Czułem jak się trzęsie, a ja nie umiałem go teraz uspokoić.
- Ja po prostu… Wiem, że nie jestem dla Ciebie wystarczająco dobry. Wiem, że zasługujesz na kogoś, kto doceniłby Cię tak, jak ja nigdy nie będę w stanie.
Wyszeptał w moją skórę, na co odruchowo mocniej wtuliłem go w siebie, kręcąc głową. Nie mógł tak sądzić, jest najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Pocałowałem go długo w czoło i na moment zatopiłem nosek w jego kosmykach włosów.
 - Louis, posłuchaj mnie kochanie. Nikt inny nie będzie w stanie sprawić, bym pokochał go tak, jak ciebie, rozumiesz? Jesteś przy mnie, mimo, że nie możesz mnie zobaczyć. Mogę być w tym momencie pryszczatym kujonem w spodniach po pachy, kraciastej koszuli i nadwagą, a ty wciąż będziesz mnie kochał tak samo.
- Nie masz spodni po pachy i kraciastej koszuli. One mają inny materiał. I we wszystkim jesteś dla mnie piękny.
Zaznaczył od razu, przez co lekko się uśmiechnąłem. Nawet teraz był cholernie słodki i uroczy. Kontynuowałem jednak, chcą pokazać jak bardzo doceniam te małe, nieistotne dla niego rzeczy, jakie robi.
- Dlatego między innymi tak bardzo Cię kocham. Kochasz mnie nie za to jaki jestem, a za to kim jestem. Nie obchodzi cię ile i czy cokolwiek mam na koncie w banku, czy mój samochód jest z najnowszej kolekcji Mercedesa i czy spędzam każdą wolną chwilę na siłowni. A wiesz, dlaczego ja Ciebie kocham?
Zapytałem cichutko, na co pokręcił głową przy mojej szyi i mocniej się we mnie wtulił. Zaśmiałem się ponownie na ten gest i ucałowałem go w głowę.
- Kocham Cię, bo zawsze przy mnie jesteś. Kocham to, kiedy jesteś zagubiony i mogę pokazać Ci drogę. Kocham robienie ci posiłków i widząc twoją radość przez to. Kocham długie spacery z Tobą za rękę. Kocham sposób, w jaki pokazujesz mi swój świat. Kocham sposób, w jaki pokazujesz mi, co czujesz. Kocham każde małe dziwactwo, które składa się na ciebie. Rozumiesz? Kocham to, że jesteś uzależniony od herbaty, kocham to, że lubisz Justina Biebera, kocham to, że zasypiasz gdy Ci czytam i kocham to, że mówisz przez sen. Kocham to, że zawsze pachniesz trawą cytrynową i truskawkami. Kocham to, że myjesz zęby tylko cytrynową pastą i kocham to, że rumienisz się, gdy całuję twoją szyję.  Kocham każdą małą rzecz w tobie i nigdy o tym nie zapominaj.
Wyszeptałem cicho. Chłopak mocniej wczepił się w moje ciało, nie zważając na to, że jeszcze nieco wilgotne od deszczu włosy drażnią jego buzię. Uśmiechnąłem się lekko i ucałowałem go policzek najdelikatniej jak potrafiłem.
- Kocham Cię.
- Wiem kochanie, ja Ciebie też kocham.
Szepnąłem w odpowiedzi i ostrożnie, by nie spadł, sięgnąłem kolorowy materiał z miękkiego dywanu. Okryłem delikatnie jego ciało ciepłym kocem i po chwili milczenia odsunąłem lekko jego ciało, zdejmując z szyi srebrny łańcuszek z wisiorkiem w kształcie gwiazdy. Dostałem go jakiś czas temu od dziadka, jak jeszcze żył i był dla mnie naprawdę bardzo ważny.
- Harry…
Zaczął, jednak nie chciałem, aby się sprzeciwiał. To miał być mój dowód miłości do niego, mały, ale jednak.
- Cii… Weź go. Nigdy nie zapomnij, że Cię kocham. Niech ten wisiorek zawsze Ci o tym przypomina, dobrze?
Wyszeptałem, zapinając go na jego szyi. Pocałowałem lekko w usta i objąłem ciasno ramionami, jakbym bał się, że zaraz ucieknie z moich objęć. Lou uniósł dłoń i zacisnął palce na metalowej ozdóbce, uśmiechając się niepewnie. Odwzajemniłem lekko jego uśmiech i przycisnąłem usta do jego czółka.
- Dobrze. Dziękuję, Harry. Naprawdę Cię kocham.
Wyszeptał, a ja uśmiechnąłem się. Opierając policzek o jego główkę zacząłem nucić ulubioną piosenkę, która zawsze usypiała moje słonko. Widziałem, że był zmęczony, nie chciałem aby potem źle się czuł. Przyda mu się chwila odpoczynku, to było pewne.
- Kocham cię.
Powtórzył, opadając główką na moje ramie. Westchnąłem i zaczekałem aż zaśnie, po czym wtulając nosek w jego puszyste włoski uśmiechnąłem się.
- Ja Ciebie też, promyczku. Ja Ciebie też.




7 komentarzy:

  1. No chyba sobie żartujesz,nie wierze w to co przeczytałam.. Jak można tak pięknie pisać? Przez ciebie teraz płacze ale nie przeszkadza mi to bo trudno się nie wzruszyć czytając ten rozdział. Jak Lou mógł uważać że nie jest wystarczający dla Harry'ego?? On serio myśli że jest nikim.. Hazz.. błagam cie przekonaj go że jest wart tyle co każdy albo nawet więcej.. Uwielbiam takie słodkie momenty Larry'ego jak Harry przekomywał Lou że jest jego całym światem.. Tak jak Harry zdziwiłam się że Niall pozwolił Zayn'owi podejść do siebie i nie wierzyłam że go przytulił.Niezmiernie ciekawi mnie co takiego było na tej kartce że aż tak poruszyło to Niall'em.. To musi być coś ważnego skoro wywołało to takie rzeczy.. Niecierpliwie czekam na next. <3
    Wcześniej nie mówiłam o tym ale bardzo podoba mi się że piszesz te same wydarzenia z innych perspektyw.. To sprawia że rozdziały są jeszcze lepsze.. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awww, dziękuję. To słodkie, że ktoś docenia to, co piszę. I tak, to jest duża rzecz związana z Ziallem, odmieni nieco samego Nialla. I Louis... Cóż, może zauważycie to , co chciałabym pośrednio przekazać w następnych rozdziałach. nie ukrywam, że chylimy się ku końcowi. Wtedy możecie szykować dopiero chusteczki, będzie... boleśnie. Dla całej czwórki.

      Usuń
  2. Na początek-WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI URODZIN!!!!:**** masz niesamowity talent, uwielbiam twoje opowiadania:D podoba mi się jak opisujesz wszystko z dwóch perspektyw, czytając inne opowiadania zastanawiam się co ten drugi myśli, a u ciebie mam odpowiedź na to pytanie. to moje ulubione opowiadanie:D mam nadzieję że planujesz szczęśliwe zakończenie, bo jak nie to mi serce pęknie:( życzę ci dużo weny bo już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Na koniec- JESZCZE RAZ WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, SPEŁNIENIA MARZEŃ!:*
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję ;*
      Nie, nie planuję Happy Endu, jak wspominałam... Chyba dwa rozdziały wcześniej. Nie jestem pewna. Czytałam ostatnio dużo rozdziałów gdzie wszystko się jebało a potem nagle suprajs hapi end i nie, to nie dla mnie, nie w tym opowiadaniu. Jak już mówiłam, jeśli uda mi się przekazać to tak jak bym chciała, potrzebne będą chusteczki. Jeszcze raz dziękuję za życzenia ;* ♥

      Usuń
  3. nawet nie wiesz jak mi przykro że nie planujesz Happy Endu:( to opowiadanie jest mi szczególnie bliskie, ponieważ mam przyjaciółkę która jest niewidoma i jakiś czas temu zakochała się, była szczęśliwa i wszystko było kolorowo, ale chłopak okazał się zwykłym ch..., zostawił ją bo uznał że jednak życie z nią będzie zbyt trudne...:( myślałam że chociaż ta historia skończy się dobrze, planowałam przeczytać ją później mojej przyjaciółce i powiedzieć- "ty też przeżyjesz coś takiego, znajdziesz takiego Harrego i wszystko się ułoży". nie gniewaj się że ci to piszę, nie chciałam żebyś może czuła się jakoś dziwnie czy czuła jakąś presję... chyba zaczynam bredzić;) ale muszę ci szczerze przyznać że masz talent, twoje opowiadania i sposób pisania są cudowne:** moim ulubionym opowiadaniem jest Work Of Art i już z niecierpliwością czekam na następny rozdział:D
    PS. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, życzę ci dużo radości, szczerych przyjaciół i miłości po grób, no i oczywiście dużo weny!!!!:***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ohhh... Chciałabym tu napisać, że zmienię koncepcję i napiszę Happy End, jednak wiem, że tego nie zrobię. Mogę jedynie napisać drugą, wesołą wersję zakończenia, którą przeczytasz swojej przyjaciółce (wysłałabym Ci ją na maila czy coś). Bo w sumie wesoła koncepcja także była, ale uznałam, że nie jest ona zgodna z moim zamysłem. Ale to jak będziesz chciała, najlepiej odezwij się z tym na gadu (numer w zakładce autorka). Co do WOA... Ciężko mi cokolwiek tam napisać, mam raptem dwie strony, to chyba najtrudniejszy moment do opisania dla mnie.
      I dziękuję za życzenia ;* jednak z przyjaciółmi i miłością będzie... Ciężko. Co ja bredzę, nierealne. Jestem za dziwnym człowiekiem. Ale mimo to dziękuję bardzo ;*

      Usuń
  4. kiedy next? kocham to opowiadanie,jest takie urocze i wgl.Mam nadzieje,ze nie zapomnialas... Prosze daj nastepny rozdzial!

    OdpowiedzUsuń